Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W nadchodzący poniedziałek wrocławianki o godz. 16 wyruszą w czarnym marszu ze skrzyżowania ulic Hallera i Powstańców Śląskich, pół godziny później - czarna masa krytyczna na rowerach wyjedzie spod budynku Muzeum Narodowego. Obie grupy mają spotkać się w Rynku ok. godz. 18.

CZEKAMY NA WASZE ZDJĘCIA

Pokażcie, że w poniedziałek będziecie protestować. Wysyłajcie nam swoje zdjęcia na adres listy@wroclaw.agora.pl lub wiadomością na Facebook Wrocław Wyborcza

Dołączają w całej Polsce

Marta Lempart jest prokurentem w spółce budowlanej, a po godzinach działaczką wrocławskiego KOD-u. W niedzielę wybierała się na Czarny Protest z gotowym wystąpieniem. - Ale w drodze na Rynek moja partnerka powiedziała: "powinniśmy zrobić strajk, jak w Islandii" - mówi. - Pomyślałam: tak! Władza nie zauważa manifestacji, ignoruje to, że wychodzimy na ulice. Trzeba zrobić coś więcej.

Ze sceny powiedziała więc: - 41 lat temu 90 procent islandzkich kobiet zastrajkowało. Zróbmy czarny poniedziałek 3 października! Wzywam do strajku!

Reakcja ją zaskoczyła. Od niedzieli facebookowa grupa Ogólnopolski Strajk Kobiet zebrała ponad 5 tys. członków, dziesiątki tysięcy osób dyskutują o inicjatywie, powstają fanpejdże, zajmujące się koordynacją działań w różnych miastach - obok tych dużych, jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, kobiety deklarują gotowość do protestu w Jeleniej Górze czy Kłodzku. Na 3 października w całej Polsce zaplanowano już ponad 50 wydarzeń i wciąż powstają kolejne.

Lempart w poniedziałek bierze wolne z pracy. I zapowiedziała swoim pracownikom, że każdy, kto chce wziąć udział w proteście, ma 3 października do tego prawo. - Stojąc bezczynnie wobec opresji, głupoty, okrucieństwa, stajemy po stronie katów i przeciwko ofiarom, przeciwko kobietom, przeciwko nam samym, naszym siostrom i koleżankom - podkreśla.

Czarny protest

Nie dam sobie odebrać prawa

Paulina Konstancja Maciejewska jest tłumaczką, na co dzień pracuje w sklepie z winami. W poniedziałek nie spotka się ze swoim szefem, który specjalnie przyjeżdża z Japonii.

- Są sprawy ważne i ważniejsze - tłumaczy krótko.

- Mój szef jest Japończykiem, pochodzi z kraju, gdzie pracodawca rzadko bywa elastyczny, jeśli chodzi o nieplanowaną wcześniej nieobecność w pracy. Ale kiedy napisałam mu: nie będzie mnie, bo walczę o swoje życie i zdrowie, odpowiedział mi: walcz.

Na Czarnym Poniedziałku nie mogło jej zabraknąć. - Nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek odbierał mi prawo do decydowania kiedy, jak i z kim mam zakładać rodzinę - zaznacza.

Dla córki, dla kobiet

W Czarny Poniedziałek do pracy nie pójdzie też Ola Hnat, samotna matka dwójki dzieci. Pracuje w firmie produkcyjnej, studiuje zaocznie, po godzinach zajmuje się dziećmi i chorą na nowotwór babcią. Już poprosiła o dzień urlopu - dostała go bez problemu.

- Nigdy dotąd nie angażowałam się w żadne protesty, demonstracje, a teraz od niedzieli nie śpię, nie dojadam i robię wszystko, żeby świat się o nas dowiedział - opowiada.

- Robię to dla siebie, dla mojej córki, dla wszystkich kobiet. Bo nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci mogły stracić matkę, jeśli kolejna ciąża zagrozi mojemu życiu i zdrowiu. Bo moja przyjaciółka chodziła przez dwa tygodnie z obumarłym płodem pod sercem, pogrążona w depresji, czekając na miejsce w szpitalu, żeby usnąć tę ciążę i nie chcę, żeby w takiej sytuacji stał nad nią policjant czy prokurator - dodaje.

I apeluje do wrocławianek: Przyjdźcie! Wszystkie jesteśmy kobietami, córkami, matkami, siostrami, pomyślcie o sobie, pokażmy, że będziemy walczyć do końca.

Żeby kobiety były bezpieczne

Olga Szelc jest freelancerką, redaktorką, korektorką. Swoich zleceniodawców już zawiadomiła, że w poniedziałek nie będzie odbierać maila i przyjmować żadnych zleceń. - Chcę, by dziewczyna mojego syna żyła w nowoczesnym, otwartym, demokratycznym kraju. A tak nie będzie, jeśli ten projekt ustawy antyaborcyjnej przejdzie - podkreśla.

- Mówi się o nas: zwolennicy aborcji, jakbyśmy kogoś do niej namawiali. A nam przecież chodzi o to, żeby w szkołach była edukacja seksualna, żeby zmiany w prawie pracy sprawiły, iż kobiety poczują się bezpiecznie. I wtedy, jeśli będą miały na to ochotę, będą mogły rodzić dzieci, a jeśli nie, nikt ich do tego nie będzie zmuszał. Chodzi o to, żeby uszanować ten wybór i nikomu nie narzucać własnej ideologii. Mój ojciec zawsze powtarza: "twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka". I tego się trzymam - podsumowuje.

Każda z nas się liczy

Adwokat Anna Pietrońska odwołała wszystkie zaplanowane na poniedziałek spotkania. Będzie starała się też nie myśleć o sprawach, które prowadzi, chociaż mózg najtrudniej przełączyć na inny kanał. - Czarny Poniedziałek to sposób, żeby pokazać, że ta sprawa jest dla nas ważna. Tutaj każda z nas się liczy. Jeśli pracujesz, zawsze możesz wziąć urlop na żądanie. Im więcej nas będzie, tym większa w nas siła.

Do strajku przyłączają się m.in. hostel artystyczny HART (strajkuje kobieca część załogi), Kalaczakra i Kalambur, gdzie parzyć kawę i serwować drinki 3 października będą wyłącznie panowie oraz zakład fryzjerski NENA, gdzie tego dnia dyżur został zredukowany do jednej osoby. Wolne będą też miały dziennikarki wrocławskiej "Wyborczej".

Niezwykłe czasy PRL. Jak wtedy żyło się w Polsce

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.