Agnieszka wróciła do rodzinnych Mrowin półtora roku temu. – To światowa dziewczyna. Dużo podróżowała. Chiny, Indie odwiedziła. I późno się ustatkowała, dopiero po trzydziestce – mówi jej kolega z podstawówki. Męża, Czecha, poznała w Irlandii. Nie wyszło im wspólne życie, rozwiedli się. Z trojgiem dzieci – Kristiną, Samuelem i Teresą – Agnieszka zamieszkała u rodziców w Polsce. Chwilowo. Po dziadkach odziedziczyła działkę w Mrowinach, zaczęła budowę. Biały dom z brązowym dachem jest już prawie gotowy. Stoi obok boiska. Tego samego, gdzie nauczycielka po raz ostatni widziała Kristinę.

10-latka skończyła lekcje o 12.30 w czwartek. Do domu ze szkoły miała niecały kilometr. Szła remontowaną właśnie ulicą Wojska Polskiego. Babcia – cytuję starszą panią za „Faktem” – przestrzegała ją nawet, żeby nie reagowała na zaczepki robotników i uważała na siebie, bo „obcy krążą po wsi”.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej