„Niech mu Odra lekką będzie” – kpili na prywatnym profilu Karoliny Góral internauci. Inni dodawali, że za takim, co chodził do burdelu, nie ma co płakać. To jednak tylko najłagodniejsze komentarze, które pojawiły się po informacjach o śmierci Dariusza Górala, którego zwłoki wyłowiono 7 kwietnia z Odry we Wrocławiu.

Mężczyzna dwa tygodnie wcześniej wyszedł na spotkanie służbowe i nie wrócił do domu. Okazało się, że po rozstaniu ze znajomymi z pracy poszedł do klubu go-go na wrocławskim Rynku. Jego telefon logował się po raz ostatni o godz. 3 w nocy w okolicach ul. Oławskiej, co działo się z nim później, ma ustalić prowadzone przez prokuraturę śledztwo. Niektórzy internauci już wydali jednak wyrok, przekonując o braku moralności pana Dariusza i jego żony. Kpili także z ich związku na odległość (od listopada Dariusz Góral realizował projekt dla firmy informatycznej we Wrocławiu, a do rodzinnego domu w Kaliszu wracał na weekendy). Wszystko to okraszone zostało przez hejterów dużą liczbą obelg i przekleństw.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej