Adam Muszyński jest astmatykiem. Jednego dnia kilka lat temu, gdy we wrocławskim powietrzu było znacznie zwiększone stężenie pyłów PM2,5 i PM10, męczył go kaszel, dusił się. Poszedł do pulmonologa, lecz badania nie wykazały nic niepokojącego. To był jednak dla niego impuls do przetestowania masek antysmogowych. Zwłaszcza że na Sępolnie, gdzie mieszka, wisiały billboardy „smog zabija”.

Niewiele później Muszyński przeprowadził się na Ołtaszyn i tam poznał nowych sąsiadów – Dianę i Przemysława Jaworskich, co ma wielkie znaczenie przy powstaniu pierwszej w Polsce chusty antysmogowej.

– Zagadnienia zanieczyszczenia powietrza zawsze były dla mnie ważnym tematem. Diana kupiła maski dla rodziny i zaczęliśmy dyskutować, czy naprawdę nas chronią, zwłaszcza dzieci – mówi Adam Muszyński.

Od słów przeszli do czynów. Przetestowali kilkanaście będących na rynku i żadna im nie odpowiadała. Przede wszystkim były niewygodne, uwierały i wyglądały jak maski wojownika Sub-Zero z popularnej serii gier komputerowych Mortal Kombat. Nie wszystkim to odpowiada.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej