Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Czystość tam i porządek wielki panują. Piękne jest onejże położenie. Wyjeżdżając stamtąd, spostrzega się natomiast górę Zobtenberg (Ślężę) i Schneekoppe (Śnieżkę), piękny to jest widok i wspaniały” – zanotował Fryderyk Skarbek, który w 1809 r. przejeżdżał przez Oleśnicę w drodze do Paryża. Przyszły powieściopisarz, historyk i profesor miał dopiero 17 lat, więc trudno uwierzyć, żeby zwracał uwagę na porządek i czystość, za to piękno umiał dostrzec natychmiast. Najczęściej w aktorkach, ale – o dziwo – pociągały go także wieże. Zdobywał je z zapałem kolekcjonera, licząc skrupulatnie stopnie i wysokość.

Oleśnicą musiał się zachwycić, bo w panoramie miasta wieże są najbardziej charakterystycznym elementem, co widać nie tylko na XVIII-wiecznych wedutach Friedricha Bernharda Wernera, ale również na zdjęciach Mieczysława Michalaka. A i widok z wież budzi zachwyt, bo podziwiać można nie tylko wspomnianą Ślężę, ale przede wszystkim zachowany od średniowiecza kształt miasta wytyczonego z niezwykłym rozmachem.

Wieża strażników

Najlepiej go obejrzeć w oleśnickim Domu Spotkań z Historią przy Bocianiej 11, urządzonym w budynku z XV-wiecznym rodowodem. W niczym nie przypomina regionalnych muzeów, jest multimedialne i znakomicie przygotowuje turystów do zwiedzania Oleśnicy. Prezentuje m.in. podświetlaną makietę XVIII-wiecznego miasta, otoczonego jeszcze murami obronnymi, z czterema bramami wjazdowymi.

CZYTAJ TEŻ: Trzebnica - tu żyje się wygodnie. Przeszliśmy ją z Beatą Maciejewską [FOTO, WIDEO]

Warto się przy niej zatrzymać, żeby zobaczyć doskonały system komunikacji, który do dziś się sprawdza. Wielki rynek (ponad hektar powierzchni) z dochodzącymi doń 12 ulicami prowokuje pytanie: czyje to dzieło?

MIECZYSŁAW MICHALAK

„My, Henryk, z bożej łaski książę śląski, chcemy, by było wiadomym wszystkim obecnym, że po zasięgnięciu rady najjaśniejszej pani, matki naszej, za zgodą i przy poparciu wiernych baronów naszej ziemi, zleciliśmy Albertowi i Richolfowi lokację naszego miasta Oleśnicy na prawie niemieckim, na tym samym, na którym lokowane było miasto Środa” – oświadczył w dokumencie lokacyjnym, wystawionym w 1255 r., książę wrocławski Henryk III Biały.

Że zasięgał rady matki, nie ma wątpliwości, bo Anna Przemyślidka, wdowa po Henryku Pobożnym, duży u synów respekt miała. Ale że Albert z Richolfem sami takie miasto wyrysowali, trudno uwierzyć. Widać tu rękę ambitnego urbanisty i oczywiście wsparcie ambitnego księcia.

Idealne miasto średniowieczne powinno mieć regularny kształt, najlepiej koła, żeby linia murów była najkrótsza i najłatwiejsza do obrony. Rynek wytyczano zwykle pośrodku, na przecięciu głównych ciągów komunikacyjnych. Z jego rogów wychodziły ulice, a główne z nich biegły do bram, przechodząc w szlaki prowadzące do innych miast. Jeśli się przecinały, to pod kątem prostym. Mijały wieki, pod ciosami kilofów padały mury obronne, zmieniano kształt parceli, przebijano nowe ulice. Ale żeby pozbyć się średniowiecznego kodu genetycznego, trzeba by miasto zrównać z ziemią i od nowa zbudować. A i tak ślad by został.

W Oleśnicy zachowały się relikty fortyfikacji i potężna wieża bramna, zwana Wrocławską, w której dziś działa galeria. W przejeździe tkwią nawet prowadnice do spuszczania kraty, ale miasto już się przed nikim nie zamyka.

MIECZYSŁAW MICHALAK

Pozostałe trzy bramy rozebrano w 1868 r., na szczęście zdobiące je herby można zobaczyć, bo zostały przeniesione do ratusza.

Wieża miejskiej sprawiedliwości

Był i nadal jest symbolem ambicji miasta. Rada miejska wykupiła wójtostwo w 1407 r. i zaczęła samodzielnie rządzić. Drewniany dom wójta uciskał dumę rajców, więc zafundowali sobie murowany, z kwadratową wieżą. Wielokrotnie przebudowywany lub odbudowywany po pożarach lub zniszczeniach wojennych (ostatni raz w latach 60. ubiegłego wieku), zmieniał swoją formę, dziś go oglądamy w klasycyzującej szacie.

Ratusz był przede wszystkim miejscem posiedzeń rady miejskiej i sprawowania sądów, symbolem powiększającej się autonomii miasta i jego siły. Na parterze znajdowała się Izba Mieszczańska i sala Ławy, na piętrze Izba Rady i kancelaria pisarza z archiwum.

Najwięcej respektu budziła jednak wieża, w której mieściło się więzienie. W Oleśnicy mieszkali bowiem nie tylko aniołowie, a bywało, że tutejsze egzekucje były tak widowiskowe, że sama opowieść o nich wywołuje dreszcze.

Numerem 1 stała się z pewnością egzekucja mordercy i kanibala Melchiora Hedloffa (Gedlofa). Skazany, który przyznał się do uśmiercenia co najmniej 251 osób, budził postrach na całym Śląsku, nic więc dziwnego, że 19 stycznia 1654 r. przed ratuszem zgromadziły się tłumy. Kat wyrwał najpierw Hedloffowi wszystkie palce u rąk, a potem szarpał ciało gorącymi obcęgami. W każdym rogu rynku po kawałku.

ZOBACZ TAKŻE: Miasto dwóch narodów. Spacerujemy z Maciejewską po Zgorzelcu [ZDJĘCIA, WIDEO]

W końcu zawleczono go na wołowej skórze na miejsce straceń, znajdujące się poza miastem. Kilka tysięcy ludzi obserwowało, jak na specjalnie wzniesionym pomoście kat łamał Melchiora kołem. Następnie poćwiartował ciało i wystawił na czterech drogach wjazdowych do miasta. Przy szczątkach umieszczono tabliczki miedziane z wykazem okrutnych zbrodni, których dopuścił się Hedloff.

OleśnicaOleśnica MIECZYSŁAW MICHALAK

Miał 48 lat, pochodził z Kuźnicy Kąskiej pod Międzyborzem i przez wiele lat wojował wraz z cesarską armią. Po zakończeniu wojny trzydziestoletniej wrócił w rodzinne strony, zajął się kłusownictwem, a z czasem zaczął polować także na podróżnych. Posługiwał się m.in. dwiema strzelbami – miał ksywę „strzelec Melchior” – i turecką szablą. Arkebuz strzelecki stał się nawet dowodem w śledztwie, bo Hedloff upamiętnił swoje zdobycze nacięciami na broni.

Ten niezwykły eksponat przechowywano przez wiele lat na oleśnickim zamku, w bibliotece książęcej, ale teraz znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego. Ma 33 nacięcia i tabliczkę z wizerunkiem brodatego mężczyzny oraz napisem w języku niemieckim, że to „wierny wizerunek wielkiego rozbójnika i mordercy”.

Wieża książąt

Zamek oleśnicki to cudo, przechowywano w nim takie skarby, że arkebuz Hedloffa jest przy nich nic nieznaczącą osobliwością. Należy do najpiękniejszych zamków Dolnego Śląska, jego wewnętrzny dziedziniec, okolony renesansowymi krużgankami, mógłby konkurować z wawelskim. Zajmuje parcelę o powierzchni prawie 3 ha.

Prawdopodobnie został wzniesiony na miejscu istniejącego we wczesnym średniowieczu grodu kasztelańskiego, zbudowali go włoscy i niemieccy muratorzy. To skomplikowana budowla złożona z czteroskrzydłowego zamku właściwego (z potężną wieżą), pałacu z główną bramą wjazdową i barbakanu.

Kilka lat temu książęcą rezydencję badali wrocławscy archeolodzy, którzy odkryli ślady wygodnego życia właścicieli zamku – Piastów, ziębickiej linii czeskiej dynastii Podiebradów, później książąt wirtemberskich i brunszwickich, wreszcie Hohenzollernów. Wspaniałe renesansowe kafle z zamkowych pieców, zdobione motywem lwa, malowane ręcznie misy i talerze, m.in. z widokami zamku, kawałki szklanych pucharów archeologów nie zdziwiły, bo te wielkie rody królów wydawały, więc na luksus mogły sobie pozwolić.

MIECZYSŁAW MICHALAK

Ten luksus można też zobaczyć w zamkowych komnatach, choć rezydencja padła w 1945 r. łupem żołnierzy sowieckich, a potem wszelkiej maści szabrowników. Sztukaterie, malowane stropy, boazerie, rzeźbione kominki przetrwały też czasy, gdy w zamku urządzono wylęgarnię drobiu, skup butelek i fabrykę tytoniu.

Po księciu Janie z Podiebradów został wykusz w ogromnej komnacie na drugim piętrze pałacu, ozdobiony wspaniałą intarsją z herbami jego dwóch żon. Pochodziły ze znakomitych rodów, więc Najjaśniejszy Pan mógł z dumą pokazać, że dobrze zainwestował uczucia.

