Magda Piekarska: Co było pierwsze - kino czy teatr?

Krzysztof Skonieczny: Teatrem na dobre zainteresowałem się jeszcze w liceum, w Młodzieżowym Domu Kultury przy Kołłątaja, na zajęciach pani Joanny Dobrzańskiej. Mnóstwo jej zawdzięczam. Zaprowadziła mnie moja siostra. Tam po raz pierwszy w praktyce odkryłem zabawę teatralną wyobraźnią. W naszej grupie były Ola Terpińska i Justyna Wasilewska, z którymi przecinamy się do dziś w Warszawie. Teatr mnie wtedy odurzył, to było formacyjne doświadczenie. Postanowiłem zdawać na wydział aktorski, przygotowywałem się solidnie do egzaminów, dużo chodziłem do teatru - do Współczesnego, Polskiego, jeździłem za spektaklami po Polsce, oglądałem wszystko, co mogłem na Dialogu.

To były pierwsze, czyste, szczere zachwyty teatralne. Pamiętam też, jak na tej scenie, na której dziś wystawiam „Magnolię” z wypiekami na twarzy oglądałem „Oczyszczonych” Warlikowskiego czy „Księgę Hioba” Cieplaka - oba spektakle mocno na mnie wpłynęły. W „Magnolii” wracam do tych doświadczeń. W Warszawie jako student Akademii Teatralnej miałem szczęście do inspirujących ludzi - robiliśmy czytania performatywne, małe spektakle, wystawiałem offy po klubach, garażach i piwnicach.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej