We wtorkowe przedpołudnie w Kinie Nowe Horyzonty, w ramach naszej akcji Fabryka św. Mikołaja, zorganizowaliśmy imprezę mikołajkową dla tysiąca wrocławskich dzieci. Najmłodsi obejrzeli filmy, a także dostali od św. Mikołaja i sponsorów Fabryki prezenty. - Było super, tylko ten Mikołaj jakiś taki chudy - mówiły niemal zgodnie, węsząc spisek.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Impreza mikołajkowa w Kinie Nowe Horyzonty była finałem akcji charytatywnej Fabryka św. Mikołaja, którą "Gazeta Wyborcza", wspólnie z partnerami i sponsorami, organizuje już od 12 lat. Mikołajkowe prezenty to już tradycja naszej Fabryki. Co roku otrzymuje je od nas tysiąc wrocławskich dzieci. Pozostałe fundusze uzbierane przez Fabrykę trafią do ośrodka rehabilitacji dzieci i młodzieży przy ul. Stalowej, prowadzonego przez fundację Krzyś. Placówka prowadzi terapię m.in. dla dzieci z zaburzeniami układu nerwowego, dziecięcym porażeniem mózgowym, autystycznych i stwardnieniem rozsianym.

Święty na diecie

Osoby, które we wtorkowy poranek odwiedziły Kino Nowe Horyzonty, wpadały w lekkie zakłopotanie, kiedy widziały niemal niekończący się sznur dzieci, które ustawiały się w kolejce do dwóch sal kinowych. W sumie było ich aż tysiąc. Kino Nowe Horyzonty ufundowało im na Mikołajki bezpłatną projekcję filmu "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai".

Ale nim zaczął się film, dzieci odwiedził św. Mikołaj, który wpadł na chwilę się przywitać, opowiedzieć parę słów o sobie, skąd przyjechał, gdzie mieszka i tym, czym się zajmuje, a także sprawdzić, czy wszystkie dzieci były grzeczne i powinny dostać prezenty.

Czego dowiedziały się dzieci o Mikołaju? - Mówił, że urodził się w Turcji, że był chrześcijaninem. Mówił, że pomaga, bo był z bogatej rodziny, a biedni potrzebowali pomocy. On był dobry więc im pomagał i dlatego został świętym - wyjaśnił jeden z chłopców. Jak przyznał, kiedy będzie dorosły, chciałby zostać jego pomocnikiem. - Bo mogą być ludzie biedni, co mogą bez jedzenia i picia umrzeć - tłumaczył.

Kiedy Mikołaj wszedł do sali kinowej, w tej momentalnie podniosła się ogromna wrzawa. Dzieci oszalały, i to dosłownie. Po sali niosły się krzyki, piski oraz głosy zachwytu. Mikołaj udowodnił, że mimo podeszłego wieku, wciąż jest młody duchem. - Wielka piątka dzieciaki! - rzucił na przywitanie, a następnie został otoczony przez tłum dzieciaków, które przez kilka minut przybijały sobie z nim piątki.

Część dzieci była nieco podejrzliwa i miała jednak wątpliwość, czy to prawdziwy Mikołaj i krzyczały: - Oszukany, oszukany! Jest za chudy! - pokrzykiwały niektóre dzieciaki.

- Jestem trochę zaskoczony, bo ten Mikołaj wyglądał jak chudzielec! Jestem trochę zaskoczony, bo nie słyszałem nigdzie o tym, że Mikołaj przechodzi na dietę - zagadnął do kolegi jeden z chłopców. - Ja wolę trochę grubszego Mikołaja, bo taki mi się bardziej podoba.

Zagadkę smukłej sylwetki Mikołaja rozwiązała jedna z dziewczynek. - Ja wiem czemu on jest taki chudy, bo jak się daje ciasteczka pod komin, to musi być na diecie, żeby się zmieścić do tego komina. Jakby był większy, to nie miałby szans wnieść wszędzie prezenty i nie wszyscy by je dostali - przekonuje Hania Wiśniewska. - Mi Mikołaj zostawia prezenty czasem pod balkonem, a czasem pod poduszką. Dzisiaj nawet go widziałam jak do mnie przyszedł. Był wielki i gruby - dodaje Hania.

Jeżeli któreś z dzieci miały wątpliwości, czy odwiedził je prawdziwy Mikołaj, to rozwiała je Sami. - Mikołaj mnie zaskoczył, bo poznał moje imię - przekonywała. - Może się zorientował, bo pisałam wcześniej do niego list i dlatego wiedział, jak się nazywam.

Mikołaja goni FBI

Każde dziecko, które wychodziło z sali kinowej, otrzymało paczkę przygotowaną przez Fabrykę i jej sponsorów. Znalazły się w niej najbardziej potrzebne przybory i artykuły szkolne oraz to, co dzieci lubią najbardziej, czyli słodycze.

Zachwycona prezentem była Oliwia Wróblewska. - Mam taki fajny długopis, jakiś plan lekcji, kredki, takie kredki włochate, opaskę na rękę, pędzle, farbki. Na pewno mi się to wszystko przyda, bo uwielbiam rysować, najbardziej konie i w ogóle zwierzęta - powiedziała.

Oliwia nie ma wątpliwości, że Mikołajki to najfajniejszy dzień w roku. - Bo można dostawać dużo prezentów - przekonywała z rozbrajającą szczerością. - Ale najpierw trzeba być grzecznym. Ja byłam. Pomagałam mamie w sprzątaniu kuchni, bo straszny był bałagan, w wynoszeniu śmieci, posprzątałam swoje łóżko i wysprzątałam mojego kota, bo miał strasznie dużo pcheł - wylicza dobre uczynki Oliwia.

- To już drugi raz, kiedy odwiedził mnie dzisiaj Mikołaj i jestem trochę zaskoczony. W domu zostawił mi poszewki na poduszki i kołdrę z moim ulubionym klubem piłkarskim Barceloną - cieszył się Wiktor, który jest przekonany, że to elfy i krasnoludki pomagają Mikołajowi rozdawać prezenty.

Okazuje się, że nawet te dzieci, które trochę nabroiły dostały prezenty od Mikołaja.

- Dostałam rózgę, bo byłam niegrzeczna dla rodziców - zdradza Iza Stachowska. - Bo mnie zdenerwowali i powiedziałam do nich takie słowo, co go teraz żałuję, że powiedziałam. Ale za to, że Mikołaj do mnie przyszedł i oprócz rózgi przyniósł mi grę Yenga i dużo słodyczy to będę teraz grzeczna - zapowiedziała.

- Myślałam, że od Mikołaja dostaje się małe prezenty, a ja dostałam ogromny. Bo oprócz tego w kinie, dostałam takie coś, co się wiesza na ścianie i można rzucać do tego taką igłą. I jeszcze dostałam ogromną naklejkę renifera - uśmiecha się Ewa Pietrykowska, która przekonuje: - Widziałam kiedyś Mikołaja.

Dzieciom udzieliła się już świąteczna atmosfera. Jeden z chłopców zaintonował nawet piosenkę o Mikołaju pod znaną melodię "Jingle Bells". - Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań, a naszego Mikołaja goni FBI! - śpiewał z uśmiechem na twarzy, a po chwili dołączyli do niego koledzy i koleżanki.

Z kolei Noemi Dąbkowska przekonywała, że teraz ze św. Mikołajem można skomunikować się na wiele sposobów, nie tylko tradycyjnym papierowym listem. - Ja dostałam taki zegarek na rękę, co pokazuje godzinę, co można na nim grać i wszystko można. To jest taki zegarek, co się nazywa smartwatch, taki dla dzieci fajny. Z takiego zegarka można zadzwonić nawet do Mikołaja, tylko, że nie mam do niego numeru - podsumowała.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem