Żaden deweloper nie wybuduje nam przed oknami wieżowca, wycinając uprzednio dorodne lipy, bo przed naszymi oknami płynie leniwie Odra
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdyby można było jednym tchem opowiedzieć o miejscu, które jest sercu najbliższe – co byście wybrali?

Ja wybrałam moją ulicę. Mój dom. Moje magiczne miejsce we Wrocławiu, do którego z utęsknieniem wracam. Ulicę Pasteura, potocznie zwaną Pasterką, a majestatycznie i urzędowo Wybrzeżem Ludwika Pasteura. Tego Pasteura, który wynalazł szczepionkę przeciw wściekliźnie, ratując tym samym istnienia ludzkie medycznie i duchowo. Duchowo, gdyż ocalił wino przed zamianą w ocet w procesie pasteryzacji.

Przed wojną w niemieckim Breslau ulica nosiła nazwę Hobrechtsufer – wybrzeże Hobrechta, urodzonego w Kościerzynie, który w latach 1863-1872 pełnił funkcję nadburmistrza Wrocławia.

Zwierzęta

Co tak w niej kocham?

Poranki, gdy źrenice wychwytują wszechobecność zieleni za wielkim oknem sypialni.

Śniadania przy czarnej kawie, gdzie za kuchennym oknem widać patio z „poniemiecką” fontanną, którą wszyscy przyjaciele – sąsiedzi – pragną uruchomić i dążą ku temu wszelkimi znajomościami, zarówno prawymi, jak i lewymi. Wierzę, że kiedyś będzie zachwycała sobą, tak jak huśtawka w postaci opony zawieszonej na linie bez jakże popularnych w naszych czasach certyfikatów. A cieszy tak, jakby miała certyfikat. Dziwy jakieś;)

Lubię, gdy słyszę rżenie koni hospitalizowanych na Wydziale Weterynarii Uniwersytetu Przyrodniczego, gdzie będzie operowany kot sąsiada – Klemens Sygit. Ma uszkodzony splot ramienny i jeszcze nie wie, że będzie chodził. I że operować go będzie wybitny chirurg dr Adam Domanasiewicz, który wraz z dr. Skrzypczakiem stworzył nowy schemat operatywy.

Specjalnie dla niego, dla tej małej istotki, tylko po to, by móc asystować przy tej operacji, muszę przeskoczyć przez płot.

Swoją drogą, jak tu nie cieszyć się życiem, kiedy geniusz ludzki dr. Domanasiewicza przekładany jest na tak pozornie nieistotne życie. Dla mnie najważniejsze, bo mieszkamy na Pasterce z Edwardą i Mieczysławą. To kotki.

Edzia ucieka. Uwielbia wyskakiwać z okna we wszechobecne niezapominajki. I wtedy na moją ulicę zakrada się wydarzenie w postaci „Zaginięcia Edzi”. Ogłoszenie jest publikowane w formie pozbawionej daty, bo po cóż data, gdy kot ginie raz w tygodniu. Nie ma ramienia, które przytula, raduje i daję ułudę, że wszystko skończy się dobrze, ale jest świadomość, „że Edzia wróci”. Zazwyczaj odnajduje się w pobliżu Katedry Genetyki Prawidłowej. Tam też mieszka kot Pirat, który ma swoją ludzką przystań u pani Izy.

Ludzie

Pan Prezes Sygit – przyjaciel, pianista, który był świadkiem największego szczęścia i najprawdziwszych łez. Człowiek, który kreuje rzeczywistość, łączy i scala, tłumaczy niewytłumaczalne. Śpiewaliśmy razem na największych scenach Wrocławia i razem cieszyliśmy się sukcesem.

Wojciech Siwek – najlepszy, najwspanialszy. To on pomaga karmić Edwardę i Mieczysławę w tygodniowych partyzantkach. Jest, gdy potrzebuję wsparcia intelektualnego.

Choć przez wiele lat mieszkaliśmy obok siebie, poznaliśmy się przez wspólnych znajomych dopiero dwa lata temu w Warszawie na koncercie Marcusa Millera i Leszka Możdżera. Po pięciu minutach byliśmy już po imieniu. Bratnie dusze szybko się rozpoznają.

Wojtek to wrocławski człowiek jazzu, był na wszystkich 52 festiwalach Jazz nad Odrą. Przez wiele lat szefował festiwalowi, a teraz w radzie artystycznej współpracuje z Leszkiem Możdżerem. Przed laty wymyślił kultowy klub jazzowy Rura, występował w legendarnym studenckim teatrze Kalambur, a teraz pod moją nieobecność opiekuje się moimi kotami. Kiedy mnie nie ma – koty wiedzą, że jest Wojtek.

Potem się rozliczamy przy lampce wina lub szklaneczce bourbona. Bourbon ma na imię jego radosny, dwurasowy pies. Nie wolno mówić o nim kundel, jest dwurasowy i już.

Wojtek przez lata był najbardziej znaną osobą na Pasteura, ale śmieje się, że teraz go przebiłam i złośliwie nazywa mnie celebrytką.

W historii mojej ulicy Pasteura przewija się wielu wrocławian.

Andrzej Zwierzchowski – wieloletni prezes wrocławskiego oddziału SARP, Stanisław Rybarczyk – twórca i dyrygent chóru Synagogi Pod Białym Bocianem, pomysłodawca Wieczorów Tumskich i Koncertów Hawdalowych w Synagodze.

Wreszcie profesor Józef Dudek. Salon Dudka znany był w całej Polsce. Być zaproszonym, a o tym decydował wyłącznie profesor, było prawdziwym zaszczytem i nobilitacją. I oprócz intelektualnej przyjemności wywoływało snobistyczną przyjemność. Gościł wybitne postaci świata kultury, nauki i polityki. Któregoś czwartku nawet zamknięto ulicę, bo gościem salonu był któryś z ówczesnych ministrów.

W miejscu, gdzie teraz stoi apartamentowiec, przez całe lata był Hotel Asystenta, w którym pomieszkiwali m.in. dr Bogusław Bednarek, prof. Adam Chmielewski, doktoranci, doktorzy i profesorowie.

Była też z nami Aga. Policjantka, która zamieszkała na Pasterce na chwilkę. Walczyła o to, by się nie lękać marzeń. Opowiadała o odwadze na ławeczce. Na sąsiedzkiej ławeczce, która przeszła do historii Pasteura. To na niej się wspieraliśmy.

Ale Pasteura to ulica nie tylko „elit”

Jest i pan Romuald, który nie zawaha się zadzwonić o 4.00, by poprosić o drobną pomoc z 15-centymetrową raną na ciele. Prosi o nią, gdy jestem na L4 (o czym pewnie nie wie) o godzinie 4.00. Pomogłam, jak mogłam i pomogę zawsze, niezależnie od sąsiedzkich dusz.

Kamienice

Swoją niezmienną pozycję ma Biały Dom, zwany w naszych kręgach „Przyjaciele i znajomi”. Miejsce, gdzie każda potrawa jest czymś niepowtarzalnym, godnym zdjęcia. Bywa w nim dr Adam Domanasiewicz. To tu powstały zapiski z operacji, która stała się legendą i wyznacznikiem nowych trendów w chirurgii i medycynie.

Przez lata najważniejszym miejscem był spożywczy sklepik Dabo, gdzie robiło się nie tylko podstawowe zakupy. Tu można było zostawić klucze od mieszkania, przekazać pilną wiadomość, listonosz zostawiał przesyłkę niezbyt poleconą, kurier paczkę. Pani Krysia znała wszystkich i wszystko wiedziała. Choć swoją wiedzą dzieliła się bardzo umiarkowanie i z wielkim taktem.

Niestety, niedawno przyskakała na Pasteura Żabka i Dabo zniknęło. A Żabka to już nie to samo – tam jesteśmy bezimienni.

Ale dobrze się czujemy na stacji Orlenu – mimo że załoga jest młodziutka i dosyć liczna, ale „swoich” zna.

Taksówkarzom nigdy nie trzeba było tłumaczyć (nawet zanim nastał GPS), gdzie jest w mieście taka niewielka uliczka jak Pasteura, bo tutaj są ważne szpitale i kliniki i akademik Politechniki Azyl.

Osobliwością jest też „ławeczka” nad Odrą – niemal jak w serialu „Ranczo”. Po pracy siadają zmęczeni miejscowi i raczą się różnymi trunkami, bacznie uważając na przejeżdżające straże, które nie są tak tolerancyjne jak policjant Stasiek w Wilkowyjach. Pan Darek, pan Janek, pan Jacek, Remik. A mały Darek i pan Bogdan patrzą już na ławeczkę z góry. Z niektórymi mówimy sobie po imieniu, zawsze słyszymy „dzień dobry”, zawsze uprzejmi – ot sąsiedzi.

Boli nas, że bulwar nad Odrą między mostami Szczytnickim i Zwierzynieckim jest zapomniany przez włodarzy miasta. Kiedy wielka powódź zniszczyła nabrzeże po drugiej stronie Odry, to powstał ładny bulwar przy Bartla. Nas w 1997 roku nie zalało, więc jest byle jak. Nawet starania o wpisanie alejki do budżetu obywatelskiego nie przyniosły rezultatu, bo byliśmy w głosowaniu bez szans w konfrontacji z cyklistami i szkolnymi boiskami.

Ale jest też coś w tym naszym miejscu, co nas specjalnie cieszy. Żaden deweloper nie wybuduje nam przed oknami wieżowca, wycinając uprzednio dorodne lipy, bo przed naszymi oknami płynie sobie leniwie Odra (jeden z kanałów), a po niej pływają kajaki, rowery wodne i inne łabądki. Czasami statki wycieczkowe raczą nas muzyczką typu weselnego, ale szybko odpływają w dal.

Lepszej uliczki nie znajdę w naszym mieście; prawie w centrum, ale w ciszy, a za Odrą Park Szczytnicki, Hala Stulecia, Pergola, zoo. Czego chcieć więcej?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Mała ojczyzna. To piekno w najvzystszrj postaci. Ttzeba do tego dojrzeć.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0