Magda Piekarska: Kiedy pomyślałeś, że to właściwy czas, żeby uderzyć w „blaszany bębenek”?

Wojciech Kościelniak*: To był moment, w którym zacząłem się bać czasu, w którym żyjemy, kiedy zrozumiałem, że machinacje polityków mogą dotknąć Trybunału Konstytucyjnego, o którego stałości i trwałości byłem przedtem przekonany. Zrozumiałem, że wracają czasy autorytarne. I że odniesienie do powieści Güntera Grassa zyskuje nowy sens. 

W czasach PRL też czytano ją jako metaforę tamtego czasu.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej