22-letni Jakub A. od urodzenia mieszkał we Wrocławiu. Chodził do podstawówki na Ołbinie. Potem do gimnazjum integracyjnego. W jego klasie uczyły się dzieci pełnosprawne i niepełnosprawne. Zapamiętano go tam jako angażującego się. Pisał do szkolnej gazetki, czytał dzieciom książki. Tę akcję opisywał: „Czytanie baśni było atrakcją dla dzieciaków, także i dla nas było to przeżycie. Mieliśmy bowiem okazję sami być dla kogoś autorytetem. Odnieśliśmy wrażenie, jakby dzieci patrzyły na nas z zachwytem i podziwem”.

Zwierzaki też lubił. Na swoje urodziny zorganizował zbiórkę na schronisko. Znajomi do akcji się jednak nie przyłączyli, wpłacono mu tylko 5 zł. Na Facebooku udostępnił fragment cudzego tekstu zaczynający się od słów „Nie wierzę w Facebooka”: „Dzieci sieci. Zagubione między blagą a rzeczywistością. Usiłujące zasłużyć na to, żeby ktoś je pokochał”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej