Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nikodem Chabior

Nominowany za montaż filmów fabularnych i dokumentalnych „Czarnowidzka” Joanny Satanowskiej, „Kryształowa dziewczyna” Artura Urbańskiego, „Droga do domu” Nadima Suleimana.

WARTO Publiczności - aby zagłosować, kliknij w link

Wrocławianin, rocznik 1988, student Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi na Wydziale Reżyserii ze specjalizacją montażu filmowego.

Chabior: – Zdawałem do łódzkiej „Filmówki”, ale nie dostałem się, bo źle zmontowałem film. Zrobiłem to więc trochę lepiej i tak trafiłem na montaż. W tym roku kończy uczelnię i koncentruje się na dyplomie.

W montażu uwielbia „szydełkową robotę”, czasochłonną i wymagającą cierpliwości, pracę przy komputerze i przede wszystkim opowiadanie historii. Pracuje przy filmach fabularnych, dokumentalnych, teraz zajął się animacją. W tym roku skończył pełnometrażowy film fabularny „Serce miłości” Łukasza Rondudy, który pokazywany był już na festiwalach w Rotterdamie i Berlinie.

Jan Pelczar, juror WARTO: – Najbardziej pracowity student „Filmówki"? Możliwe. Nad ilość stawia jednak jakość. Jest współautorem sukcesu niezwykłej etiudy Joanny Satanowskiej „Czarnowidzka”. Montaż jest płynny, ale ukrywa przed widzem kolejne tropy, które z radością odkrywałem na czwartym, piątym, szóstym seansie.

Aniela Astrid Gabryel

Nominowana za reżyserię filmu dokumentalnego „Kiedy ten wiatr ustanie”. Rocznik 1985, wrocławianka. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego (wiedza o teatrze i dramatologia), kończy reżyserię filmową w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. – Pięknem kina jest życie, które chwytasz. Słucham świata, nie kreuję go pod jakąś tezę – mówi.

Najnowszy dokument Gabryel – debiut pełnometrażowy – to opowieść o Tatarach żyjących na okupowanym przez Rosjan Krymie. Historia bez wielkiej polityki, za to o krzywdzie zwykłych ludzi żyjących w cieniu reżimu, o rozdzielonych rodzinach, byciu obcym na własnej ziemi. „Kiedy ten wiatr ustanie” zdobył główną nagrodę dla najlepszego studenckiego dokumentu na festiwalu filmów dokumentalnych IDFA w Amsterdamie.

Pelczar: – Pokazała, że odwaga twórcy jest też cywilną odwagą dokumentalisty, który jest przyjacielem ludzi.

Gabryel: – Podczas warsztatów filmowych w Kijowie poznałam w ośrodku dla uchodźców rodzinę Tatarów, którzy uciekli przed wojną. Wyjazd z kamerą na Krym był niebezpieczny, granicę przekroczyliśmy nielegalnie dzięki pomocy krymsko-tatarskich aktywistów.

Gabryel pracuje teraz nad nowym dokumentem, który ma dotyczyć pracy Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards w Pontederze. Szykuje też pełnometrażowy debiut fabularny.

Michał Pukowiec

Nominowany za zdjęcia do krótkometrażowego mockumentu „Szczękościsk” Konrada Kądzieli.

Wrocławianin, rocznik 1985, absolwent Lotniczych Zakładów Naukowych, marzył o byciu pilotem, był mistrzem w modelarstwie lotniczym, został operatorem filmowym. Ukończył Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, gdzie rozpoczął studia doktoranckie.

„Szczękościsk” z jego zdjęciami na Festiwalu Filmowym w Gdyni wygrał Konkurs Młodego Kina, doceniono „odważne spojrzenie na świat intelektualnego absurdu”.

Pelczar: – Spójna warstwa wizualna wykreowana przez autora zdjęć sprawia, że ten fikcyjny dokument o performerach sam staje się dziełem sztuki.

W „Szczękościsku” – jak mówi sam operator – zdjęcia są brudne, brzydkie, mocno powykrzywiane. – Przylgnęła do mnie opinia, że robię dziwne filmy. Stosujemy element zaskoczenia w improwizacjach kamerowych, reżyser nie mówił mi, jaka scena będzie grana, gdy wchodziłem na plan. Obaj uwielbiamy filmy Zelenki czy Banksy’ego. Nasz „Szczękościsk” to ironiczny obraz świata sztuki, a performerów wybraliśmy na bohaterów, bo uprawiają najbardziej wizualną dziedzinę sztuki.

Michał Pukowiec wraz z reżyserem Michałem Tylką wkrótce przystąpią do pracy nad fabularnym „Fanatykiem”, ekranizacją mema „Mój stary to fanatyk wędkarstwa”, który swego czasu stał się hitem wśród internautów. Zagrać mają m.in. Piotr Cyrwus i Marian Dzięgiel.

Marcin Strauchold

Nominowany za reżyserię etiud szkolnych „Siódmy kolor czerwieni” i „Bad story”. Wrocławianin, student V roku reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, hispanista.

„Siódmy kolor czerwieni” to dowcipna satyra na cenzurę w komunistycznej Polsce, dokument „Bad Story” to klasyczna opowieść o losach kapitana AK Jerzego Stawskiego we współczesnej Polsce. Zrealizowana oryginalnie, bo bohater sam próbuje kreować film i wpływać na decyzje reżysera.

Strauchold: – Zaczęło się od ćwiczeń na zajęciach, mieliśmy zrealizować temat „Bohater”. Pan Jerzy zaintrygował mnie, powstał dłuższy materiał. Nadal się spotykamy, choć już bez kamery.

W połowie marca Strauchold przystępuje do egzaminu z dokumentu. Strauchold: – To będzie dokument kreacyjny. Nie ma bohatera ani historii, ale za to są skojarzenia. Robię film o chorobie ludu polskiego, której nadano łacińską nazwę „Plica polonica”, czyli kołtun polski. Już w XVI wieku pojawiały się publikacje medyczne o kołtunie, uważano, że jego obcięcie grozi utratą wzroku, a nawet śmiercią. Najdłuższy zachowany kołtun liczy 1,5 metra i znajduje się w Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W moim filmie odnoszę się także do kołtuństwa we współczesnej Polsce.

Ita Zbroniec-Zajt

Nominowana za zdjęcia do pełnometrażowych filmów fabularnych „The Yard” Mänsa Mänssona i „My Aunt in Sarajewo” Gorana Kapetanovica.

Urodzona w Krakowie w 1983 roku, wychowana we Wrocławiu. Fotografować zaczęła w wieku 13 lat, studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, w 2011 roku otrzymała prestiżowe stypendium w klasie mistrzowskiej Vilmosa Zsigmonda w Budapeszcie. Pracuje w Szwecji. Jej filmy są nagradzane na międzynarodowych festiwalach, w tym roku dostała Złotego Żuka (szwedzki Oscar) za zdjęcia do „The Yard”. Było to wydarzenie, bo do tej pory w Szwecji żadna kobieta nie otrzymała nagrody za zdjęcia.

Ita Zbroniec-Zajt jest niezwykle pracowita, skończyła właśnie pracę przy trzech nowych filmach. W „Almie” (islandzki thriller Kristin Johannesdottir) spotkała się na planie ze wspaniałą aktorką francuską Emmanuelle Rivą.

– Wielki profesjonalizm, niezwykła klasa. To był ostatni jej film, Riva zmarła 27 stycznia – mówi Zbroniec-Zajt.

Skończyła jeszcze islandzki film „And Breathe Normally” Isold Uggadottir, szwedzki film o wojnie dla dzieci „Krig” oraz surrealną tragikomedię „Jerry” polskiego reżysera Romana Przylipiaka.

Pelczar: – To młoda autorka zdjęć, ale już na europejskim poziomie. Warto inwestować w Itę, bo jeśli Wrocław i Dolny Śląsk będą o niej pamiętać, to i ona może wróci tu na plan z wybitnymi twórcami.

Nagrody WARTO

Zwycięzców poznamy podczas uroczystej gali 9 marca w Starym Klasztorze. Laureaci poza plakietami projektu Tymona Wodnickiego dostaną też nagrody finansowe – 10 tys. zł od miasta Wrocław w pięciu kategoriach i 5 tys. zł dla zwycięzcy w plebiscycie publiczności od firmy Archicom.

Nominowanych w kategorii film wybrało jury w składzie: ** Wiesław Saniewski, reżyser, ** Paulina Skibińska, reżyserka i laureatka ubiegłorocznej edycji WARTO, ** Adam Kruk, krytyk filmowy, ** Lech Moliński, dziennikarz i animator filmowy, ** Jan Pelczar, dziennikarz filmowy, Radio RAM, ** Kuba Czekaj, reżyser, laureat WARTO 2011, ** Magda Podsiadły, dziennikarka „Gazety Wyborczej Wrocław”.

Partnerem nagrody #WARTO 2017 jest ARCHICOM - deweloper wspierający młodych, wrocławskich twórców.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.