Decyzja rzecznika oznacza, że lekarz Krzysztof S. nie poniesie konsekwencji zawodowych. Sprawę wciąż jednak bada prokuratura.

Do tragedii doszło w Szpitalu Mikulicz w Świebodzicach. Było to 18 stycznia 2017 r. - Zobaczyłam nóżki, a potem poczułam ból i wtedy sala zamarła. Panowała taka straszna cisza. Wtedy lekarz powiedział, że to zrobił - mówi Natalia. Jej córeczce podczas porodu doktor urwał główkę. 

CZYTAJ TAKŻE: Tragedia na porodówce. Lekarz urwał główkę rodzącego się wcześniaka. Nikt nie poczuwa się do winy

To była połowa ciąży, wiedziała już, że będzie mamą dziewczynki. Nadała jej imię Nadia. Gdy zauważyła plamienia, pojechała do ginekologa. – Ciąża przebiegała dotąd prawidłowo – mówi. – Wszystko było jak trzeba. Nie sądziłam, że przeżyję taki dramat.

Kobieta już wcześniej rodziła. Była mamą trzyletniego wtedy chłopca. Gdy ginekolog kazał jej zgłosić się do szpitala, bez zastanowienia wybrała pobliskie Świebodzice. – Nie byłam zaniepokojona – mówi. – Rodziłam w tym szpitalu, wszystko przebiegało prawidłowo, byłam przekonana, że nic mi tam nie grozi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej