Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Bartoszem Porczykiem*

Magda Piekarska: Pamiętasz ten moment dwa lata temu, kiedy odbierałeś nagrodę WARTO?

Bartosz Porczyk: Oczywiście, tym bardziej że zazdrościłem kolegom, którzy dostawali to wyróżnienie. A nagroda dała mi mobilizację do dalszej pracy, tak właśnie traktuję WARTO. Bo nie chodzi o to, żeby udowadniać, że jesteś wart tej nagrody, raczej o zastrzyk energii, niezbędny do tworzenia nowych ról, scenariuszy, projektów. Z jednej strony WARTO to rodzaj kredytu zaufania, potwierdzenie, że nadal chcemy cię słuchać, że to, co robisz, jest godne uwagi. Z drugiej, dla artysty, otwarcie nowego rozdziału.

ZAGŁOSUJ NA #WARTO2017 PUBLICZNOŚCI

Przyglądam się karierom laureatów WARTO z mieszaniną satysfakcji i żalu. Satysfakcji, bo udało nam się dokonać trafnych wyborów. Żalu, bo kariera łączy się coraz częściej z koniecznością wyjazdu. Tobie Wrocławia nie żal?

– Bardzo. Pamiętam, jak przychodząc do Polskiego, słyszałem od naszej teatralnej krawcowej: „Panie Bartku, i tak pan kiedyś wyjedzie”. Zarzekałem się, że nie, nigdy w życiu. I wierzyłem w to, bo nie budowałbym domu we Wrocławiu, do którego wprowadziłem się półtora roku temu, wiedząc, że czekają mnie przenosiny do stolicy. Tymczasem nie zdążyłam nawet lamp zawiesić i już musiałem się zbierać. Owszem, miałem poczucie, że powinienem się stąd ruszyć od czasu do czasu, spróbować współpracy z innymi teatrami, ale nawet mi się nie śniło, że porzucę Wrocław. Niestety, los zadecydował za mnie. Trudno było współpracować z Polskim w obecnych warunkach.

Wracasz do Wrocławia tylko do rodziny?

– Szczęśliwie udaje mi się podtrzymać współpracę w wrocławską PWST, w poniedziałki mam tam zajęcia. Na dobre przenoszę się do stolicy dopiero w sierpniu. Warszawa przyjęła mnie miło. Premiera „Berlin Alexanderplatz” oznaczała ponowne spotkanie z Natalią Korczakowską, po 10 latach, jakie upłynęły od premiery „Smyczy”. W Teatrze Studio stanąłem na scenie obok Haliny Rasiakówny, Eweliny Żak, Marcina Pempusia, Andrzeja Szeremety, z poczuciem, że tworzymy tu stary-nowy zespół. Teraz mam próby do „Wyzwolenia” w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, premiera 9 marca.

CZYTAJ WIĘCEJ O #WARTO2017

Co się jeszcze zmieniło w twoim życiu od chwili, kiedy dostałeś naszą nagrodę?

– Ja się zmieniam. Znika ten Bartek pracoholik, z którego niektórzy trochę się śmieją, a któremu inni odrobinę zazdroszczą. Nie gonię już za ideałem, zrozumiałem, że on musi mieć skazę. Dziś interesują mnie odpowiedzi na proste pytania. Niedługo skończę czterdziestkę, w maju będę miał drugiego syna. To zmienia myślenie.

Dlatego teraz mogę powiedzieć, że nie muszę już robić wielkiej kariery filmowej i teatralnej. Wcale nie dlatego, że ją osiągnąłem, ale ponieważ Bartek nie musi być już koniem wyścigowym, rasowym ani nawet pociągowym. W „Berlin Alexanderplatz” gram takiego stereotypowego Niemca, który traktuje życie i pracę wyłącznie w kategoriach obowiązku. I on we śnie krzyczy: „Nie chcę być koniem, nie chcę ciągnąć wozu na targ!”. Ja zrywam Bartka ze smyczy wewnętrznego rygoru. Ona na poprzednim etapie była potrzebna, dużo mi dała. Ale powodowała też, że każda premiera – udana czy nie – wiązała się u mnie z ogromnym stresem. Dziś mówię sobie: „Bartek, to nie operacja mózgu”. Wchodzę na scenę szczęśliwy i wolny. Takie granice przekraczam.

W tym roku po raz czwarty wręczymy Nagrodę WARTO Publiczności. Ta wrocławska publiczność w ubiegłym roku stanęła w obronie Teatru Polskiego, a w całym kraju to zaangażowanie zostało ocenione jako wyjątkowe.

– Publiczność to nasz drugi aktor, bohater, rozmówca. Traktujemy ją jak partnera, co polega na tym, że nie tylko do niej mówimy, ale też jej słuchamy. Wrocławską kocham od lat, jest wyjątkowo wszechstronna, wspierająca, głodna wrażeń. To, co od niej dostałem przez ten czas, nazwałbym lekcją, którą poleciłbym każdemu młodemu artyście. Od spektakli, na których dzwoniły komórki, słychać było chrupanie jedzących paluszki, po te, na których ktoś płakał i wszyscy wstawali do braw. Dlatego apeluję: nie opuszczajcie nas, młodych twórców, wspierajcie, bo bardzo tego potrzebujemy.

* Bartosz Porczyk – absolwent łódzkiej Filmówki, laureat m.in. Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki, nagrody WARTO oraz Wrocławskiej Nagrody Teatralnej; do września ubiegłego roku przez 10 lat był aktorem Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Głosujemy!

 

Plebiscyt, w którym wyłonimy laureata Nagrody WARTO Publiczności, rozpoczęliśmy w piątek. Na razie największe poparcie otrzymali Natalia Kabanow (nominowana do WARTO w kategorii „teatr”), zespół Kroki („muzyka”), Maciej Bujko („sztuki wizualne”) i Kamil Zając („literatura”). Wszystko może się jeszcze zmienić, bo głosowanie trwa do północy 7 marca.

Nagrodę WARTO Publiczność wręczymy po raz czwarty, a Nagrody Kulturalne WARTO „Gazeta Wyborcza Wrocław” przyznaje już od dziewięciu lat. Wyróżniamy nimi młodych twórców w pięciu kategoriach – „muzyka”, „teatr”, „film”, „literatura” i „sztuki wizualne”. O nominacjach do WARTO decydują m.in. uznani artyści i dziennikarze. Laureaci poza plakietami projektu Tymona Wodnickiego dostaną też nagrody finansowe – 10 tys. od miasta Wrocław. Zwycięzca plebiscytu na Nagrodę WARTO Publiczność dostanie 5 tys. zł od firmy Archicom. Decyzja jest w rękach wrocławskich widzów, uczestników wydarzeń kulturalnych, wszystkich, którzy chcą docenić i uhonorować młodych artystów.

Wśród uczestników głosowania rozlosujemy 10 podwójnych wejściówek na galę wręczenia nagród WARTO w klubie Stary Klasztor 9 marca 2017 roku.

Partnerem nagrody WARTO jest Archicom – deweloper wspierający młodych wrocławskich twórców.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.