Wg szacunków już co dziesiąty mieszkaniec Wrocławia to Ukrainiec. Stąd pomysł, by wydać dla nich gazetę, w ich języku. - To autentycznie ukraińska gazeta, bo zrobiliśmy ją też my, Ukraińcy - mówią współtwórcy "Pryvit".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszy numer jest już dostępny. Jego wydawcą jest Agora.

„Pryvit” to po ukraińsku „cześć”. Nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy przeczytają teksty w swoim ojczystym języku, których twórcami są ich rodacy, ale też dziennikarze wrocławskiego oddziału „Wyborczej”.

Wśród ukraińskich autorów są tacy, którzy we Wrocławiu mieszkają już kilka lat, ale też osoby, które przyjechały zaledwie parę miesięcy temu. Dzielą się z czytelnikami doświadczeniami, jak zalegalizować pobyt, znaleźć mieszkanie, pracę czy zapisać dziecko do szkoły. Piszą o swoich pierwszych wrażeniach w mieście i problemach, jakie napotyka się zaraz po przyjeździe. Podpowiadają, jak sobie z nimi poradzić.

– Gazeta „Pryvit” jest bardzo przydatna, bo zawiera cenne wskazówki dla osób, które po raz pierwszy znalazły się w obcym mieście – mówi Artem Zozulia, szef Fundacji Ukraina, która dopomogła w wydaniu gazety. – Dla imigranta ważne jest, by aktywnie uczestniczył w życiu miasta, stał się częścią jego społeczności. Dlatego potrzebuje informacji, co ciekawego się dzieje we Wrocławiu i jak w pełni korzystać z jego oferty – dodaje Artem Zozulia.

Gazeta stara się przełamywać stereotypy na temat Ukraińców. – W Polsce często postrzegani są jako tania siła robocza. Jednak wbrew temu co nam się wydaje, oni pracują nie tylko na budowach czy w sklepach. Są też m.in. cenionymi specjalistami z branży IT. Bohaterem jednego z tekstów jest na przykład małżeństwo, które pracuje we wrocławskiej siedzibie firmy Nokia – mówi Magda Nogaj, szefowa „Pryvit”.

Ukraińcy przyjeżdżają do Wrocławia również na studia. Takich osób z roku na rok jest coraz więcej. Wybierają kierunki ścisłe, jak informatyka, ale też psychologię, a nawet dziennikarstwo – o czym w „Pryvit” opowiada Khrystyna ze Lwowa, która sama jest studentką, a jednocześnie koordynatorem ds. obcokrajowców w Dolnośląskiej Szkole Wyższej.

Pierwsza i druga strona gazety 'Pryvit'
Pierwsza i druga strona gazety 'Pryvit'  GW

– W tej gazecie nie ma wielkiej polityki. Zależało nam przede wszystkim, by dzięki niej Ukraińcy lepiej poznali Wrocław, dowiedzieli się, jak z miasta i imprez w nim organizowanych korzystać, co sprzyjałoby integrowaniu się Polaków i Ukraińców – zaznacza Ilona Byra, wydawca „GW Wrocław”.

W numerze jest na przykład rozkładówka ze schematem komunikacji miejskiej, którą można wyjąć z gazety i podróżować po mieście. Ukraińscy czytelnicy znajdą tam również przydatne adresy, pod którymi mogą uzyskać pomoc i informacje w języku ukraińskim.

– Wrocław jest od dawna nazywany miastem, w którym każdy jest skądś i każdy jest u siebie – mówi Leszek Frelich, redaktor naczelny wrocławskiej „Wyborczej”. – Wierzymy, że Ukraińcy także tak o naszym mieście pomyślą. I że – zgodnie z naszym powiedzeniem – będą się tu czuć, jak u siebie w domu.

„Pryvit” jest dostępny za darmo w miejscach, które często odwiedzają Ukraińcy, np. w siedzibie Fundacji Ukraina, cerkwi prawosławnej, ale też w takich restauracjach jak „Kres” czy „Lviv”, które prowadzą Ukraińcy.

LISTA MIEJSC, GDZIE MOŻNA ZNALEŹĆ "PRYVIT"

MÓWI ILLA TANDUR

Marta Rosa: We Wrocławiu jesteś już od ośmiu lat.

Illa Tandur: – Dzięki programowi „Teraz Wrocław” przyjechałem z Kijowa na tutejszą politechnikę studiować projektowanie przestrzenne. Dziś prowadzę z tatą restaurację „Kres” przy ulicy Ofiar Oświęcimskich.

Języka polskiego uczyłem się już w szkole w Kijowie, kilka razy byłem też na wymianie w Poznaniu. Na początku jednak mówiłem dość wolno i ludzie, z którymi studiowałem, traktowali mnie z przymrużeniem oka. Jednak akcent złapałem już na samym początku. Poza wszystkim lubię polski, podoba mi się ten język.

Dlaczego wybrałeś akurat Wrocław?

– Chciałem wyjechać na studia do Europy, a polski znałem wtedy lepiej niż angielski. Postanowiłem więc, że trzeba poszukać czegoś tutaj. Wcześniej nigdy nie byłem we Wrocławiu, a miasto przed przyjazdem obejrzałem na zdjęciach w internecie. Pierwszego dnia, trochę przez przypadek, byłem tylko w miejscach, które nie są wyjątkowo piękne: na dworcu wyszedłem tylnym wyjściem, potem wsiadłem w autobus, który wysadził mnie przy akademikach Uniwersytetu Przyrodniczego, gdzie były same bloki. „Kurde, to jest Wrocław?” – pomyślałem wtedy. Moje wyobrażenie o mieście zmieniło się na duży plus, gdy zobaczyłem resztę, poznałem ludzi, ich mentalność i funkcjonowanie.

I poczułeś się już „u siebie”?

– Na sto procent „u siebie” pewnie nigdy nie będę. Ale czuję się „swój”, kiedy mam wokół przyjaciół i miejsca, z którymi się identyfikuję, które uznaję za część mojej osobowości. We Wrocławiu w pewnym sensie odnalazłem taką strukturę.

Poza tym trzy lata temu przeprowadzili się tu moi rodzice. Ale tęsknię też za Kijowem, nie byłem tam od czterech lat. Na Ukrainie mam rodzinę.

Jak od czasu, kiedy tu przyjechałeś, zmieniła się ukraińska migracja?

– Ukraina jest bardzo różnorodna. Kiedy tu przyjechałem, większość ludzi na studiach pochodziła z zachodniej części. Teraz są wszyscy – spotykam ludzi z centralnej, ze wschodniej, z południa. Kiedyś w ogóle nie było nikogo z Dniepru albo nawet z Kijowa, a dzisiaj poznaję ludzi z takich ukraińskich miast, w których nawet nie byłem. Poznaję swój kraj przez ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj. I zdarza się, że na przykład rozmawiamy o jakiejś potrawie, każdy nazywając ją po swojemu, a na końcu okazuje się, że mówimy o tym samym.

A czy we Wrocławiu społeczność polska i ukraińska integrują się?

– Najlepszym przykładem integracji są korporacje: niektóre zatrudniają wyłącznie personel zagraniczny, inne pół na pół. Nie ważąc na to, po pracy wszyscy razem idą na piwo. To jest dobry przykład tego, jak moim zdaniem ludzie powinni funkcjonować w ramach przestrzeni miejskiej. Robimy coś razem, jesteśmy tu, żeby to miasto ulepszać.

Wśród tych Ukraińców, którzy przyjeżdżają dłużej niż na sezon, każdy jest nastawiony na to, żeby jakoś w to społeczeństwo wejść. To ludzie z innego kraju, ale nie przyjechali tu, żeby tworzyć własne getto.

A co we Wrocławiu Ukraińcowi przeszkadza?

– Osobiście cierpię, kiedy Polacy nie rozróżniają ukraińskiej i rosyjskiej kultury, szczególnie kiedy mieszają dwa języki. Jestem dla nich po prostu „ruski” i tyle. Tak było od samego początku, ale wiem, że niektórzy nie mówią tego, by mnie obrazić, a z przyzwyczajenia. Ale to detal.

Dlaczego Ukraińcy wybierają Wrocław?

– Pierwszy powód to studia. Studenci są najbardziej efektywnym audytorium jeśli chodzi o przekaz informacji, non stop siedzą w necie i szybko się komunikują. Poza tym projekt „Teraz Wrocław” na pewno ma na to duży wpływ. Druga rzecz to korporacje, które mają doświadczenie, kto w czym jest dobry, również na Ukrainie i sami szukają pracowników. Ludzie dostają u nas zaproszenie i przyjeżdżają na konkretne zlecenie. Poza tym Wrocław ma historię współpracy z Ukrainą, w tym ze Lwowem, którego jest miastem partnerskim.

Illa Tandur
Illa Tandur  MIECZYSŁAW MICHALAK

Często, kiedy mówiłem w moim kraju o wyjeździe, to padało stwierdzenie, że „jak wszyscy wyjedziecie, to kto będzie budował Ukrainę?”, przecież jest powiedzenie, że przyszłość zależy od młodych.

I co na to odpowiesz?

– Myślę, że migracja ma dziś zupełnie inną wagę niż kiedyś. Nie ma bariery w komunikacji między jednym państwem a drugim. Kraj nie zrobi się bardziej ubogi od tego, że niektórzy młodzi wyjechali, a wręcz przeciwnie. Kiedy ci, co zostali, przeczytają w ukraińskich mediach, jak funkcjonuje świat i przekaże im to osoba, która wyjechała i ma doświadczenie, to na nich wpłynie. To ważna robota, którą trzeba robić. Trzeba jeździć, bo podróż to informacja, wymiana dóbr i kultur.

O czym mówi w takim razie gazeta, którą zrobiliście?

– Ta gazeta jest autentycznie ukraińska, bo zrobiliśmy ją też my, Ukraińcy. Jest o tym, co my tu faktycznie robimy. Ludzie to poczują. Jest napisana takim językiem, którym ludzie posługują się na Ukrainie, dzięki temu jest żywa. Ja napisałem o tym, o czym myślę najczęściej – o kulturze związanej z migracją, z podróżowaniem. Napisałem to, o czym myślałem przez cały czas, od kiedy jestem tu, we Wrocławiu.

Dobrze też, że jest polska wersja tekstów, bo jest grupa, która chce poznać społeczność ukraińską, kulturę i ludzi. Chcemy poznawać się nawzajem – Polacy i Ukraińcy.

MÓWI OLEG POKOTYLO

Marta Rosa: Od jak dawna mieszkasz we Wrocławiu?

Oleg Pokotylo: – Z tej trójki jestem tu najkrócej. Przyjechałem na początku maja razem z siedmioletnim synem, który od września poszedł do pierwszej klasy. W ciągu jednego miesiąca nauczył się po polsku mówić i czytać – jego wychowawczyni powiedziała, że jako pierwszy w klasie.

Na Ukrainie została moja żona i drugi, dziewięciomiesięczny syn.

Chcieliśmy, żeby starszy syn poszedł do szkoły w kraju Unii Europejskiej. System edukacji na Ukrainie nie jest najlepszy. A my przywiązujemy wagę do wykształcenia, chcemy dla niego jak najlepiej. Poza tym ja też od kilku lat przygotowywałem się, by zmienić pracę i znaleźć swoje miejsce w innym kraju. Nie jest tajemnicą, że z każdym rokiem sytuacja ekonomiczna na Ukrainie jest coraz gorsza.

Dlaczego wybrałeś Wrocław?

– Początkowo nie miało dla mnie większego znaczenia, do jakiej części Polski trafimy. Dopiero kiedy dostaliśmy wizy, zacząłem sprawdzać, jakim miastem jest Wrocław i co jest w nim interesującego. Dziś mam już kilka ulubionych miejsc: to Most Pokutnic, z którego można zobaczyć Stare Miasto, dalej: Ogród Japoński, Wyspa Słodowa, Wyspa Bielarska i dziedziniec hotelu Hilton oraz plac Dominikański.

A synowi się spodobało nasze miasto?

– Korzysta z warsztatów i wydarzeń dla dzieci, w jednym z nich wygraliśmy nawet wycieczkę do Gdańska. Gdy go zapytałem, gdzie mu się bardziej podoba, na Ukrainie czy w Polsce, odpowiedział, że we Wrocławiu.

Tobie też?

– Dla mnie to najlepsze miasto na świecie. Można tu znaleźć wszystko, co jest potrzebne. Jeśli ktoś lubi nowoczesność, są centra handlowe i biznesowe, a jeżeli woli pospacerować po uliczkach Starego Miasta – jest rynek i Ostrów Tumski.

Jeśli znajdę tu pracę, zostaniemy na dłużej. Wiele zależy od Urzędu Wojewódzkiego, bo tam sprawy toczą się bardzo długo. Na otrzymanie karty pobytowej czeka się ponoć rok, a nawet więcej. My swoje wnioski złożyliśmy w czerwcu i nadal czekamy. Pierwszą odpowiedź miałem dostać po trzech tygodniach, a jest październik.

Jak się uczysz polskiego?

– Codziennie, odkąd przyjechaliśmy, staram się rozmawiać z ludźmi w sklepach tylko po polsku, żeby się pozbyć bariery językowej. Na początku było trudno, ale ludzie z uśmiechem zawsze starali się pomóc.

Oleg Pokotylo z synem
Oleg Pokotylo z synem  TOMASZ PIETRZYK

Stale się integrujemy. Spotykamy z expatami: z Francji, Meksyku, Anglii czy USA. Mamy dużo znajomych.

Czy po tych kilku miesiącach czujecie się „jak w domu”?

– W jakimś sensie tak, kiedy wreszcie znaleźliśmy mieszkanie. To też jest problem, bo kiedy właściciele słyszą akcent ukraiński, szybko się wycofują. Na początku nie wiedziałem dlaczego, ale teraz już rozumiem. Postępowanie o pobyt czasowy w Urzędzie Wojewódzkim trwa bardzo długo. Często również pracodawcy nie chcą wydawać dokumentów na pracę. Przez to Ukraińcy nie mogą zaplanować przyszłości długoterminowo, a właściciele wolą wynajmować na dłuższy okres.

Jak się pracowało w gazecie dla Ukraińców?

– O czymś podobnym myślałem od pierwszego tygodnia po przyjeździe. Kiedy potrzebujesz informacji, np. o peselu, o zameldowaniu, o Urban Card, czy po prostu, co robić w tym mieście, a nie znasz jeszcze dobrze języka, to ciężko coś znaleźć na polskich stronach internetowych. Jest nas tu tak dużo, a po ukraińsku prawie nic nie ma.

MÓWI OLGA CHREBOR

Marta Rosa: Jak pani znalazła się we Wrocławiu?

Olga Chrebor: – Urodziłam się w Polsce, ale należę do mniejszości ukraińskiej. Moja mama jest Ukrainką, nigdy jednak tam nie mieszkaliśmy, niemniej wychowano mnie w tej tradycji, mówię po ukraińsku. Języka uczyłam się od dziecka. To, skąd pochodzę, ma więc dla mnie znaczenie.

We Wrocławiu jestem od 15 lat – przyjechałam tu na studia. Wcześniej, przez rok, studiowałam na Ukrainie, chciałam sprawdzić, jak tam się mieszka. Poczułam jednak, że do Polski jestem już przyzwyczajona. Jestem też bardzo mocno związana ze wszystkimi działaniami o charakterze polsko-ukraińskim – to nie tylko moje pochodzenie i fascynacja kulturą, ale też zawód.

Czy we Wrocławiu Ukraińcy trzymają się razem?

– Zawsze jest tak, że mniejszości tworzą własne struktury, wokół których się organizują. Największą jest Związek Ukraińców w Polsce, mamy też jego dolnośląski oddział. Przez szereg migracji powstaje dziś wiele instytucji, które mają charakter migracyjny, np. Fundacja Ukraina, którą prowadzą ci, którzy przyjechali niedawno. Sama mniejszość ukraińska jest bardzo mocno zasymilowana i we Wrocławiu, i w całej Polsce. Większość jej przedstawicieli się tutaj urodziła i de facto ma większy problem z mówieniem po ukraińsku niż po polsku. Jeśli chodzi o migrację zawsze w jakimś stopniu pojawia się problem akulturacji, który zaczyna się na poziomie języka. Tu jest spore ułatwienie, bo polski i ukraiński to jedna rodzina językowa.

A różnice kulturowe?

– Nie różnimy się aż tak. Ukraińcy, którzy mówią po polsku, przez jakiś czas wyróżniają się jedynie akcentem. Wiadomo jednak, że są obciążeni stereotypem „Rusków”. Dla kogoś, kto nie interesuje się Europą Wschodnią jesteśmy jak jeden worek – czy to Rosja, czy Białoruś, czy Ukraina. Zazwyczaj akcent tych języków nie jest rozróżniany i tym samym dla wszystkich jesteśmy tą samą paczką mentalną. A już sami Ukraińcy nie są monolityczną grupą; do Polski przyjeżdżają pracownicy fizyczni, branży IT, osoby związane z kulturą, mediami czy nauką. Są profesorowie, panie sprzątające, ale i panie sprzątające w Polsce po tym, jak na Ukrainie wykładały ekonomię.

Z czym więc kojarzy się myślenie o Ukraińcach?

– Nie tylko we Wrocławiu, ale i w całej Polsce to myślenie w jakimś stopniu obciążone jest historią. Temat Wołynia to częsty element dyskursu o Ukrainie w ogóle. Jest to o tyle ironiczne, że wielu osobom, które przyjeżdżają z Ukrainy środkowej i wschodniej, temat jest wręcz nieznany.

Ale u Polaków powraca bardzo często – w najbardziej prozaicznych sytuacjach. Mój znajomy był w szpitalu i słyszał, jak lekarze rozmawiają o leczeniu pacjentki z Ukrainy. Jeden z nich oburzał się, że przecież jej przodkowie zabijali jego rodziców.

Czy taka wzajemna niechęć może wzrastać?

– Nie ma we Wrocławiu protestów ani niechęci wobec ukraińskiej migracji, ale jest ona coraz większa, dziś to już co dziesiąta osoba. Tak spora migracja zawsze wywołuje jakieś niesnaski. Liczę jednak na Wrocław. To miasto, w którym jest nadzieja, by takie niezgody nie powstawały.

Olga Chrebor
Olga Chrebor  FOT . WOJCIECH NEKANDA TREPKA

Trzeba jednak bardzo mocno dbać o to, by ta społeczność płynnie wchodziła we wspólnotę Wrocławia. Tym bardziej, że w całej Polsce mamy wzrost tendencji do zamykania się na to, co obce. Ale na razie chyba się dogadujemy. Najlepszym przykładem jest nasza wspólna gazeta „Pryvit’.

Jak oceniasz pracę przy jej tworzeniu?

– Pisanie i korekta tekstu są mi bardzo bliskie zawodowo. Teksty, które powstały po ukraińsku, tłumaczyłam na polski, co było bardzo dużą przyjemnością. Jest tam część poradnikowa dla osób, które przyjeżdżają do Wrocławia po raz pierwszy – ze wskazówkami, jak poruszać się miejskim transportem, gdzie należy udać się w pierwszych momentach po przyjeździe. Ale ta gazeta nie ma charakteru pomocowego, duża część jest po prostu „do poczytania”.

To gazeta dla Ukraińców, którzy mieszkają we Wrocławiu i chcą dowiedzieć się, co dzieje się w mieście, interesują się lokalnymi historiami i szukają dobrych tekstów o tym, co ich tu na co dzień spotyka.

Dlaczego Ukraińcy wybierają właśnie Wrocław?

