Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
13-letnia Eliza Kaczuga mieszka w Legnicy. Co dwa dni do Wrocławia na czterogodzinną dializę krwi przywozi ją mama, Barbara. - Wtedy w Legnicy zachorowało wiele dzieci, nie wszystkim się udało... Pamiętam wzrok rodziców na korytarzu szpitala, kiedy dowiadywali się o śmierci swoich dzieci. Wiedziałam, że zastanawiają się: dlaczego odchodzi ich dziecko, a nie moje? Na takie pytania nie ma dobrej odpowiedzi - zauważa.

Od początku Eliza była dializowana na sprzęcie WOŚP-u. - Dostaliśmy cykler do dializy otrzewnowej - to takie urządzenie, które oczyszcza krew. Eliza była podłączona każdej nocy na 12 godzin. A w dzień - bawiła się jak wszystkie dzieci. I czekaliśmy na przeszczep. Telefon dzwonił cztery razy, ale na początku Eliza była przeziębiona, kolejnym razem - miała anginę, znów jakieś przeziębienie. Dopiero ten czwarty telefon odebrałam w idealnym momencie. Nie mogliśmy uwierzyć, trudno to nawet opisać. Strach, radość, nadzieja. Jeszcze w karetce kierowca musiał nas uspokajać; mówił, że wszystko będzie dobrze.

Udało się. Eliza wreszcie miała normalne dzieciństwo, mogły wyjechać razem na wakacje. - Przez siedem lat nerka pracowała, ale w 2005 roku wróciliśmy do szpitala na dializy. Na Borowską, bo w Legnicy stacja dializ przyjmuje od 16. roku życia. Znowu korzystamy ze sprzętu, który podarował Jurek Owsiak. Sztuczna nerka oczyszcza krew mojej córki z toksyn trzy razy w tygodniu po cztery godziny. Gdyby nie to, po paru dniach byłoby w niej za dużo toksyn. Rośnie wtedy ciśnienie, serce zaczyna źle pracować. To prowadzi do śmierci.

WOŚP w Wrocław. A gdyby tych nerek nie było...

Pani Barbara zaznacza, że cieszą się każdym dniem. Choć czasem zdarza się też przecież gorszy. - Mówimy jej o wszystkim, także o tych nieprzyjemnych sprawach - na przykład o gorszych wynikach. Niczego nie ukrywamy. Eliza przychodzi wtedy do mnie albo do męża i stanowczo mówi: "Damy radę."

Dwa lata temu pani Barbara urodziła drugą córkę. Wtedy jej szef - od 16 lat pracowała w restauracji - powiedział: albo praca, albo dzieci. Odtąd jej mąż robi nadgodziny w salonie meblowym. - Dostajemy też świadczenia pielęgnacyjne od MOPS-u, ale tam czuję się jak piąte koło u wozu. Trzeba się o wszystko prosić, wychodzić każdy papier. Liczymy więc każdą złotówkę, aż mąż się śmieje, jak na koniec miesiąca siadam ze wszystkimi paragonami, rachunkami i kalkulatorem. Trzeba zdecydować: w tym miesiącu najpierw płacimy za prąd czy kupujemy lekarstwa? Najpierw nowe buty dla dzieci, dopiero potem dla nas.

Szpital to dla nich drugi dom. Znają już wszystkich. - W Wigilię mieliśmy dializę rano, tak że zdążyliśmy wrócić na kolację. Wszystkie dzieci mogą teraz dializować się przed południem, można grafik ułożyć. A gdyby tych sztucznych nerek było mniej? Sprzęt musiałby pewnie pracować całą dobę. Eliza musiałaby czekać w kolejce - bo może ktoś miałby pilniejszą dializę? Może nie wszyscy pacjenci by zdążyli? Aż strach o tym myśleć.

I nagle pani Barbara słyszy polityków, którzy mówią, że Jurek Owsiak kradnie, że sprzętu nie ma w szpitalach, że nie pomaga. - Jak można tak mówić?! Niech zobaczą na własne oczy, ile dobrego zrobiła Orkiestra. Ten sprzęt uratował trzy życia: Elizy, moje - bo mam dla kogo żyć - i mojej drugiej córki. Nie byłoby jej pewnie, gdybym musiała zmierzyć się ze stratą pierwszego dziecka.

Może to z zazdrości tak mówią? Bo politycy od lat mówią, że będzie lepiej - i nie jest. Nie potrafią w kilkadziesiąt osób zrobić tego, co robi jeden zwykły człowiek. I ten jeden człowiek jest przecież co roku rozliczany z pieniędzy, które zbierze Orkiestra. - Nie widziałam w żadnej gazecie zdjęć Owsiaka z wakacji, a o wakacjach polityków pisze się bez przerwy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: WOŚP WROCŁAW - KTO ZAGRA?

Już wcześniej Kaczugowie brali udział w zbiórkach WOŚP na Rynku w Legnicy. - Ale teraz to coś więcej. Zobowiązanie. Czuję, że spłacamy jakiś dług. Bardzo powoli, złotówka po złotówce - ale to właśnie te złotówki sprawiają, że do szpitali w całej Polsce trafia nowoczesny sprzęt, który ratuje życie. Chciałabym, żeby przeciwnicy Orkiestry wreszcie zmądrzeli. I żeby nie musieli na własnej skórze przekonywać się, że sprzęt od Owsiaka jest potrzebny.

WOŚP Wrocław. Marysia jest dzięki Orkiestrze

- Nie zdecydowałabym się na dziecko, gdyby nie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - mówi wprost 35-letnia Agata Kowalczyk. Od 20 lat choruje na cukrzycę typu 1. - Gdy byłam nastolatką, podchodziłam do tej choroby dość beztrosko. Kiedy jednak poznałam Michała, tatę Marysi, i pojawiły się marzenia o dziecku, zaczęłam się martwić.

Kobiety chore na cukrzycę, gdy zajdą w ciążę, muszą liczyć się z tym, że wystąpią powikłania. Poziom insuliny może gwałtownie się zmieniać, bo w organizmie pojawia się drugi człowiek, który jej potrzebuje, a sam na początku nie produkuje swojej. To zagrożenie i dla dziecka, i dla matki. Może przez to stracić wzrok albo kończyny, które trzeba amputować. - Najbardziej bałam się utraty przytomności. Że spadnie mi cukier i zemdleję, a dziecku coś się stanie - wspomina Agata. - Te konsekwencje to dla mnie za duże ryzyko. Dlatego Marysia nie przyszłaby na świat.

Żeby utrzymywać odpowiedni poziom cukru podczas ciąży, potrzebna jest pompa insulinowa. To urządzenie elektroniczne, wielkości małego telefonu komórkowego, które dozuje ilość insuliny w zależności od potrzeby organizmu za pomocą wenflonu wkłutego do żyły. Trzeba je nosić przy sobie przez całą dobę.

- Taki sprzęt kosztuje ok. 13 tys. zł. Jest co prawda refundowany, ale tylko do 26. roku życia. Gdy zdecydowałam się na dziecko, miałam 34 lata i zero szans na pomoc od państwa.

Tę lukę zapełnia Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która wypożycza pompy insulinowe kobietom takim jak Agata za darmo. Dlatego dziś wokół Agaty i Michała biega zdrowa i uśmiechnięta 26-miesięczna Marysia.

Fundacja WOŚP od 2004 roku zakupiła 765 nowoczesnych osobistych pomp i przekazała je do 30 ośrodków w kraju. Oprócz pani Agaty skorzystało z nich już ponad 1600 innych kobiet.

WOŚP Wrocław. Marysia ma certyfikat

Orkiestra zapłaciła jednak nie tylko za urządzenia, ale też za szkolenia lekarzy i pielęgniarek, którzy uczą się zasad leczenia pacjentek z cukrzycą już od momentu planowania ciąży.

Agata Kowalczyk korzystała z tej pomocy we wrocławskiej przychodni przy ul. Dobrzyńskiej. - Przyszłam tam, jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Od razu dostałam pompę i przeszłam szkolenie, jak z niej korzystać. Potem było wiele spotkań z pielęgniarkami i regularne wizyty u lekarza co 2-3 tygodnie. Czułam się bezpieczna, miałam doskonałą opiekę.

Miłe zaskoczenie przeżyła pod koniec ciąży. - Chciałam urodzić w Bydgoszczy. Okazało się, że nie ma żadnego problemu, żeby skorzystać z programu WOŚP bezwarunkowo w każdym ośrodku w kraju, również tam. Po prostu poszłam do tamtejszej przychodni i spotkałam się z równie profesjonalną opieką.

- Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy źle mówią o Orkiestrze. To muszą być osoby, które nigdy nie były ze swoim dzieckiem w szpitalu. Przecież każdy oddział w tym kraju korzysta z pomocy WOŚP - mówi Agata.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: WOŚP WROCŁAW - WOJSKO NIE WEŹMIE UDZIAŁU?

Luka prawna wykluczająca refundację pomp insulinowych po 26. roku życia nie jest jedyną, którą wypełnia Orkiestra. - Podczas jednego z finałów WOŚP zagrała, by sfinansować badania przesiewowe słuchu u noworodków, za które nie płaci NFZ. Dopóki bowiem dziecko nie zacznie mówić, trudno stwierdzić, czy ma zdrowy słuch, a lepiej jest to wiedzieć od początku, by rozpocząć leczenie. - Marysia ma nawet certyfikat, że takie badanie przeszła. Każde dziecko w tym kraju z tego korzysta. Dlatego co roku dajemy na Orkiestrę. I namawiamy innych, by to robili.

WOŚP Wrocław. Nawet blizny nie będzie widać

Szef Kliniki i Katedry Chirurgii i Urologii Dziecięcej przy ul. Curie-Skłodowskiej we Wrocławiu prof. Dariusz Patkowski nie potrafi zliczyć sprzętu od WOŚP, który stoi na jego oddziale. - Endoskopy, stoły operacyjne, aparat do znieczulenia, monitory, urządzenia do cięcia tkanek, na izbie przyjęć wózki inwalidzkie... Gdzie nie spojrzeć, tam stoi sprzęt z serduszkiem - podkreśla.

Klinika od samego początku zgłasza swoje potrzeby Owsiakowi i co roku dostaje to, o co prosi. Ale nie tylko korzysta z działalności Orkiestry. - Każdego roku gramy - zaznacza prof. Patkowski i zdejmuje z wieszaka kilkanaście plakietek WOŚP z jego nazwiskiem. - Kwestujemy i otwieramy naszą Klinikę dla wszystkich; zapraszamy na bezpłatne badania i konsultacje.

Na dowód, że sprzęt od Orkiestry się nie marnuje, kierownik Kliniki zaprasza nas do sali operacyjnej. - Nieustannie ktoś korzysta z urządzeń od WOŚP. Teraz trwają dwie operacje: ośmiolatki i noworodka. Chirurdzy wykonują zabiegi laparoskopowe sprzętem od Orkiestry.

Ośmiolatka, która właśnie leży na sali operacyjnej, to Kasia, córka Marzeny i Henryka Tylów ze Szkaradowa w województwie wielkopolskim.

- Kasia jest bardzo energiczna, uwielbia tańczyć, skakać, biegać, jeździć na rowerze. To mały sportowiec. Ale jest też bystra. Myślę, że mogłaby sprawdzić się w zawodzie psychologa albo sędziego - mówi jej mama, poddenerwowana oczekiwaniem na szpitalnym korytarzu. Do końca zabiegu i wybudzenia dziewczynki zostało jeszcze ok. półtorej godziny. - Ryzyko jest takie jak przy każdej operacji. Ale jestem dobrej myśli. To ogólnie zdrowa dziewczyna, więc na pewno wszystko skończy się dobrze.

Ojciec: - Rok temu zaczął ją boleć brzuch. Bardzo się skarżyła, ale byliśmy przekonani, że to ma związek ze zmianą środowiska i nowym otoczeniem, bo poszła przecież do szkoły. Dopiero po kilku miesiącach okazało się, że to przepuklina pachwinowa. Lekarz rodzinny napisał skierowanie na operację.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: WOŚP WROCŁAW - ATRAKCJE NA DOLNYM ŚLĄSKU

Dlaczego wybrali Wrocław i klinikę prof. Patkowskiego? - Ten oddział cieszy się bardzo dobrą opinią chyba w całym kraju. Mogliśmy pojechać gdzie indziej, bliżej, ale zdecydowaliśmy się na operację tutaj za namową szwagierki mojego brata - mówi pan Henryk.

- Była w takiej samej sytuacji, jej dziecko też miało przepuklinę. Trafiła do Wrocławia i chwaliła przede wszystkim sprzęt. Bo usunięcie przepukliny laparoskopowo to bardzo mało inwazyjny zabieg, który jest bezpieczny i nie pozostawia dużej blizny. A to szczególnie ważne dla kobiet - tłumaczy mama Kasi.

WOŚP Wrocław. Jesteśmy za, za, za!

Rodzice Kasi cenią sobie na oddziale prof. Patkowskiego również atmosferę. - Kasia miała bardzo mieszane uczucia przed operacją. Na początku się cieszyła, że brzuch przestanie boleć, potem jednak bardzo się denerwowała. Gdy przyjechaliśmy tutaj, lekarze zwracali się do niej po imieniu, wszystko jej cierpliwie wytłumaczyli i sprawili, że poczuła się bezpieczna. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni - mówi pan Henryk.

Pani Marzena dodaje: - Ale równie wdzięczni jesteśmy Jurkowi Owsiakowi, że mamy możliwość skorzystać ze sprzętu od Orkiestry. Podobnie jak wielu naszych znajomych, którzy również z niego skorzystali. Znamy małżeństwo, którego dziecko, choć urodziło się wcześniakiem, to żyje, bo miało dostęp do inkubatora od WOŚP. Dlatego nigdy nie żałujemy grosza na WOŚP. Jesteśmy za Orkiestrą. Za, za, za! Niech gra do końca świata i jeden dzień dłużej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: RZECZNIK KURII: OCZERNIANIE WOŚP TO GRZECH

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.