Zanim nauczyła się czytać, dowiedziała się, czym jest wenflon i chemioterapia. Sama zdecydowała, że nie chce znieczulenia ogólnego podczas radioterapii. Emilka nie skończyła jeszcze siedmiu lat, a już pokonała dwa nowotwory.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy w lipcu 2019 r. Emilka Wójcik zaczęła gorączkować, temperatura mimo leków przeciwgorączkowych długo nie ustępowała. Lekarz przepisał syrop przeciwwirusowy. Podczas wakacji nad morzem dziewczynkę zaczęły boleć plecy. Pogoda była w kratkę, więc wyglądało to na przeziębienie. Gorączki ponownie nie udawało się zbić. Czterolatka bardzo płakała i mówiła, że boli ją wszystko. Tym razem nie pomógł nawet antybiotyk.

Diagnoza: złośliwy guz na całe płuco

Dopiero wynik badania USG, na które rodzice Emilki zdecydowali się prywatnie, okazał się na tyle niepokojący, że dalsze badania ruszyły lawinowo. Okazało się, że w klatce piersiowej dziecka jest guz o wymiarach 10 na 16 cm.

– Guz był ogromny i zajmował całe płuco. Ze względu na dużą masę chirurdzy nie mogli pobrać wycinka do badań histopatologicznych. Obawiali się, że ten zabieg może zatrzymać krążenie krwi, co mogłoby się skończyć tragicznie – wspomina Izabela Wójcik, mama Emilki.

Emilka dostała pierwszą chemioterapię, po której niestety guz urósł jeszcze o centymetr. Nadal nie można było pobrać wycinka, ale przeprowadzono biopsję gruboigłową, by pobrać płyn i dostosować odpowiednią chemioterapię.

Diagnoza? Nowotwór złośliwy. Guz tkanek miękkich, bardzo rzadki i trudny w leczeniu – pleuropulmonary blastoma.

– Pierwsze myśli rodziców: „Dlaczego? To niemożliwe, to na pewno jakaś pomyłka – nasza córeczka?". A chwilę później: „Możemy ją stracić". Czuliśmy się tak, jakby spadł na nas wyrok – opowiada pani Iza.

Kiedy guz zmniejszył się i zajmował jeden, dolny płat płuca, po wielu badaniach i konsultacjach w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu dokładnie zaplanowano operację. – Operacja była bardzo ciężka dla lekarzy i dla nas. Trwała cztery i pół godziny – wspomina mama Emilii.

Mała pacjentka zniosła ją bardzo dobrze, nie było komplikacji ani krwotoku, a guz został usunięty w całości wraz z całym dolnym płatem płuca oraz z marginesami otaczających go zdrowych tkanek. Rehabilitacja oddechowa zaczęła się następnego dnia. Ćwiczenia oddechowe miały rozprężyć płuco. Osłuchowo zdaniem lekarzy wszystko było dobrze – słychać było, że płuco pracuje prawidłowo. Emilka miała dren w opłucnej, ale już dwa dni po operacji biegała po korytarzu.

Druga operacja w dzień piątych urodzin

Wróciła do Przylądka Nadziei – z dziewięciu cykli chemioterapii, z których pięć poprzedziło operację, pozostały jeszcze cztery cykle. Tak miało się zakończyć leczenie. Badania obrazowe pokazywały, że nigdzie nie ma komórek nowotworowych.

Gdy w połowie września 2020 r. Emilka mogła wrócić do przedszkola, była bardzo szczęśliwa. Stęsknieni koleżanki i koledzy oraz panie przywitali ją z ogromną radością. Pani Iza pracuje w tym przedszkolu, więc na bieżąco odpowiadała na wszystkie pytania – co córka może robić, czy może ćwiczyć, co może jeść itd.

W październiku zadzwoniła pani doktor, żeby umówić Emilkę na rezonans główki, bo nie był wykonany po zakończonym leczeniu.

– 12 października 2020 r. pojechaliśmy na rezonans. Jeszcze tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że jest wznowa, w główce jest guz – opowiada pani Iza. Po konsultacji z neurochirurgiem trzeba było go operować.

Emilka Wójcik, pacjentka Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej 'Przylądek Nadziei'.
Emilka Wójcik, pacjentka Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej 'Przylądek Nadziei'.  Fot. Fundacja 'Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową'

Termin operacji wyznaczono na 29 października, dwa tygodnie po diagnozie. To dzień piątych urodzin Emilki. – Jak zabierali Emilkę na blok operacyjny, mówiłam lekarzom, że mam nadzieję, że to jej drugie życie – wspomina ze wzruszeniem mama.

Operacja trwała pięć godzin. Tata Emilki nie mógł wejść do szpitala. Była tam mama dziewczynki.

– Czekałam na sali, ponieważ nie wolno było przebywać przed blokiem operacyjnym, a mąż czekał na parkingu. Pani doktor prowadząca, Jadzia Węcławek-Tompol, dzwoniła do mnie w czasie operacji, wspierała. Jest wspaniałą osobą o złotym sercu, która cały czas myśli o chorych, nie tylko w godzinach pracy – opowiada kobieta.

