To odwracanie kota ogonem. Po pierwsze wolność słowa ma też granice, choćby w polskim prawie, które zakazuje nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym.

A okrzyki "Na Ukrainę!", albo obarczanie narodu ukraińskiego winą za Wołyń, to jest właśnie sianie nienawiści. Tym bardziej groźne w mieście, w którym wielu Ukraińców mieszka i pracuje.

Po drugie Międlar i Zieliński to nie są żadni patrioci. Gdyby im naprawdę zależało na uczczeniu ofiar wołyńskich, to by dali za nie na mszę. A jeśli już muszą przy tym czczeniu koniecznie maszerować, to stosowniej byłoby robić to w milczeniu i zadumie.

Ale im przecież nie o to chodzi. Im zależy na zadymie, na podsycaniu nienawiści, czy to do Ukraińców, Żydów, czy islamistów. Próbują na wywoływaniu lęków i odgrzewaniu resentymentów budować swoje środowisko i robić karierę - na szczęście mało kto ich słucha.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej