Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Miejski Dom Kultury wygląda jak Reichstag, w parku stoją znaki graniczne, a obchodzący 170. urodziny most kolejowy jest zarówno dumą Niemiec, jak i Polski. Obojętnie, co lubicie – wakacje z duchami, szewców mistyków, Nicolasa Cage’a, rowerowe rajdy czy romantyczne wędrówki nad Nysą Łużycką – wszystko tu dostaniecie. Nie trzeba daleko jechać – ok. 140 km z Wrocławia – więc Zgorzelec jest doskonałym miejscem na weekendową wyprawę. A właściwie na wiele wypraw, bo wciąga turystów jak ruchome piaski.

Historia tkwi w szczególe

Jeśli fascynuje was skomplikowana historia Górnych Łużyc, to możecie ją studiować na niemal każdej ulicy. Ale wrocławianie powinni zacząć od zgorzeleckiego domu kultury, pierwotnie Górnołużyckiej Hali Pamięci, albo Hali Chwały, otwartej w 1902 r., z udziałem cesarza Wilhelma II.

To dzieło mieszkającego w Görlitz architekta Hugo Behra, autora berlińskiego Reichstagu. Wzniósł pomnik patriotyzmu i pamięci Wilhelma I oraz jego syna Fryderyka III – pierwszych cesarzy zjednoczonych Niemiec. Sto lat temu mieściło się tu Kaiser-Friedrich-Museum, prezentujące takie skarby jak słynna rzymska figurka Jowisza z Zebrzydowej czy obrazy mistrzów włoskich, m.in. Tycjana; dzisiaj pokazują tu swoje prace przede wszystkim miejscowi artyści.

Budowla przytłacza ogromem, kopuła przypominająca koronę cesarską dominuje nad miastem (budynek ma 42 m wysokości), a klasycystyczny tympanon wsparty na potężnych kolumnach budzi respekt. Rzeźby „Wojna” i „Zwycięstwo”, zdobiące front budowli, są dziełem Hugona Lederera. Dla Wrocławia zrobił frywolnego „Szermierza”, Zgorzelcowi zostawił manifest polityczny. I ta polityka wciąż się odbija echem w monumentalnej hali.

Miejsku Dom Kultury Zgorzelec w 1905 rokuMiejsku Dom Kultury Zgorzelec w 1905 roku Fotopolska.eu

W lipcu 1950 r. premierzy Józef Cyrankiewicz i Otto Grotewohl podpisali tzw. układ zgorzelecki między PRL a NRD, dotyczący wytyczenia granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. A prawie pół wieku później burmistrzowie Zgorzelca i Görlitz sygnowali umowę założycielską Europa-Miasto: Zgorzelec / Görlitz. Od czasu do czasu odbywają się tu posiedzenia obu rad miejskich. Od kiedy jesteśmy częścią zjednoczonej Europy, granicy dzielącej miasto już nie widać.

Zwróćcie uwagę na sześć herbów zdobiących słupki balustrady w hali. To powojenna zmiana – w miejsce herbów Związku Sześciu Miast wmontowano godła miast z tzw. Ziem Odzyskanych, w tym Wrocławia. Możecie go nie rozpoznać, bo to herb z 1948 r. autorstwa Karola Maleczyńskiego, zmieniony w 1990 r. Jeszcze jeden dowód na to, że dawna Hala Pamięci przechowuje pamięć o politycznych przemianach.

ZgorzelecZgorzelec MIECZYSŁAW MICHALAK

Jeden za sześciu, sześciu za jednego

Ale o Związku Sześciu Miast też nie da się zapomnieć, tym bardziej że Zgorzelec odgrywał w nim wiodącą rolę. W 1346 r. razem z Budziszynem, Żytawą, Lubaniem, Löbau i Kamenzem, czyli miastami leżącymi wzdłuż Via Regia (Droga Królewska, prowadząca od Hiszpanii do Rosji), stworzył konfederację mającą chronić interesy kupieckie, kontrolować szlaki handlowe i zwalczać raubritterów. Związek stał się potęgą polityczną, pozwalając przez następne dwieście lat zgromadzić mieszczanom wielkie majątki.

Jak wielkie, można zobaczyć na Untermarkt (Dolny Rynek) w Görlitz, gdzie stoi ratusz (stary – renesansowy i nowy z 1903 r., ozdobiony herbami Związku Sześciu Miast), budynek Wagi oraz potężne kamienice halowe. Większość z nich powstała w XVI wieku, przestronne i wysokie wewnętrzne hale tych budynków mogłyby pomieścić domki jednorodzinne. Są charakterystyczne dla Görlitz, służyły jako miejsca przeładunku, składu oraz sprzedaży towarów. Można je zwiedzać, pod numerem 4 mieści się siedziba Muzeum Śląskiego.

Untermarkt w GorlitzUntermarkt w Gorlitz Fotopolska.eu

Przez wielkie sienie wjazdowe, w których umieszczano klatki schodowe i galerie, docierano do komnat na wyższych piętrach. Przepych godny królów, drewniane stropy zdobią barwne polichromie, kolumny są kunsztownie rzeźbione, widać, że patrycjat umiał nie tylko wydawać, ale i zarabiać. Oczywiście o pieniądzach nie wypada w takich wytwornych miejscach mówić. Chyba że szeptem. Kamienica nr 22 ma bramę nazywaną Łukiem Szeptów (Flüsterbogen), ponieważ słowa wypowiedziane cicho po jednej stronie łuku są dobrze słyszalne dla osoby po drugiej stronie. Można spokojnie poplotkować.

Za kawalerskie grzechy

Jest o czym, a tym bardziej o kim. Mieszkańcy Zgorzelca mieli światowe talenty i światowe grzechy. Czasem jedno i drugie, co dla miasta okazało się bardzo opłacalne.

Kościół Piotra i PawłaKościół Piotra i Pawła MIECZYSŁAW MICHALAK

Osobliwością Görlitz i znanym miejscem pielgrzymkowym jest Via Dolorosa, zaczynająca się w kościele pw. św. Piotra i Pawła (największy kościół halowy w Górnych Łużycach, oszałamiająca przestrzeń), przy którym urządzono Dom Piłata. Tutejsza kalwaria ma ponad pięćset lat, jest kopią najważniejszych części Bazyliki Grobu Świętego z Jerozolimy, a budowle uzupełnia kompleks parkowy symbolizujący m.in. Ogród Oliwny, Łąkę Apostołów oraz potok Cedron. To dzieło Georga Emmericha, burmistrza Görlitz, ale rodem z Kłodzka.

Sześć razy wybierano go na najwyższy urząd w mieście. Z powodzeniem zajmował się handlem suknem, zbożem i rybami, inwestował w czeskie górnictwo, skupywał ziemie, legenda mówi, że Luter nazwał go „królem Görlitz”, bo jego majątek i wpływy nie miały w mieście równych. Nie powinno więc dziwić, że taki bogacz postanowił wystawić sobie niezwykły pomnik. Ale sprawa była bardziej skomplikowana, z romansem w tle.

Emmerich uwiódł Benignę Horschel, córkę kupca Mikołaja, radnego i dowódcy miejskich wojsk. Panna zaszła w ciążę, a Georg – choć był czterdziestoletnim kawalerem – nie chciał się żenić! Na dodatek ojciec Emmericha był przeciwnikiem politycznym Mikołaja Horschela, więc w mieście zawrzało. Rodzina postanowiła: Georg pojedzie do Jerozolimy, na pielgrzymkę, żeby odkupić grzechy późnej młodości, a przez ten czas skandal się wyciszy.

GorlitzGorlitz MIECZYSŁAW MICHALAK

Pojechał, wrócił, ożenił się z wrocławianką Barbarą Knebel, sprowadził na świat dziewięcioro dziatek z prawego łoża (plus troje z drugą żoną), więc krzywdy Benigny nikt mu już nie wypominał. Ale jeśli pójdziecie na kalwarię Emmericha (warto!), pomyślcie o nieszczęsnej pannie z dzieckiem.

Co się śni szewcowi

Jednak spośród mieszkańców Zgorzelca to nie Emmerich zyskał największą sławę, a szewc Jakub Böhme, mistyk i teolog protestancki. Jego dom na Przedmieściu Nyskim, tuż nad rzeką, przy dzisiejszej ul. Daszyńskiego 12, odwiedził nawet amerykański aktor Nicolas Cage. Nic dziwnego, skoro pod wpływem zgorzeleckiego szewca tworzyli m.in. Angelus Silesius, Schelling i Hegel, a Mickiewicz czcił go najbardziej ze wszystkich filozofów.

MIECZYSŁAW MICHALAK

Böhme urodził się w Starym Zawidowie, ale w 1599 r. przeprowadził się do Zgorzelca, kupił dom, uzyskał prawa mistrzowskie, został przyjęty do cechu szewskiego i ożenił się z Kathariną, córką rzeźnika Kuntzschmana.

Sam studiował Biblię, pisma Paracelsusa i mistykę kabalistyczną, a źródłem swych pism uczynił własne wizje rzeczywistości duchowej, które – jak wierzył – pomagały mu lepiej zrozumieć związki między Bogiem i człowiekiem. Nie był jednak w stanie porozumieć się z władzą ziemską. Ani z radą miejską Zgorzelca, ani tutejszym pastorem Gregoriusem Richterem, rozgłaszającym, że „w książce tego szewca jest tyle samo bluźnierstw co wersów; na kilometr śmierdzi tu szewską próbą perswazji i bojkotem. Niech ten nieznośny smród trzyma się od nas z daleka”.

Dzisiaj o Richterze rozprawiają tylko historycy, atak na szewca okrył go wieczną niesławą, a Böhme ma wystawę w swoim domu, pomnik i własną imprezę – Jakuby to święto Starego Miasta organizowane w ostatni weekend sierpnia na Przedmieściu Nyskim, niezwykłe spotkanie z historią, dawnym rzemiosłem, teatrem, tańcem i muzyką.

Wakacje z duchami

Domem niezwykłego szewca opiekuje się Muzeum Łużyckie, które sąsiaduje z Jakubem przez ścianę. Jeśli przyjedziecie po 20 maja, będziecie mieli okazję poczuć magię tego regionu, bo muzealnicy przygotowali wystawę prezentującą tutejsze legendy. W nastrój wchodzimy niemal od progu, bo żeby wysłuchać opowieści o leniwym kowalu, trzeba przejść przez szafę. Wredny karczmarz panoszy się w autentycznym domu przysłupowym, a baśni o złych rodzicach wysłuchamy na cmentarzu, przeczołgawszy się przez grobowiec.

To dobre przygotowanie, żeby poszukać duchów w mieście. Leniwy kowal podobno wciąż kuje na Górnym Rynku zamówioną przez diabła bramę do rodzinnego grobowca. Dał się skusić na ekspresową robotę poczwórną zapłatą, a potem zapił w karczmie i nie zdążył z zamówieniem, więc musi pokutować.

Podobnie jak franciszkański mnich w pobliskim kościele Świętej Trójcy. Ponoć w czasie spowiedzi uwiódł i zgwałcił młodą dziewczynę, a potem ją zabił. Za karę został żywcem zamurowany w ścianach klasztoru, a jego duch do dziś nie zaznał spokoju i błąka się po kościele, stukając drewnianymi chodakami. W co można uwierzyć, jeśli się chwilę posiedzi w tej niezwykłej świątyni. Wypełniona skarbami (zwróćcie uwagę na późnogotycki tryptyk przedstawiający „Złotą Madonnę"), ale zasnuta mrokiem i strachem.

Kościół św. Trójcy w GörlitzKościół św. Trójcy w Görlitz Fotopolska.eu

Być może ciąży na niej historia nieudanego buntu sukienników, którzy w 1527 roku postanowili obalić radę miejską. Pozbawieni prawa sprzedaży swoich wyrobów, bezsilnie patrzyli, jak na ich ciężkiej pracy bogacą się kupcy. Umówili się, że sygnałem do rozpoczęcia rewolty będzie dźwięk dzwonu „Mnicha”, czyli zegara na wieży kościoła Świętej Trójcy. Jednak ich plan został odkryty, Rada Miejska kazała przyspieszyć zegar o 7 minut i spiskowcy wybiegli wprost w ręce przezornie wzmocnionej straży.

Do dziś zegar się spieszy, a brama domu w „uliczce zdrajców” (tam się spotkali) wciąż nosi napis „DVRT”, czyli Der Verräterischen Rotte Tor – zdradziecka czerwona brama.

Jak na filmie z Hollywood

Filmowa historia, godna miasta nad Nysą. Położone na pagórkach, zatopione w zieleni rewitalizowanych parków i ogrodów, zachwyca plenerami, co od lat doceniają filmowcy. Kręcono tu „Bękarty wojny” Quentina Tarantino, „Lektora” Stephena Daldry’ego, „Złodziejkę książek” Briana Percivala oraz nagrodzony aż czterema Oscarami „Grand Budapest Hotel”. Jest gdzie posiedzieć i odpocząć po trudach zwiedzania.

Jeśli ktoś lubi aktywny odpoczynek, może się wybrać za miasto, nad jezioro Berzdorf – 1000 ha dla żeglarzy i amatorów kąpieli – lub na wygasły wulkan Landeskrone.

MIECZYSŁAW MICHALAK

Ja wybrałam zoo. Niewielkie, ma ok. 500 zwierząt, ale można je podglądać bez ograniczeń. Świstaki wyłażą z norek na łące, jeżozwierze ocierają się niemal o zwiedzających, a na bocianiej łące harmider jak w karczmie. Można się przejść po wiosce tybetańskiej lub poczuć jak Kopciuszek, karmiąc gołębie grochem wyciągniętym z popielnika w Stodole Odkrywców. Oczywiście w zabytkowej stodole zrębowej, bo nad Nysą nawet stodoła jest skarbem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.