Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mają jedną wspólną cechę: cały czas chcą się uczyć i rozwijać. Poznaj zawodowców, którzy z powodzeniem rozwijają karierę w swoich firmach.

Warto się rozwijać

Michał Duber, technolog w HS Wrocław, UTC Aerospace System:

KORNELIA GŁOWACKA-WOLF

– Studia zaczynałem dwa razy, ale za drugim razem już jako zawodowiec. I tak naprawdę dopiero dzięki pracy dojrzałem do studiów. Od trzech lat pracuję w HS Wrocław, które jest częścią międzynarodowej korporacji UTC Aerospace System. Jednocześnie kończę drugi rok studiów zaocznych na kierunku automatyka i robotyka w PWSZ w Głogowie.

Jak zaczęła się moja przygoda? Po dziewięciu latach edukacji ogólnej (w szkole podstawowej i gimnazjum) postanowiłem iść do technikum. Chciałem w końcu zacząć uczyć się rzeczy, które mnie ciekawiły. Dodatkowym atutem było to, że po technikum ma się już zawód. Wybrałem Zespół Szkół Elektronicznych i Samochodowych w Zielonej Górze.

Do tej samej szkoły chodził też mój ojciec. Ale z mojej decyzji nie był zadowolony – uważał, że liceum lepiej przygotowuje do studiów. Po ukończeniu technikum studiowałem na Akademii Morskiej w Szczecinie, ale czułem, że to nie dla mnie, i po dwóch latach zrezygnowałem.

ZOBACZ TAKŻE: Tylko dla specjalistów. Na kogo czeka praca w aglomeracji wrocławskiej

Karierę zawodową zaczynałem od stanowiska technika mechanika-elektronika w jednej z firm we Wrocławiu, bo w tym mieście studiowała moja dziewczyna. To była praca rzemieślnicza, ale też świetna baza do nauki, ponieważ pracowałem ze starszymi ludźmi, którzy fachu uczyli się w dużych wrocławskich fabrykach kilkanaście–kilkadziesiąt lat temu i chętnie dzielili się swoją wiedzą. Po pięciu latach nauczyłem się wszystkiego, co było możliwe na tym stanowisku, i z braku możliwości rozwoju postanowiłem zmienić pracę. Udało mi się dostać do HS Wrocław.

Wybrałem tę firmę ze względu na ciekawą branżę. Zainteresowała mnie możliwość wyjazdu na zagraniczne szkolenie, o którym dowiedziałem się podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Decyzję przypieczętowała możliwość rozwoju w firmie poprzez program finansowania studiów i bardzo atrakcyjny pakiet socjalny.

Od początku bardzo spodobała mi się tutaj atmosfera – ludzie są dla siebie mili, koleżeńscy. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby ktokolwiek odmówił mi pomocy czy rady. Mówimy do siebie po imieniu, nie ma problemu, by podejść do prezesa czy dyrektora i normalnie porozmawiać.

Zaczynałem jako operator produkcji. Już po dwóch tygodniach pojechałem do Anglii na miesięczne szkolenie z produktu, który wdrażaliśmy we Wrocławiu. Po powrocie pomagałem technologom w projektowaniu i budowaniu linii produkcyjnej, tłumaczyłem angielską dokumentację na język polski, szkoliłem operatorów.

Miałem największe doświadczenie, więc po rozpoczęciu produkcji zostałem p.o. lidera grupy, a po pół roku liderem. Odpowiadałem za delegowanie pracownikom zadań zleconych przez mistrza/kierownika, układanie planu szkoleń dla operatorów, dbanie o to, żeby pracowali zgodnie z technologią, a także za współpracę z działem technologicznym i jakościowym w celu zapewnienia poprawnej pracy linii.

Po ośmiu miesiącach wystartowałem w rekrutacji na technologa i ponownie awansowałem. Teraz jestem odpowiedzialny m.in. za wdrażanie produktów, dostarczanie technologii montażu i testów, projektowanie i konfigurację linii produkcyjnych, wdrażanie zmian inżynieryjnych. Dbam o zgodność procesu produkcji z założeniami produktu, prowadzę szkolenia dla operatorów.

Naprawdę lubię swoją pracę i to, co robię. Codziennie mam nowe wyzwania i problemy do rozwiązania, mogę się cały czas uczyć i rozwijać, praca nie jest monotonna. Zaczynam między godz. 6 a 7.30, co oznacza, że często wstaję już koło 5, ale za to nie muszę stać w korkach. Etat to 40 godzin tygodniowo, choć czasem trzeba zostać dłużej.

Moje plany na najbliższe półtora roku to przede wszystkim ukończyć studia w terminie i skończyć budowę domu, którą właśnie zaczynam z moją narzeczoną. Najbliższy urlop pewnie spędzę na placu budowy. Po tych dwóch przedsięwzięciach planujemy się pobrać i zacząć trochę podróżować. Chciałbym też wrócić do mojego hobby, jakim jest off-road – który z powodu braku wolnego czasu zaniedbuję – i żeglarstwa.

Jeśli chodzi o plany zawodowe – technolog to stanowisko, które wymaga ciągłej nauki i zwiększania kompetencji, wymaga też bardzo dużej wszechstronności. Poza tym zawsze jest coś, co można poprawić albo zrobić inaczej. Dlatego zamierzam się nadal dokształcać i rozwijać.

Najlepsze wyniki osiągam, robiąc to, co lubię

Jacek Prabucki, dyrektor Zakładu Regeneracji Produktów (Wabco Reman) w Stanowicach koło Oławy:

TOMASZ PIETRZYK

– Swoją karierę zawodową zaplanowałem świadomie i z wyprzedzeniem. Konsekwentnie realizowałem wyznaczone cele, mając świadomość, że najlepsze wyniki osiągnę, robiąc to, co lubię. Ponieważ w moim przypadku jest to mechanika, skończyłem technikum mechaniczne i studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej. Rodzicie wspierali każdą moją decyzję i udzielali rad, ale nigdy nie decydowali za mnie w kwestiach rozwoju zawodowego.

Pierwszą pracę podjąłem jeszcze w technikum, w roli mechanika na torze kartingowym. Pozwoliła mi zarobić na drobne wydatki i dalej się uczyć. Z tym samym założeniem jeszcze podczas studiów podjąłem pracę operatora produkcji w Wabco.

Pracowałem i dalej sukcesywnie zdobywałem wykształcenie. To pozwoliło mi awansować na stanowisko koordynatora zmiany, a potem, po skończeniu studiów – inżyniera jakości i kierownika jakości.

Kolejnym kamieniem milowym była propozycja wspierania biznesu w globalnych projektach doskonalących jakość produktów do skrzyń biegów, po której dostałem promocję na stanowisko lidera jakości w zakładzie, którym dziś zarządzam. Następnie przejąłem dodatkową odpowiedzialność za inżynierię procesową, objąłem stanowisko dyrektora produkcji i finalnie dyrektora zakładu.

ZOBACZ TAKŻE: Atrakcje Dolnego Śląska. Dokąd warto się wybrać?

Moim zadaniem na stanowisku dyrektora zakładu jest tworzenie i realizacja strategii dla swojej organizacji, wspierającej osiąganie celów przez firmę oraz zapewniającej jej konkurencyjność. Jest nim również budowanie kultury ciągłego doskonalenia i angażowanie pracowników w ten proces. Za swój obowiązek uważam zapewnienie w zakładzie atmosfery wzajemnego szacunku i wspólnych celów.

Rozumiem wyzwania i perspektywę pracowników produkcyjnych, ponieważ sam pracowałem w tej roli. Mam też przekonanie, że stanowią oni potężną siłę każdego zakładu produkcyjnego, a zmotywowani pracownicy to koło zamachowe do osiągania tego, co dla innych może być tylko marzeniem.

Mam przyjemność pracować z profesjonalistami. Zakład Wabco Reman jest najmniejszą lokalizacją Wabco o charakterze produkcyjnym w Polsce. Ogółem Wabco w Polsce zatrudnia ponad 2,4 tys. osób, z czego 67 w moim zakładzie. Jesteśmy młodym zespołem i z każdym rokiem zwiększamy zatrudnienie (w porównaniu do 2013 r. wzrosło trzykrotnie). Swoje plany zawodowe również wiążę z produkcją. Moim celem na kolejne lata jest dalszy rozwój zakładu Wabco Reman w Stanowicach.

W swojej pracy najbardziej cenię niezależność i możliwość obserwowania wyników ciężkiej pracy – swojej, ale również genialnych wyników mojego zespołu. To motywuje mnie najbardziej. Pracuję przez pięć dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku. Zaczynam wcześnie, o godz. 6. Większość dnia spędzam w pracy, wieczory należą do moich synów.

