Od pięciu lat prawie codziennie 70-letni emeryt z Pszenna sprząta drogi, rzeki i lasy wzdłuż trasy między Wrocławiem a Świdnicą. Własnoręcznie zebrał już ponad 30 ton śmieci. I nie zamierza przestać.

Wierzy głęboko, że jego akcja ma też walor edukacyjny. – Musimy coś z tym zrobić – mówi. – Bo w końcu utoniemy w śmieciach. Zniszczymy lasy, rzeki, łąki, zwierzęta i nic nie zostanie. Sami siebie zniszczymy.

Dlatego skoro świt wyprowadza psa, je śniadanie, bierze rękawice i worki i wsiada do swojego żółtego fiata.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej