Rozmowa z Krzysztofem Skoniecznym, reżyserem i scenarzystą

Joanna Dzikowska: Po co pojechaliście do Czarnobyla?

Krzysztof Skonieczny: Miałem trzy lata, gdy wybuchła elektrownia jądrowa. Pamiętam metaliczny smak Lugoli, zapachy, jakieś dźwięki, światło, kolory. To jedno z moich pierwszych wspomnień, piękne i zmysłowe. Bardzo chciałem teleportować się do przeszłości, zobaczyć jego epicentrum.

W Czarnobylu nagrywaliśmy sceny z koszmarów sennych Kuby. Postapokaliptyczna rzeczywistość tego miejsca skojarzyła mi się z tym, o czym czytałem w opowiadaniach Brunona Schulza, była jak jego „piąty, fałszywy miesiąc”.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej