Gdyby się przeczytało pisarzy współczesnych, z ostatnich ośmiu lat, wiedzielibyśmy, co nas czeka. Oni przewidywali te procesy, które dzieją się teraz - mówił na wtorkowym spotkaniu Michał Nogaś. - Ale wtedy nikt się tym nie przejmował.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Michał Nogaś, wieloletni dziennikarz radiowej Trójki, z którą rozstał się, gdy w mediach publicznych nastąpiła „dobra zmiana”, w rozmowie z dziennikarką „Gazety Wyborczej” Magdą Piekarską oraz redaktorem naczelnym Leszkiem Frelichem.

Leszek Frelich: Co dzieje się teraz w Trójce?

Michał Nogaś: Nie wiem. Nie pracuję w radiu od 30 października 2016, czasem słucham audycji dwóch przyjaciółek i to właściwie tyle. Żałowałem, zanim odszedłem, zastanawiając się, czy to w ogóle zrobić. Kiedy już się stało, było mi łatwiej. Od momentu pożegnania ze słuchaczami i wyjścia z radia do dziś nie poszedłem tam ani razu. Rzucenie się w wir nowej pracy pomogło, żeby nie zwariować.

Pytania i odpowiedzi z tłem politycznym wzięły górę nad pierwszą częścią spotkania. Nie sposób było się od nich uwolnić w kontekście nowych ustaw sądowniczych, które lada dzień mogą stać się rzeczywistością.

Magda Piekarska: Polityka wdarła się w życie nas wszystkich. Czy wobec tego literatura może być lekarstwem, odpowiedzią na powstały problem? Czy pisarze mogą nam coś powiedzieć?

– Powinni nam mówić, jak mamy się godnie zachowywać. W dziejach kraju, w dziejach różnej próby, to pisarze dawali głos, bronili w PRL opozycji, pomagali „Solidarności” dostać się do Sejmu, dostali się do pierwszego Sejmu i Senatu. Teraz jest taki moment, że też powinni dawać głos i mówić, co robić. Ktoś, kto cieszy się szacunkiem i poważaniem, powinien coś dla ludzi robić. Wydaje mi się, że literatura mogłaby uczyć nas przede wszystkim, że coś od nas zależy.
Nie siedzieć w domu i kiwać głową, że jakoś to będzie. W wielu książkach widać, że społeczeństwo i polityka to system naczyń połączonych. Jeśli odwrócimy się od tego plecami, to staniemy się ofiarami, a lepiej, byśmy pozostali podmiotem.

Zajmowałeś się też np. żołnierzami wyklętymi, zanim stało się to modne. Czy wpisanie cię w tę modę byłoby czymś zdumiewającym?

– Dawno temu, na początku tej dekady, robiliśmy tego typu audycje. Ten temat nie jest mi więc obcy, ale nie za bardzo chcę zdradzać się ze swoimi poglądami. Żadna z partii głównych w tym kraju mi nie odpowiada, nie reprezentuje moich poglądów. Denerwuje mnie, że w ogólnosejmowym mętliku ludzie zostali zapomniani, pominięci. Wszystko to gra polityczna. A o realnych problemach, na przykład o służbie zdrowia, o miejscach dla dzieci w przedszkolach, nikt nie rozmawia. Mam opór wobec polityki, bo ona nie służy obywatelom.
Jaki język jest używany w tej chwili przez polityków? Nie ma właściwie ani jednego słowa, które by nie dzieliło Polaków. Rozmawiałem o tym z Michałem Rusinkiem i zapytałem go, czy jest jeszcze jakieś słowo, które łączy społeczeństwo, a nie dzieli.
Odpowiedział: „Przyroda”.

Jaka jest więc rola pisarzy w kwestii odzyskiwania naszego języka?

– Za mało się pisarzy słucha. To ludzie nadwrażliwi, którzy mają świadomość tego, jak historia toczyła się w przeszłości i może się potoczyć. Gdyby się więc na przykład przeczytało pisarzy współczesnych, z ostatnich ośmiu lat, wiedzielibyśmy, co nas czeka. Oni przewidywali te procesy, które dzieją się teraz. Ale wtedy nikt się tym nie przejmował.

Wracając do twoich doświadczeń radiowych. Wielu pisarzom książki się „udały”, bo Michał Nogaś mówił o nich w Trójce. Czy to udało się przenieść do „Wyborczej”?

– Radio jako medium jest bardzo unikatowe. To najbardziej intymny kontakt dziennikarza z odbiorcą. To, że teraz patrzymy na siebie przez ekrany, to coś zupełnie innego. W gazecie nie ma takiego punktu scalającego, jednej godziny, jednego miejsca. Ale kiedy widzę reakcje czytelników na moje teksty i wywiady, zauważam, że zabrałem ze sobą kilku moich słuchaczy, a teraz czytelników. Czyli trochę się udało.

Rozmawiasz z pisarzami. Które z tych spotkań, z osobistego punktu widzenia, było dla ciebie szczególnie ważne?