– A dlaczego Polacy wybierają Wrocław? Po prostu lubią to miasto. I to jest najlepsza odpowiedź. We Wrocławiu można się zakochać. Jest wystarczająco duże, by mieć aspiracje europejskie, ale i optymalnie małe, żeby się nie czuć przytłoczonym. Jest w nim bardzo dużo ludzi młodych i otwartych, a to sprzyja przyjmowaniu inności. Z tej otwartości Wrocław robi swoją markę, ale i ludzie rzeczywiście się z nią utożsamiają, są z tego dumni. Wrocław chce być właśnie taki: rozwojowy, patrzący w przyszłość.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    No i OK, życzę im powodzenia! Ale w twierdzeniu, że co 10 Wrocławianin to Ukrainiec jest spora przesada. Brak źródeł.
    @indywidualismus
    Szacunki oparte są na ilości wydawanych pozwoleń na pracę, kart pobytu, wiz studenckich. Trudno mi ocenić, ale w publicznym przedszkolu na Krzykach, do którego chodzi mój syn, dzieci Ukraińskich jest naprawdę sporo. Bywało, że rano w korytarzu na 4 dzieci, mój syn był jedynym dzieckiem, które nie mówiło do rodzica po ukraińsku/rosyjsku. Oczywiście nie jest tak codziennie, ale zdarzało się. Na kilkanaścioro dzieci zwykle obecnych w grupie 3-4 pochodzi spoza Polski. Tak wynika z moich jednostkowych obserwacji. Na placu zabaw dzieci z Ukrainy też bardzo dużo.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @indywidualismus
    Ale nie co 10-ty. Popatrz w tramwaju, na ulicy, na osiedlu. Chyba, że nie bywasz w przestrzeni publicznej (MPK, ulica, pub), tylko hermetycznie - auto, przedszkole, praca. Jeśli tak, to nie wiesz, kto tu mieszka.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Życzę im powodzenia i wytrwałości w asymilacji z polską kulturą oraz niezrażania się przejawami zaściankowego polskiego nacjonalizmu demonstrowanego przez niektórych wrocławian. Drugie ich (Ukraińców) pokolenie będzie prawdopodobnie już Polakami.
    @mopus11
    Czy to nie jest jakiś poważny błąd w myśleniu o imigrantach? Dlaczego mają się asymilować? Niech, uczestnicząc w życiu lokalnego społeczeństwa, zachowają swoją odrębność: kulturę, język, zwyczaje. Tego im życzmy, a nie rozpłynięcia się w polskim społeczeństwie. Trzymam za Ukraińców kciuki. Życzę im dobrego życia we Wrocławiu, choć to nie będzie łatwe. Dla wszystkich obcokrajowców w Polsce nadciągają złe czasy. Już jest źle, a będzie gorzej. Hydrze nacjonalizmu odrosły głowy.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    @zb_zac
    To Słowianie, bardzo nam bliscy etnicznie, kulturowo i językowo. Nie ma drugiego języka słowiańskiego tak podobnego do polskiego jak ukraiński. Oni chcą się integrować, bo swojej słowiańskiej istoty przy tym nie tracą a nie chcą się czuć gorsi, więc tak - ich dzieci będą Polakami.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    W końcu Wrocław dostaliśmy za Lwów to trochę Ukraińców powinno tam być.
    @polakpawdziwy
    A, czy gdybyś dostal Lviv, oddałbyś Breslau?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    dobrze ,że nie w Przemyślu ,bo od gazety się zaczyna ...a na czym skończą ?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    a to ciekawe ze jada do wroclawia a nie blizej - warszawy czy chociaz do pobliskiego lublina ktory promuje sie na most miedzy polska a ukraina [ tylko co robic w lublinie?? zero inwestycji]
    @tatarak99
    Akurat do Warszawy też jadą, jest ich tu znacznie więcej niż we Wrocławiu (choć trudno, aby w prawie dwumilionowym miescie nagle było ich 200 tys). i słychać ich na każdym kroku, co wielu już zaczyna zresztą irytować. W akademikach co drugi to Ukrainiec. Do Lublina też chętnie zjeżdżają. Gdzie ty wyczytaleś, że jeżdżą tylko do Wrocławia? Po prostu, tam jest ich też dużo, no i zrobili gazetę .
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    "(...) Już co dziesiąty mieszkaniec Wrocławia to Ukrainiec." ....... No, jak by tak liczyć to co dziesiąty mieszkaniec Chorwacji to (czasami) Polak. Autorzy do jednego worka wrzucili różne kategorie Ukraińców i są dumni z rezultatu. Tymczasem, większość z nich to migranci krótkoterminowi 3-6 miesięczni, albo studenci. Karty czasowego pobytu ma w całej Polsce raptem 150.000 Ukraińców. Dodatkowo, "Ukrainiec" to obecnie bardziej pojęcie geograficzne, łączy ich tylko obywatelstwo. Obejmuje ono zarówno osoby o narodowości ukraińskiej, rosyjskiej, z Kartą Polaka. Zarówno rosyjsko, jak i ukraińskojęzyczne. Zresztą, ukraiński oficjalny i ukraiński lwowski to w sumie dwa różne języki.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    Czy przestępczość znacząco wzrosła? Nie. Czy mamy zamachy, ekstremizm, wycinane łechtaczki czy kobiety zmuszane do noszenia worków na głowie we Wrocławiu? Też nie.

    No to może w końcu do waszych pustych, "liberalnych" łbów dotrze, że ten cały "rasizm" nie jest wcale rasizmem i nikt nie ma nic przeciwko imigrantom innym, niż religia "pokoju" która każdy kraj pod jej kontrolą zamieniłą w piekło?
    @ustawiamdlasiebienick
    Siedzi idiota w pipidówie, nosa nie wysciubi i wydaje mu się, że zna świat bo maxa kolanko poogląda.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    To miło, że powstają takie publikacje. Prawda jest jednak taka, że przyszłością mediów jest Internet i wydawnictwa elektroniczne, a nie drukowane gazetki. Jeżeli dziennikarze GW tego nie zrozumieją, to najdalej za parę lat będą musieli się przekwalifikować. Praca na kasie w Biedronce lub w McDonaldsie już czeka.
    już oceniałe(a)ś
    0
    4