Karol II Podiebradowicz zafundował sobie nawet płytę kominkową z herbami swoim i żony, Elżbiety Magdaleny, księżniczki brzeskiej. Sroce spod ogona nie wypadli, na ich ślubie był cesarz Rudolf II i król Danii Fryderyk II.

Z kolei Kronprinz Wilhelm, ostatni następca tronu Prus i Niemiec, przywiózł do swojej rezydencji wypchaną głowę słonia, skórę tygrysa i niedźwiedzia. Trofea myśliwskie eksponował w Sali Rycerskiej. Na tygrysa i misia znaleźli się amatorzy, ale słonia nie zdołali wynieść. Strop Sali Rycerskiej zdobi sztukateria z mitrą książęcą i koroną cesarską. Mitra się Kronprinzowi należała, koronę miał dostać po śmierci swojego ojca, Wilhelma II, ale wcześniej doczekał się jego abdykacji.

Natomiast żonie Kronprinza, Cecylii, księżniczce Meklemburgii-Schwerinu zawdzięczamy zaskakujący patent na łazienkę w szafie. Łazienka jest mikroskopijna, ale za to drzwi ma jak do katedry.

Archeolodzy twierdzą, że najstarszą częścią zamku jest cylindryczna, sześciokondygnacyjna wieża. Kto się na nią wdrapie (w przyszłości, bo na razie nie można jej zwiedzać), nie pożałuje. Ponad 40 m wysokości, więc od razu widać, kto w Oleśnicy był najważniejszy.

Galeryjkę otacza balustrada, której strzeże osiem ryczących lwów. Sześć trzyma tarcze herbowe ziem książąt podiebradzkich (swojego lwa mają m.in. Kłodzko, Ziębice oraz Głogów), a siódmy tarczę z łacińskim napisem, że w 1561 r. książę Jan kazał wykonać „tę koronę wraz z kamiennymi figurami”.

Oleśniccy Podiebradowie byli humanistami, wspierali artystów, zgromadzili wspaniałą bibliotekę, swojej rezydencji nadali europejski sznyt.

Dzisiaj władcą zamkowej wieży jest skarb państwa, a gospodarzem – komenda główna Ochotniczych Hufców Pracy. Ale co roku starają się odnowić choć mały fragment zamku

Wieża chwały niebieskiej

Zamek połączony jest z bazyliką pw. św. Jana Apostoła, patrona miasta, bo to kościół „zamkowy”, mauzoleum Podiebradów. Ich herby znajdziemy na emporach, nagrobkach, ścianach, widać, że hojnie tu inwestowali.

Gdyby Oleśnica posiadała tylko ten kościół, to i tak mogłaby stawiać na turystykę. Bo kto by nie chciał zobaczyć jedynej w Europie Środkowej biblioteki łańcuchowej?

MIECZYSŁAW MICHALAK

Założona w 1594 r. przez księcia Karola II, miała służyć uczniom szkoły średniej Gymnasium Illustre, miejscowym duchownym ewangelickim, nauczycielom, a nawet zainteresowanym mieszkańcom Oleśnicy. Czyli miasto dostało bibliotekę „publiczną”! A że zaufanie do czytelników było ograniczone, książki zostały łańcuchami przykute do regałów.

Do dziś przetrwało 239 egzemplarzy książek, w tym wydana w Wittenberdze Biblia Marcina Lutra z 1541 r. i rozprawa astrologiczna „Summa astrologiae iudicialis” Johna Eastwooda, wydana w Wenecji w 1489 r. Ale to mniej więcej połowa zbioru, więc należy mniemać, że łańcuch nie jest idealną obroną. Warto jednak pamiętać, że zamkowa biblioteka książęca, która w 1885 r. została przekazana Królewskiej Bibliotece Publicznej w Dreźnie – 30 tys. woluminów, została zniszczona podczas alianckich nalotów bombowych w nocy 13 lutego i 2 marca 1945 r.

Z fundacji księcia Karola ważniejsza jest jednak ambona, wykonana przez Gerhardta Hendrika w 1605 r. Gdyby nie wojna o niepodległość, która mieszkańcom XVI-wiecznych Niderlandów uniemożliwiała normalne życie i skłaniała do emigracji, Hendrik pewnie mieszkałby i tworzył w Amsterdamie. Musiał jednak ruszyć w świat. Osiadł we Wrocławiu, gdzie znalazł żonę z warsztatem.

Hendrik przez 11 lat współpracował z księciem Karolem, więc w Oleśnicy pozostawił sporo swoich dzieł. Nie tylko ambonę, ale i kartusze herbowe w zamku czy na bramach miejskich, obecnie w ratuszu. Okazał się jednym z najwybitniejszych rzeźbiarzy nowożytnych naszej części Europy. Ale na jego talencie musiał się najpierw ktoś poznać i za pracę mu zapłacić. Oleśnica umiała zainwestować, teraz powinna zarabiać na procentach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.