Moim życiowym mottem, które wpajam również moim dzieciom, jest: „Jeśli coś robisz, rób to – najlepiej jak potrafisz i z pełnym zaangażowaniem. Jeśli ci się nie chce, po prostu nie rób tego wcale”. Nieważne, czy grasz w piłkę, odrabiasz lekcje czy realizujesz obowiązki zawodowe. Sformułowanie „nie da się” w moim słowniku nie istnieje. Uwielbiam udowadniać, że się da. Jeśli chcesz rozpalać w innych motywację, sam bądź jak ogień. Wtedy wyniki przyjdą same.

Nie siedzę za biurkiem

Jakub Kępka, dyrektor Zakładu Stacji Elektroenergetycznych w Elektrotimie:

KORNELIA GŁOWACKA-WOLF

– Dlaczego wybrałem technikum? Opierałem się na opinii ojca, że trzeba skończyć szkołę, po której ma się zawód, bo różnie może się w życiu układać. Mówił: „Po technikum zawsze będziesz umiał połączyć dwa przewody albo używać pilnika”. Raczej wtedy nie myślałem o tym, że po 10 latach od skończenia szkoły zostanę dyrektorem w dużej wrocławskiej firmie.

Zdecydowałem się na szkołę przy ul. Hauke-Bosaka, czyli obecny Zespół Szkół Teleinformatycznych i Elektronicznych we Wrocławiu, a wtedy jeszcze Zespół Szkół Łączności. Na początku odpowiadał mi zwłaszcza profil teleinformatyczny. Ale po technikum miałem już pojęcie o elektryce, więc poszedłem na Wydział Elektryczny Politechniki Wrocławskiej. Przez dwa lata studiowałem w języku angielskim. Dodatkowo w 2008 r. spędziłem rok w Kanadzie, na Ryerson University w Toronto, dzięki czemu mam równolegle dyplom magistra PWr i master of engineering kanadyjskiej uczelni.

Na ostatnim roku studiów postanowiłem pisać pracę magisterską pt. „Kompensacja mocy biernej – budowa baterii kondensatorów niskiego napięcia”. Zleceniodawcą był Elektrotim.

ZOBACZ TAKŻE: Górnicze miasto, które wyrosło z gór. Jak się zmieniało?

To była przyjemność, nie musiałem czytać książek i cytować ich fragmentów. Zadanie polegało na wykonaniu specjalistycznej baterii – firma sponsorowała zakup elementów potrzebnych do jej wykonania. Celem było stworzenie produktu, który mógłby być oferowany na rynku – do dzisiaj ta moja bateria jest w portfolio firmy jako produkt, który można zamówić.

I tak też trafiłem do Elektrotimu – najpierw na staż, później na stałe. Od 2014 r. jestem dyrektorem, a od tego roku również zastępcą dyrektora pionu sieci ds. realizacji.

Zaczynałem jako stażysta, następnie uczyłem się po kolei wielu nowych rzeczy w różnych działach i na różnych stanowiskach – od pracy w zakładzie produkcji po specjalistę ds. handlowych. Potem mnie i mojemu obecnemu szefowi powierzono misję dostarczenia nowych produktów w Zakładzie Stacji Elektroenergetycznych, w obszarze wysokich napięć.

Komórka organizacyjna, którą prowadzę, zajmuje się przede wszystkim obsługą inwestycji dla dużych operatorów dystrybucyjnych, takich jak Tauron, PGE, Enea, również dla przemysłu. Inwestor chce np. zbudować pole wysokiego napięcia. Przedstawia nam swój program funkcjonalno-użytkowy. My na tej podstawie tworzymy projekt wykonania, który później realizujemy.

W mojej pracy najbardziej podoba mi się różnorodność, bardzo fajny zespół, bezpośredni kontakt z klientem, a więc z wieloma osobami. Nie siedzę za biurkiem, za każdym razem mam nowe wyzwania i trudności do pokonania, nie ma rutyny. Jest też duża odpowiedzialność, bo pracujemy na stacjach elektroenergetycznych, które zasilają aglomeracje miejskie, musimy więc wykonywać pracę precyzyjnie i rozważnie, żeby ograniczyć skutki przypadkowych wyłączeń w sieciach wysokich lub średnich napięć.

Zaczynamy pracę o godz. 7, jeżeli trzeba, to zostajemy dłużej. Dlatego czasem wychodzimy o godz. 15, a niekiedy o 17. Bardzo często jesteśmy w drodze – realizujemy projekty w różnych częściach Polski. Ale to także sprawia, że praca jest ciekawa – nie ma dwóch takich samych projektów.

Czas wolny staram się spędzać aktywnie: zimą narty, od wiosny do jesieni koszykówka, latem żeglarstwo. I jeszcze z kolegami mamy takie hobby jak off-road – ostatnio trochę zaniedbane, ale planuję to nadrobić.

Czasu wolnego ostatnio nie miałem zbyt dużo, bo równolegle z pracą zrobiłem już kilka różnych studiów podyplomowych oraz kursów, m.in. studia z prawa gospodarczego i handlowego na UWr, studia podyplomowe smart grids – inteligentne sieci elektroenergetyczne – na PWr, kurs z podstaw elektroenergetycznej automatyki zabezpieczeniowej na PWr. Ponadto w firmie mamy intensywne cykle szkoleń, których nie sposób tu wymienić.

Moja praca polega też na tym, żeby się cały czas uczyć i rozwijać. Studia oczywiście opłaca firma. Teraz planuję jeszcze zrobić MBA, ale za jakiś czas, mam teraz chwilę przerwy. Jeśli chodzi o życie prywatne, to na wrzesień planuję ślub.

Jeszcze wiele mogę osiągnąć

Beata Iżyniec, pracownik ds. wsparcia planowania produkcji w LG Chem Poland:

– Pracę w firmie LG Chem Poland rozpoczęłam w lutym 2007 r. na stanowisku operatora linii pakującej. Następnie przez pięć lat byłam liderem działu pakowania, a od 2013 r. pracuję na obecnym stanowisku i zajmuję się krótkoterminowym planowaniem produkcji.

Moja praca polega na przygotowywaniu dziennych planów produkcji dla poszczególnych działów, bieżącym raportowaniu działań, sporządzaniu inwentaryzacji oraz nadzorowaniu produkcji i rozwiązywaniu bieżących problemów. Ponadto do moich głównych obowiązków należy analiza możliwości realizacji zlecenia i ustalanie priorytetów.

Praca w LG Chem nie tylko przynosi mi wiele satysfakcji, ale daje też możliwości rozwoju, uczestnictwa w szkoleniach oraz siłę i motywację do podejmowania nowych wyzwań. Praca jest bardzo dynamiczna, wymaga szybkiego podejmowania decyzji, kontaktu z innymi osobami, otwartości i chęci współpracy.

Nie mogę narzekać na nudę. Każdy dzień to nowe wyzwania i zadania. Czasami wiąże się to z ogromnym stresem i presją, ale myślę, że są to typowe czynniki występujące na tym stanowisku.

Patrząc wstecz, widzę, że dzięki zaangażowaniu w pracę (nieważne, na jakim stanowisku się zaczyna) można wiele osiągnąć. Takich osób jak ja w LG Chem Poland jest wiele. Polityka firmy jest taka, że raczej nie zatrudnia się liderów, ale wyłania się ich spośród najlepszych pracowników, znających proces od podszewki, którzy dobrze rozumieją się ze współpracownikami i posiadają zdolności komunikacyjne.

Jeżeli chodzi o umiejętności zarządzania i kierowania zespołem, to firma zapewnia pełne przeszkolenie, organizując cykliczne szkolenia w ramach Akademii Lidera. Prowadzą je firmy zewnętrzne i nasi trenerzy. Mamy wtedy możliwość wymienienia się wiedzą oraz doświadczeniami w zarządzaniu zespołem, a także podniesienia umiejętności komunikowania się w języku angielskim (zajęcia są dwa razy w tygodniu w ramach godzin pracy). Dzięki takiemu podejściu wszyscy czują się bardziej zmotywowani, ponieważ każdy wie, że ma możliwość awansu i zmiany dotychczasowego zakresu obowiązków.

Bardzo ważne są cechy osobowościowe, które powodują, że jesteśmy w stanie wykonywać pewne prace i zadania. W moim przypadku na pewno była to umiejętność panowania nad emocjami, zdolność analitycznego myślenia oraz umiejętność pracy w zespole. Wiem, że mam wpływ na kreowanie swojej ścieżki kariery w firmie i dzięki mojej pracy mogę jeszcze wiele osiągnąć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.