Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mógłby być ozdobą Szewskiej. Ma efektowną barokową fasadę z portalem balkonowym, ale rozpada się w oczach.

– Ostatni remont przeprowadzono w czasach PRL-u. Zaczął się w 1977 roku i trwał 11 lat. W socjalizmie to była norma, znam remonty, które trwały ćwierć wieku i więcej – opowiada prof. Jerzy Piekalski, archeolog.

Wypruto całe wnętrze, nie oglądając się na wartości zabytkowe. Zadbano tylko o stylową stolarkę drzwiową i okienną.

Prof. Piekalski: – Niestety, jakość użytych materiałów budowlanych była kiepska, nic dziwnego, że elewacja się sypie.

Budowla jest ciekawa, ma XIV-wieczny rodowód, o czym świadczą fragmenty murów w piwnicach. Awansowała w 1721 roku, gdy baron von Sternbach sprzedał dom Dionizemu Josephowi von Hornesowi, radcy Generalnego Urzędu Podatkowego (komory królewskiej), a ten całkowicie go przebudował.

MIECZYSŁAW MICHALAK

Inwestycja zajęła mu dekadę, za autora tego dzieła uchodzi Johann Blasius Peitner, mistrz murarski, który wprowadzał do Wrocławia wiedeński szyk. Jako nadworny architekt biskupa wrocławskiego miał na koncie m.in. Orphanotropheum na Ostrowie Tumskim (dawny sierociniec, Katedralna 4), kościół Świętej Trójcy i klasztor Bonifratrów. Dla von Hornesa stworzył elegancki pałac miejski.

Kilkakrotnie go wprawdzie przebudowywano (dwieście lat temu przeszedł klasycystyczną modernizację, czego znakiem jest skromny portal wmurowany w elewację południową), zmieniał również funkcję (wprowadziły się tu handel i gastronomia), ale urodę zachował. Niestety, jest ona coraz mniej widoczna.

– Remontujemy tylko dach. Prace potrwają do 15 kwietnia i będą kosztować 480 tys. zł – mówi rzecznik prasowy UWr Ryszard Balicki. – Na remont fasady nie mamy pieniędzy, choć takie prace były planowane.

Pałac Hornesów sąsiaduje z jeszcze bardziej zaniedbaną dawną miejską rezydencją legnicko-brzeskiej linii Piastów, dziś Instytutem Historycznym. To jeden z najcenniejszych obiektów miasta. 300 lat temu najpiękniejszy prywatny dom Wrocławia, dziś ruina, na remont której uczelnia nie może zdobyć pieniędzy.

Szewska od kilkunastu lat z sukcesem zdrapuje z siebie kurz PRL-u. Ossolineum wygląda jak praskie klasztory, barokowy ogród z fontanną czeka na przechodniów, uratowano stare witryny w uniwersyteckiej kamienicy nr 50/51 i urządzono dziedziniec, którego atrakcją jest fryz z legendarnymi tańczącymi pannami. Gdyby udało się jeszcze odrestaurować dwa pałace, zyskałyby nie tylko uczelnia i ulica Szewska, ale cały Wrocław.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.