Kino Dworcowe to miejsce z tradycjami. Lubił tu bywać m.in. Zbigniew Cybulski. Przez 58 lat odwiedziło je ponad 7 mln widzów. Kiedy jednak pojawiły się multipleksy, kino zaczęło przeżywać kryzys. Wrocławianie woleli chodzić na filmy premierowe, a te grane były wyłącznie w Heliosie i Cinema City. Ekranowy przebój trafiał do Dworcowego dopiero po kilku miesiącach od premiery, bo dystrybutorzy lekceważyli małe kina. Przez ostatnie trzy lata Dworcowe próbowało się ratować, wyświetlając filmy erotyczne. Nie poprawiło to jednak sytuacji. Przed dwoma miesiącami Stanisław Dzierniejko, kierownik kina, oznajmił, że zamierza je zamknąć. Z pomocą przyszła mu kolej. - Uratowali kino. Będę grał filmy polskie i klasykę kina światowego, takie filmy jak "Cinema Paradiso" czy "Powiększenie" Antonioniego. Teraz mogę sobie na to pozwolić, bo władze kolei znacznie obniżyły mi czynsz. Stać mnie więc na eksperyment - mówi Dzierniejko. Dworcowe nie będzie już więcej wyświetlać erotyki. - Wracam na dobrą drogę - zapewnia kierownik.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.