– Oczywiście wiele było takich rozmów, ale szczególny był dla mnie pierwszy wywiad z Wiesławem Myśliwskim. To był przełom. Pomyślałem wtedy, że ta praca coś znaczy. Myśliwskiego zawsze uważałem za najwybitniejszego pisarza współczesnego i kiedy wreszcie udało mi się z nim umówić, przyjechałem do niego 20 minut wcześniej i nie wiedziałem, czy mogę zadzwonić do drzwi. W końcu on usiadł w fotelu, palił papierosy, był mikrofon, a ja nie wiedziałem, jak zadać mu pierwsze pytanie. Dotyczyło książki, bo z polskimi pisarzami zawsze staram się rozmawiać o książce. Po pierwszym pytaniu powiedział: „No, widzę, że znakomicie zrozumiał pan, o co mi chodzi”. Nie chciał wypuścić mnie z domu przez kolejne trzy godziny. To było cudowne przeżycie. Potem zgodził się na drugą rozmowę, na Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. To było moje dziennikarskie spełnienie. Całe audytorium biło nam wtedy brawo. A dwa tygodnie później dałem w pracy wypowiedzenie. 

Zgromadzoną publiczność ciekawiło, jakie Michał Nogaś ma patenty na czytanie?

Michał Nogaś: – Kiedyś potrafiłem czytać nawet w korku na autostradzie. Wykorzystuję na to każdą wolną chwilę. Dawno temu postawiłem sobie zadanie, żeby każdego dnia przeczytać przynajmniej jedną książkę.Teraz, kiedy mam dzieci, które wcześnie się budzą i domagają zabawy, jest inaczej. Usprawiedliwiam się, bo czytam też książki dla dzieci i komiksy. Ciągle walczę o dyscyplinę.
Najwięcej czytam wieczorami, kiedy cała rodzina śpi. W wakacje nawet do świtu, aż zaczynam słyszeć żaby i ptaki.

Leszek Frelich: Byłeś twarzą „Akademii opowieści”. O czym Polacy chcą opowiadać? Jakich opowieści chcą słuchać?

– Na początku jeździliśmy do różnych miast w Polsce i prowadziliśmy spotkania, zachęcaliśmy do opowiadania i pisania innych. Później dostałem ponad sto prac do przeczytania i wyłoniłem z nich 10 najciekawszych. Za każdym razem były to opowieści o kimś bliskim, zwykle z rodziny lub o przyjacielu. Albo o kimś przypadkowym. O prawdach życiowych, o których opowiadał pan z kiosku, w którym codziennie kupowaliśmy gazetę, i dzisiaj się tych prawd trzymamy. Ważna była ta, która wygrała.
O ojcu sportowcu, żeglarzu, który wziął udział w igrzyskach olimpijskich w 1983 roku. Zapadł na chorobę psychiczną i porwał syna z domu, by uciec na Zachód. Niestety, zostali złapani, a ojciec autora trafił do szpitala psychiatrycznego, w którym jest do dzisiaj. Wszyscy o nim zapomnieli.
Autor swoim tekstem po raz pierwszy publicznie opowiedział o swoim ojcu, o tym, co się z nim stało. Nie wiem, czy byłbym w stanie w taki sposób pokazać moją miłość do rodzica. Większość pewnie by się tego wstydziła, a autor z podniesionym czołem oddał ojcu cześć i mu podziękował.
Sam przez długi czas zastanawiałem się, kto dla mnie jest najważniejszym człowiekiem. To moja babcia, która zawsze dbała o całą rodzinę, dzieci, wnuki. Prosta, wiejska, a później miejska kobieta, miała podstawowe zasady i prawdy życiowe: żeby się nigdy nie poddawać i jeśli jest się przekonanym o tym, że mamy rację, nie należy z tego rezygnować. Bo jak się raz ugniemy, raz zgodzimy na coś, to za każdym razem tak będzie. Jeśli raz się zgodzimy na współpracę z kimś, kogo nie szanujemy, to potem on zawsze będzie trzymał nas w kieszeni.

Magda Piekarska: Jak zdefiniowałbyś emocję, której szukasz w literaturze?

– Bezdech. Kiedy mam możliwość obcowania z książkami, a jakieś zdanie mnie zachwyci, wpadam w bezdech.
Jestem też bardzo smutnym człowiekiem, lubię się smucić.

„Wyborcza na żywo” po raz pierwszy odbywa się w przejściu między budynkami Muzeum Pana Tadeusza.

Obecnie Michał Nogaś prowadzi na wyborczej.pl audycję pod tytułem „Nogaś na stronie”, gdzie rozmawia z pisarzami. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wprawdzie czytam wszystko o czym Pan tylko wspomni ale jednak tutaj w Wyborczej muszę Pana szukać. Przez co odczuwam dyskomfort. Lubiłem mieć Pana pod ręką tak jak to było w Trójce. Ten sam dzień ,ta sama pora. Tutaj jakiś taki chaos panuje.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Dopoki kielbasa bedzie w sklepach, Polacy beda spokojni.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0