Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Bogdanem Zdrojewskim, byłym prezydentem Wrocławia w latach 1990-2001, obecnie eurodeputowanym PO

Jacek Harłukowicz: Zaskoczyła Pana deklaracja Rafała Dutkiewicza o nieubieganiu się o kolejną kadencję w fotelu prezydenta Wrocławia?

Bogdan Zdrojewski: Samą decyzją nie. Natomiast jej nagłością - tak. Jeszcze przecież kilkanaście dni temu w kilku wywiadach, m.in. w "Gazecie Wyborczej", Rafał Dutkiewicz oświadczał, że decyzję w tej sprawie podejmie na początku 2018 roku. Sadziłem też, że ogłoszenie takiej decyzji będzie przemyślane i nie aż tak przypadkowe.

Ma Pan jakąś hipotezę, dlaczego zadziałał tak gwałtownie?

Nie mam. Jestem jednak przekonany, że prezydent zarówno poda powody podjęcia tej nagłej decyzji, jak i wyjaśni niespójności swojego oświadczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Komentarze polityków po decyzji Rafała Dutkiewicza

Dlaczego odbiera Pan to oświadczenie jako niespójne?

Przede wszystkim dlatego, że nijak się miało do samej, ogłoszonej na sesji RM Wrocławia decyzji.

Od naszych rozmówców z otoczenia prezydenta słyszeliśmy, że Rafał Dutkiewicz bardzo źle przyjął odmowę człowieka, w którym widział swojego następcę.

Nie sądzę, by to był powód. Znam Rafała Dutkiewicza i wiem, że na tego typu sytuacje nie reaguje w sposób tak gwałtowny. Przez cały okres prezydentury mieliśmy przecież do czynienia z osobą, która dbała o wizerunek postaci odpornej na rozmaite przeciwności losu.

Jak przez lata zmieniał się Rafał Dutkiewicz [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Jakie mogą być konsekwencje ogłoszenia tej decyzji już teraz, na dwa lata przed wyborami?

Zgadzam się z Władysławem Frasyniukiem, że z punktu widzenia miasta to może być poważny błąd. Osłabia to, bowiem, i to aż na dwa lata, wewnętrzną spójność magistratu, jak i lojalność wobec szefa. Zasada "umarł król, niech żyje król" może oznaczać dla części magistratu wejście w czas rozmaitych perturbacji. Podobnie jak Frasyniuk, jestem też zdania, że w obliczu dość agresywnych ataków obecnej ekipy rządowej na samorządy, silni prezydenci największych miast powinni raczej działać razem, by dawać temu odpór. Decyzję Dutkiewicza odbieram więc jako swego rodzaju kapitulację.

Kampania wyborcza chyba właśnie się rozpoczęła?

Niestety tak. Liczyłem, że potrwa ona we Wrocławiu maksimum półtora roku i ruszy najwcześniej wiosną 2017 roku. Ale decyzja Dutkiewicza ją z pewnością przyspieszyła. A to oznacza, że będzie nie tylko dłuższa, ale z pewnością trudniejsza. Teraz z kolei przywołam, wyrażoną ostatnio, opinię mojej żony Barbary, z którą się zgadzam, w 100 procentach, że przyspieszeniu ulega także zadanie znalezienia kandydatury, mogącej reprezentować całą opozycję. Kandydat zgody, pewnego kompromisu, ale o wysokich kompetencjach i wiedzy o mieście może uchronić Wrocław od rozmaitych koszmarków, obserwowanych obecnie na arenie rządowej.

Takiego, który uchroni Wrocław przed prezydentem z PiS?

Dokładnie tak. Przed PiS. Bo w tej partii nie są ważne personalia. Jest bez znaczenia, kto będzie kandydatem tej partii. Dla PiS nie jest bowiem ważne, kto konkretnie sprawuje dany urząd, nawet prezydenta czy premiera. Ważne jest, kto realnie podejmuje decyzje. Z tego też powodu nie występowałem rok temu przeciw kandydaturze Mirosławy Stachowiak-Różeckiej, lecz formacji, która za nią stała. Przy całej życzliwości dla niej, nie sadzę, by dano jej szansę samodzielnego sprawowania władzy w mieście.

Chętnych do startu jest wielu. Pan widzi wśród ewentualnych kandydatów kogoś, kto mógłby przejąć miasto po Dutkiewiczu?

Tak, ale jesteśmy na początku dyskusji i szkoda byłoby ewentualnych kandydatów konfrontować tak szybko. Bez wątpienia jednak muszą to być osoby, mające pewne doświadczenie i sporą wiedzę o mieście. Nie będzie bowiem czasu na naukę. Złoty czas dla samorządów dobiega końca. Kończy się pomoc unijna, a zobowiązania finansowe szybko dadzą o sobie znać. Dodam też, że poszukiwanie dobrych kandydatów nie może ograniczać się do przeglądu ławek partyjnych. Być może najlepszym rozwiązaniem byłby kandydat wręcz bezpartyjny - taki, który jest w stanie pogodzić oczekiwania różnych środowisk, a jednocześnie dać odpór rozmaitym roszczeniom czysto partyjnym. Wrocławiowi potrzebne jest nowe otwarcie, odległe od pogoni za kolejnymi eventami i lepszą społeczną komunikacją.

Co to znaczy "nowe otwarcie"? Akurat we Wrocławiu po 1989 roku, jeśli chodzi o kierunki rozwoju, można mówić raczej o rządach kontynuacji. Choć się spieraliście, to co do najważniejszych spraw polityka Dutkiewicza wcale nie była zaprzeczeniem kierunku, w którym Pan prowadził miasto.

Z Rafałem Dutkiewiczem rzeczywiście zdarzało mi się, szczególnie w ostatnich latach, się nie zgadzać. Wiele decyzji, czy też konkretnych polityk, poddawałem krytycznej analizie. Dziś jednak, pomimo sporej dozy mojego krytycyzmu wyraźnie i dobitnie powiem, że całość jego prezydentury się broni, a plusy zdecydowanie przeważają nad minusami. Bycie prezydentem tak dużego, ambitnego miasta to jednak kawał ciężkiego chleba.

Jeśli zaś chodzi o owo nowe otwarcie, to jest faktem, że polskie samorządy czeka ogromna zmiana. Kończy się pewien okres koniunktury, związany chociażby z wykorzystaniem środków europejskich czy też gwarantowanym przez dekadę wzrostem gospodarczym. Konieczne więc będzie znalezienie zupełnie nowych narzędzi, dzięki którym Wrocław nadal będzie mógł się rozwijać. Ważnym elementem będzie konieczność silniejszego wsparcia małych i średnich podmiotów gospodarczych, a przede wszystkie zbudowanie atrakcyjnych ofert dla najmłodszego pokolenia. Zatrzymanie we Wrocławiu absolwentów szkół wyższych to dziś zadanie absolutnie kluczowe.

Co dalej z samym Rafałem Dutkiewiczem?

To zależy, jakie są rzeczywiste powody jego rezygnacji. Jeśli to zmęczenie polityką, to pewnie będzie chciał odpocząć i nabrać do niej pewnego dystansu. Ale znam Rafała na tyle, by wiedzieć, że zawsze, gdy próbował robić sobie przerwę od polityki, bardzo szybko zaczynał do niej tęsknić. Być może nie powiedział więc w niej jeszcze ostatniego słowa.

"Biznesmen, naukowiec, niedoszły poseł. Kariera Dutkiewicza"

Rozmowa z Bogdanem Zdrojewskim, jaką zamieściliśmy drukowanej wersji "Wyborczej" delikatnie różni się od tej w wersji cyfrowej. Pomyłkowo zamieściliśmy w niej bowiem wersję wywiadu jeszcze przed jego autoryzacją przez Bogdana Zdrojewskiego.

Za pomyłkę serdecznie Pana Posła przepraszam.

Jacek Harłukowicz

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.