Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

#Warto 2017. Ewa Jarocka

**„nie ma dobrych ludzi”, Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza, 2016

Wrocławianka od urodzenia, związki z miastem widać w jej wierszach. W parku Popowickim spotyka seryjnych morderców, a na Krzykach jeden z jej bohaterów ma kawalerkę. O sobie pisze, że „na pewno poczęto ją w wakacje 1979 roku. Nie wiadomo tylko gdzie. Czy na tylnym siedzeniu syrenki, czy w wyludnionym parku. Na pewno poczęto ją szybko i po ciemku. Urodzono ją w 1980 roku we Wrocławiu w szpitalu przy placu 1 Maja, gdzie przetoczono jej całą krew”. Od dzieciństwa pisała pamiętniki, i chociaż je wyrzuciła, jej debiutancki tomik ma charakter pamiętnikowy. Długo dojrzewała do decyzji, by dziennikowe zapiski ułożyć w książkę. Przyczyniło się do tego spotkanie z poetą (imienia nie chce zdradzić), które podobno przewróciło jej świat do góry nogami i dlatego zdecydowała się ukończyć krakowską Szkołę Pisarzy.

Czytaj też: #Warto 2017. Mistrzowie sztuk wizualnych

Laureatka II edycji Konkursu im. Tymoteusza Karpowicza na książkę poetycką (dzięki temu do rąk czytelników trafił tomik „nie ma dobrych ludzi”).

Jarocka traktuje poezję jako rodzaj autoterapii, rozdrapuje dawne rany, analizuje dziecięce przeżycia. Bohaterami jej utworów są często członkowie rodziny. Babcia, która „wkrótce umrze”; matka, która jest „jak bóg” i ojciec, który „był bliżej ze swoim psem myśliwskim niż ze mną”.

WARTO Publiczności - aby zagłosować, kliknij w link

Karol Pęcherz, juror WARTO: – Ewa Jarocka w debiutanckiej książce próbuje pokazać splot zaburzonych relacji międzyludzkich w rodzinie, między przyjaciółmi. To poetyckie, neurotyczne zwierzenie z przerastającej rzeczywistości i gotujących się emocji ujętych w stylistyce momentami przypominającej zapiski z dziennika nastolatki. Miażdżąca kreacja lęku.

#Warto 2017. Rafał Różewicz

**„Państwo przodem”, Fundacja Duży Format, 2016

Nominowany do nagrody WARTO już w 2015 roku za debiutancki tomik „Product placement”, druga książka poety wyraźnie nakreśla jego rozwój literacki.

Piotr Czerniawski, juror WARTO: – O ile debiut Rafała Różewicza zasługiwał na rozmaite nominacje, o tyle „Państwo przodem” powinno doczekać się nagród. Zapomnijcie o „przekleństwie drugiej książki” i innych literackich zabobonach, autor wszedł właśnie do polskiej ekstraklasy i choć zdarzają mu się jeszcze drobne potknięcia, powinien w niej zajść wysoko. Różewicz mieszka i pracuje we Wrocławiu. Publikował m.in. w „Odrze”, „Cegle”, „Szafie”, „Migotaniach”, był redaktorem naczelnym „2-mieSIĘcznika”, współredagował książkę „Rówieśnicy III RP. 89+ w poezji polskiej”.

Czytaj również: #Warto 2017. To nasze muzyczne odkrycia

Czerniawski: – W odróżnieniu od wielu swoich koleżanek i kolegów po fachu nie boi się popkultury, a jego wiersze są po coś, nie o czymś. Najbardziej widać to w porażającym wierszu „Gazeta”, historii młodego chińskiego poety, który popełnił samobójstwo przygnieciony pracą w fabryce tabletów i smartfonów. W bonusie dużo zapadających w pamięć wyrażeń i ogólnie dużo czysto poetyckiej frajdy.

#Warto 2017. Bartosz Sadulski

**„tarapaty”, Książkowe Klimaty, 2016

Urodzony w 1986 roku w Brzegu na Opolszczyźnie Bartosz Sadulski mocno kojarzony jest z wrocławską sceną literacką, choć „tarapaty” są dopiero jego drugą książką. „Post” z 2012 roku przyniósł mu nominację do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” w kategorii debiut.

Na „tarapaty” przyszło nam trochę poczekać, a w tym czasie Sadulski pisał felietony, reportaże i wywiady. Jest też autorem przewodników po Malcie i Bornholmie, był nawet ambasadorem książki Harukiego Murakamiego „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa".

„Tarapaty” są zbiorem dopracowanym, dojrzałym, w którym autor z rozwagą dobiera każde słowo, a przez świat swoich emocji prowadzi nas z dystansem.

Czytaj także: #WARTO 2017. Do nich należy teatr

Marta Koronkiewicz, jurorka WARTO: – W książce mierzy się z problemem ironii jako domyślnego rozwiązania poetyckiego, koniecznego sposobu odciążania tekstu. Zamiast niuansowania i zwodzenia wybiera hiperbolę. Wychodzi z tego starcia lepszym poetą.

„Tarapaty” są w dużej mierze zapisem emocji momentów przełomu, którym okazują się śmierć matki („kiedy umarła mama / najpierw zacząłem kompulsywnie zmywać") i koniec związku („ubrudzić się wyjść / jest łatwiej niż zostać i z powtórzeń opiewać / ranny świat”).

Karol Maliszewski, juror WARTO: – Miłość, śmierć, rozpad, utrata. Coś jest jednak górą, coś panuje nad sytuacją. Starania o dystans i humor, skłonność do znalezienia właściwego słowa. A tutaj – wszystkie trafione. Dobra poezja, bo na chwilę zapomina się o bólu, który ją zrodził.

#Warto 2017. Daniel Fernandes da Fonseca

**„Ozory”, Miejska Biblioteka Publiczna im. C.K. Norwida w Świdnicy, 2016

Egzotycznie brzmiące nazwisko może mylić, bo Daniel Fernandes da Fonseca jest wrocławianinem od urodzenia. 24-latek kończył tu szkołę, studiuje na Uniwersytecie Wrocławskiem w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej.

Wygrał IX Ogólnopolski Konkurs na Autorską Książkę Literacką, czego efektem jest publikacja „Ozorów”. To mocny debiut prozatorski, choć można w nim odnaleźć również poezję. Na książkę składa się cykl opowiadań o trudach przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość. Fonseca chwyta codzienne, zwykłe momenty, które w jego tekstach urastają do rangi wartych opowiedzenia.

Maliszewski: – Takie historie zdarzają się każdemu. Ale słowa użyte do ich opisu – już nie. Autor dobiera je wyjątkowo trafnie, przekonująco i przejmująco. Jest jak poeta. W czułości i napięciu, patosie i grotesce przypomina się ostrość i bezpośredniość Hłaski. Co zrobić z nagle przejrzanym na wylot życiem? Nic. O tym są te opowiadania.

Sugestywne opisy sprawiają, że czytelnik czuje żar lejący się z nieba, widzi dziewczynę w czarnych majtkach, przygląda się pierwszemu pocałunkowi innej (pierwszemu, „który się liczy: z językiem”), przysłuchuje rozmowie telefonicznej nastolatka, który omyłkowo zamiast do prostytutki dodzwania się do korepetytorki chemii („Tragedia. Nigdy żadna kobieta nie dopuści go swojej cipy”). Z łatwością odnajdziemy w opowiadaniach własne rozterki sprzed lat. Lektura obowiązkowa nie tylko dla rodziców nastolatków.

#Warto 2017. Kamil Zając

**„Szepty i szyki”, Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza, 2016

Wrocławianin, urodzony w 1981 roku, po 10 latach od wydania „Pieśni Muniny Schwartz del Adabisi” daje nam wreszcie do rąk książkę poetycką, dołączając tym samym do grona późnych, dojrzałych debiutantów.

Karol Pęcherz: – Nawiązuje do nich i parafrazuje w prezentowanych wierszach, a mowa tu oczywiście o starszych mistrzach: Andrzeju Sosnowskim, Marcinie Świetlickim czy Tadeuszu Piórze. Kamil dobrze czuje się w roli ironisty, żongluje rymami, słownymi potyczkami „na nic się nie porywa / bywa porywający”. Książka zawiera wiersze spisane w ostatniej dekadzie, jednakże czas nie był przeszkodą, aby utrzymać sznyt charakterystycznej poetyki, która wyróżnia Zająca.

Piotr Czerniawski: – Trudno uwierzyć, że „Szepty i krzyki” są debiutem autora, który od lat uważany jest za istotną postać dolnośląskiego świata poetyckiego i który swoje wiersze publikuje z sukcesem od ponad dekady. W książce Zając od czasu do czasu zrzuca maskę dyskretnego ironisty i pokazuje szczery pazur, polecam zwłaszcza wiersz „Krytyka Polityczna”. Można „Szepty i szyki” czytać jako The Best of Kamil Zając, można też podejść do tej poezji na świeżo, do obu tych postaw autor umiejętnie zachęca. I ja zachęcam – naprawdę warto!

Jutro nominowani w kategorii „Film”.

Partnerem nagrody WARTO 2017 jest Archicom – deweloper wspierający młodych wrocławskich twórców

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.