Pierwszy dzień po operacji Emilka przeleżała bez sił, drugiego dnia mogła usiąść, zjeść, uśmiechnąć się. Siedziała i rozwiązywała zadania w książce. – Myśleliśmy, że to ostatni zakręt i już będzie dobrze – przyznaje mama.

Organizm walczy ostatkiem sił

Gdy dziewczynka doszła do siebie, potrzebna była kolejna długa chemioterapia. By rozpocząć od marca 2021 r. z kolei trzytygodniową radioterapię, lekarze potrzebowali rezonansu głowy Emilki. Badanie wykazało, że doszło do rozsiewu komórek nowotworowych do opony mózgowej. Radioterapię trzeba było wtedy zaplanować inaczej – rozszerzyć obszar naświetleń, by objąć zmianę, która pojawiła się po operacji.

Naświetlania Emilka zniosła dzielnie, bez znieczulenia ogólnego. Nie chciała narkozy, każda byłaby dla niej niebezpieczna. – Dam radę, wyleżę, nie chcę tego mleczka, bo po tym mi się kręci w głowie – mówiła dziewczynka.

Po radioterapii była kontynuowana chemia. Wycinek guza wysłano do Niemiec pod kątem doboru takiego leczenia, które mogłoby powstrzymać ewentualne kolejne nawroty. Żeby rozpocząć terapię, musiała się zebrać komisja bioetyczna. Takie leczenie nie było wcześniej testowane u dzieci, przechodzili jej tylko dorośli. Komisja się zgodziła.

Gdy Emilkę zbadali kardiolog i okulista, okazało się, że mięsień sercowy dziewczynki jest uszkodzony przez chemioterapię. Komisja bioetyczna zebrała się ponownie i zdecydowała, żeby podać lek, ale połączyć go z lżejszą chemią.

Mimo to chemioterapia co tydzień szybko wycieńczała organizm dziewczynki. Wyniki badań były tak niedobre, że potrzebna była kolejna zmiana, cykle zaczęto podawać rzadziej – co dwa tygodnie. Co drugi dzień Emilka ma wykonywane badania krwi. Gdy tylko parametry spadają, dostaje zastrzyki wspomagające odporność.

Gdy szpital staje się drugim domem

Kiedy Emilka zaczęła chorować, miała cztery latka. W tym roku skończy siedem. Teraz jest w domu, w Radeczu koło Brzegu Dolnego. Ma nauczanie indywidualne i przyjeżdża do niej pani ze szkoły.

– Nie widać po niej choroby, ma moc, która nam daje siły. Gdyby nie miała tylu sił i pozytywnego nastawienia, nie wiem, jak byśmy dali radę – przyznaje pani Iza.

Choroba bardzo zmieniła całą rodzinę.

– Emilka miała normalne, beztroskie dzieciństwo. Chorując, bardzo szybko zaczęła dorastać. W otoczeniu onkologicznym błyskawicznie uczy się i używa słów, których niejeden dorosły nie zna i nie wymawia. Są różne rozmowy: o szpitalu, o lekach, o wenflonie. Dziecko powinno się bawić laleczkami, a nasza córka bawi się w szpital, bo to szpital stał się jej drugim domem – zauważa mama dziewczynki.

W domu na Emilkę czekał też stęskniony, starszy o pięć lat brat Filip. Choć czasem się sprzeczają, uwielbiają razem spędzać czas.

Dziewczynka bardzo lubi puzzle. Gdy dostaje większe, układa je z rodziną. Ostatnie były koty – jedne miały 1000 elementów, a drugie 500. Lubi też układać Lego i bawić się Playmobilem. Chętnie rozwiązuje zagadki i rebusy.

Emilka jest bardzo spostrzegawcza – uważnie obserwuje, czy cała rodzina jest w dobrym nastroju. W szpitalach szybko rozpoznawała, gdy tylko coś było nie tak.

– Staramy się, jak możemy. Trudno powstrzymać emocje, gdy jest tak ciężko. Ile można znieść… Jeżeli był gorszy dzień, kryzys, Emilka od razu wszystko zauważała. Gdy nie jesteśmy uśmiechnięci, bardzo to przeżywa, bo nie chce, żebyśmy byli smutni – opowiada pani Iza.

Przekonuje, żeby nie odrzucać wsparcia i go szukać, gdy przychodzą ciężkie chwile: – Potrzebujemy wsparcia. To najważniejsze, co możemy dostać od rodziny, przyjaciół, innych osób, które chcą nam pomóc. Psycholog to też człowiek, który chce nam pomóc. Nie bójmy się tego. Dzięki temu mamy więcej sił, by być przy dziecku w taki sposób, żeby nie czuło naszego strachu i lęku.

Emilka chce pomagać innym. Gdy dorośnie, planuje zostać wolontariuszką. 

1 proc. na ratunek

Emilka jest jednym z dzieci leczonych we wrocławskiej Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej „Przylądek Nadziei". Klinikę i leczenie onkologiczne dzieci wspiera Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową", która jest partnerem naszego cyklu redakcyjnego.

Każdego roku fundacja pomaga 2 tys. dzieci z całej Polski. Ty też możesz pomóc jej podopiecznym w walce o życie, wpłacając 1 proc. podatku: KRS 0000086210.

Więcej informacji o działalności Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową" znajdziesz na jej stronie internetowej: naratunek.org.

 
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem