Do zdarzenia doszło w maju 2018 r. na ul. Sanockiej, tuż przy skrzyżowaniu ze Ślężną. 43-letnia kobieta jechała rowerem po ścieżce rowerowej, wioząc w fotelu niespełna pięcioletniego syna. Wtedy uderzył w nią autobus. Kobieta i jej syn znaleźli się pod kołami pojazdu. Żeby ich wyciągnąć, strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu.

Kobieta zmarła na miejscu. Dziecko przeżyło, ale z ciężkimi obrażeniami głowy zostało przewiezione do szpitala, a jego stan był bardzo ciężki.

W maju 2018 r. kierowca usłyszał zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, a sąd zastosował wobec niego środki zapobiegawcze: dozór policyjny, poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju.

Mężczyzna, który nie miał uprawnień do kierowania autobusem, początkowo nie przyznawał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Wyjaśniał, że nie widział kobiety, więc nie może ponosić odpowiedzialności za zdarzenie. Swoje stanowisko zmienił podczas kolejnych przesłuchań. Przed sądem przyznał się i złożył wyjaśnienia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej