We wtorkowej "Wyborczej" opisaliśmy oskarżenia Karola Chuma, który twierdzi, że był molestowany przez kardynała Gulbinowicza. – Wszedł do pokoju, przysiadł się do mnie, włożył rękę pod kołdrę i zaczął masować mi penisa. Pytał przy tym, czy ktoś mnie nie skrzywdził w seminarium albo nie dotykał wcześniej w ten sposób. Zamarłem. Nie wiedziałem, jak się zachować. Po prostu siedziałem jak skamieniały, nic nie mówiąc. To trwało kilka minut, po czym kardynał po prostu wyszedł - relacjonował Karol Chum.

Do zdarzenia miało dojść, gdy Chum był uczniem niższego seminarium duchownego w Legnicy (które teraz działa jako liceum katolickie). O. Szańca najpierw twierdził, że takiego ucznia nigdy nie było, później wydał w tej sprawie nawet oświadczenie, by ostatecznie przyznać, że się pomylił.

Według Chuma to właśnie on wysłał go do kurii, gdzie doszło do zdarzenia. "Wyborczej" mówił: - Jestem przekonany, że dobrze wiedział, po co naprawdę mam tam iść. Cała ta sytuacja była dobrze zaplanowana – wieczorna pora, brak przesyłki, którą miałem odebrać, i wolny pokój w pałacyku kardynała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej