Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magdalena Kozioł: „Młodzi, wyjdźcie na ulice! Zobaczcie, że PiS niszczy wasz kraj! Obudźcie się”. Tak pani, 17-latka, apelowała na środowej demonstracji w obronie sądów we Wrocławiu. Młodzi się jeszcze nie obudzili?

Barbara Balicka: Coraz więcej się budzi. To widać. Jeszcze nie wszyscy są w pierwszych rzędach z flagami, skandując hasła, ale na obrzeżach tłumu dostrzegam bardzo wiele młodych twarzy. W końcu zaczęło do nich docierać, że to, co się teraz w kraju dzieje, bezpośrednio ich dotknie.

>> To nie esbecy, zdrajcy, spacerowicze, to młodzi protestowali przeciw fanatyzmowi. PiS ich traci

Będą żyć „w ruinach” albo wyemigrują, bo „Polska Kaczyńskiego, Ziobry i Macierewicza nic im nie zaoferuje?”.

– Wiem, że jeszcze nie potrafią do końca zrozumieć, że stanie obok i bierność wcale nie zwalnia ich z odpowiedzialności za kraj. Teraz jest dobry moment, by wyrobili sobie poglądy. Nikogo nie staram się zmusić, żeby myślał tak jak ja. Jedynie przekonuję, że wolność, w której się urodziliśmy, nie jest nam raz na zawsze dana. Nie wszyscy przecież wiedzą, jak to jest nie mieć praw obywatelskich.

A licealistka skąd wie?

– Próbuję szukać i pytać. Bo media, zwłaszcza rządowe, nie pokazują rzeczywistości takiej, jaka jest. Młodzi jeszcze nie mają filtra, który pozwoliłby im oddzielić sprawy ważne od tych, w które powinni wierzyć, bo tak chcą rządzący. Trudno się dziwić, że wciąż czują się niepewnie w polityce. Kojarzą ją z obłudą i kłamstwem. Nie postrzegają jej jako dziedziny, w której mimo wszystko dba się o społeczeństwo i jego rozwój.

Nie czują zagrożenia w tym, że PiS łamie konstytucję, przeprowadza zamach na sądownictwo? To tematy abstrakcyjne?

– Sama nie miałabym rozeznania w temacie, gdyby nie rodzice. W PRL jako studenci walczyli o wolną Polskę. Teraz ja to robię. Dzisiaj rządzą nami ludzie, którzy nie pozwalają Polakom decydować o własnym życiu.

>> Młodzi stanęli przeciw PiS, bo przekroczono trzy fundamentalne granice: ściemy, rozumu i Europy

„Jak dobrze, że gdy Polska traci rozum, są inne kraje” – to pani komentarz, kiedy Beata Szydło przegrała słynne głosowanie 27:1 w sprawie wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. A we wpisie na Facebooku o reformie gimnazjów padło o prezydenturze, którą „ciężko piastować, gdy inny człowiek, o niespełnionych ambicjach i absolutnej pustce w sercu i umyśle, bawi się w dyktatora”.

– To efekt poczucia rozżalenia. Po ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich niemal od razu stało się jasne, że w kraju źle się będzie działo i że Jarosław Kaczyński zmieni go pod siebie. A ja chcę zostać w Polsce. Nie chcę wyjeżdżać.

We Wrocławiu, inaczej niż w Warszawie, mieliśmy szczęście, że opozycja wcześniej zaczęła się łączyć we wspólnej sprawie i organizować demonstracje. Wierzę, że przyniosą skutek i po przegranych przez PiS następnych wyborach będziemy Polskę odbudowywać.

>> Walka o sądy cię nie dotyczy? Dopóki nie zderzysz się z rządową kolumną!

Sondaże na to nie wskazują.

– I dlatego wołam do młodych, bo to oni pójdą na kolejne wybory. Nasze głosy będą miały fundamentalne znaczenie dla przyszłości kraju. Młodych, tych trochę starszych ode mnie, już dotknęły pomysły rządzących. Ta próba zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej... Wiele dziewcząt zaangażowało się w walkę, bo poczuły, że to dla nich ważne. Wyszły na ulice i pociągnęły za sobą innych.

Młodych zabolała również likwidacja gimnazjów.

Dlaczego?

– Bo gimnazja były miejscem, gdzie mogliśmy w poczuciu komfortu i bezpieczeństwa przechodzić trudny wiek dojrzewania i powoli, w swoim tempie wkraczać w dorosłość.

Kiedy rząd zapowiedział reformę oświaty, wielu moich znajomych zaczęło się zastanawiać. Pytali: dlaczego, po co, skoro gimnazja się sprawdziły? Pomyśleli, że partia rządząca ich oszukała.

Nam, młodym, potrzeba teraz, aby doświadczeni ludzie wyjaśniali zagrożenia „dobrej zmiany”, także – lub może zwłaszcza – te związane ze zmianami w sądownictwie i ich wpływem na życie przeciętnego obywatela.

>> Młodzi na krawędzi. Dlaczego tak wiele nastolatków popełnia samobójstwo?

Na demonstracjach pojawiają się autorytety, ale PiS ich nie szanuje. A wręcz niszczy. Ale to przeciwskuteczne. Kiedy pod koniec listopada organizowaliśmy we Wrocławiu na pl. Solnym protest poparcia dla aresztowanego pod niejasnymi zarzutami korupcji Józefa Piniora, okazało się, że ludzie potrafią się zjednoczyć. Nie uwierzyli, że człowiek, który walczył w najcięższych latach komuny o wolność Polski, jest przestępcą i złodziejem.

PiS jest przekonany, że młodzi nie wiedzą o dokonaniach Lecha Wałęsy. I próbuje to wykorzystać.

A młodzi wiedzą, kim są Wałęsa, Pinior, Frasyniuk?

– Wiedzą.

Mnie osobiście boli, że Wałęsie plują w twarz. Bronię go, bo poszanowanie autorytetów pomoże młodym iść naprzód. A kiedy takie nazwiska padają w telewizji, w internecie, w serwisach społecznościowych, ci mniej zorientowani zaczynają czytać, szperać. I odkrywają, że Wałęsa, Pinior, Frasyniuk i wielu innych walczyło także dla nich.

>> Zamiast otwartości dajemy lekcje szukania wroga - rozmowa po obradach Sejmu Dzieci i Młodzieży

Takie autorytety są wam potrzebne?

– Oczywiście. Urodziliśmy się w wolnym kraju, a oni poświęcali życie i zdrowie, by tę wolność nam wywalczyć.

Nauczyciele reagują jakoś na zaangażowanie polityczne swojej uczennicy?

– Szkołę i naukę rozgraniczam z działalnością polityczną. Ale nie ukrywam swoich poglądów. Wielu kolegów i nauczycieli, widząc mnie na demonstracjach, przychodzi później z gratulacjami.

Krytyków nie ma?

– Są, ale to normalne. Czasami też dorośli, widząc mój wiek i słysząc, co mówię, wzruszają ramionami: gąska, zmieni zdanie, kiedy będzie starsza. Owszem, jestem młoda, ale mam coś do powiedzenia. Nie płynę wyłącznie na emocjach.

Jak długo będzie pani wychodzić jeszcze na ulice i przemawiać?

– Tak długo, jak demokracja i poszanowanie prawa będą zagrożone. To, że ostatnio spotykamy się dzień w dzień o godz. 21, maszerując spod sądu na rynek, pokazuje, że wrocławianie chcą wychodzić z domów.

Ludzi często dziwi, że angażuję się też w działalność Kościoła. Są przyzwyczajeni do stereotypów, że PiS jest związany z Kościołem, osoba wierząca ma poglądy prawicowe, a lewica – albo ktoś bliżej centrum, jak ja – jest antyklerykalna. To nieprawda. Ja wychodzę na manifestację i nie krzyczę haseł, które obrażałyby Kościół czy wierzących, bo nie trzeba wybierać między Kościołem a polityką. To nie są dwie ścieżki, które się wykluczają.

A udział w manifestacjach przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej?

– Bardzo dobrze wiem, w co wierzę i za czym się opowiadam. Kiedy poszłam 3 października w „czarnym marszu”, to nie krzyczałam haseł uderzających w Kościół, tylko sprzeciwiałam się zaostrzaniu przepisów antyaborcyjnych. Przypomnę, że kompromis w tej sprawie został wypracowany przy współpracy Kościoła.

Plany na przyszłość? Polityka? W przyszłym roku może pani nie tylko głosować w wyborach samorządowych, ale próbować już walczyć o mandat.

– Na razie zbieram doświadczenie. O kandydowaniu nie myślę. Ale będę nadal działać, w kole Młodych Demokratów, bo uważam, że młodzi ludzie powinni się angażować w działalność publiczną. Wierzę, że walka, którą teraz prowadzimy, zakończy się zwycięstwem.

Czyli odsunięciem PiS od władzy?

– Doprowadzeniem do sytuacji, w której scena polityczna nie kojarzy się z walką i pluciem jadem z mównicy sejmowej. Tylko ze współpracą i poszanowaniem prawa i drugiego człowieka.

Trochę naiwne?

– Jestem 17-latką i mam do tego prawo.

Co dzisiaj powiedziałaby pani prezesowi PiS?

– Że Polska, którą w swoim przekonaniu naprawia, nie będzie Polską z marzeń młodego człowieka. Powiedziałabym mu, że jeszcze nie jest za późno, żeby się wycofać, uderzyć się w pierś i przeprosić Polaków za to, co zrobił. Bo ludzie wybaczają, ale nie zapominają tak łatwo. I chciałabym, żeby on pamiętał, że Polska to kraj nas wszystkich, a nie jego samego.

>> Młodzi Polacy: Europa to dobra rzecz

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.