Wiedeń. Lata 40. Austria jest pod rządami hitlerowskich Niemiec. Z pociągu na dworcu kolejowym wysiada mężczyzna i kieruje się w stronę głównej ulicy. Wchodzi do pobliskiej drogerii. Pyta o kogoś, kto zna język polski, i trafia na Marię Nemling. Potem będzie się pojawiał tutaj jeszcze wiele razy. Tak rozpoczyna się pasjonująca historia, która właśnie ujrzała światło dzienne.

Notes Nemling

70 lat później do Wiednia jedzie doktor habilitowana Dorota Sula, pracownik naukowa Muzeum Gross-Rosen, której zadaniem jest badanie i odkrywanie historii jednego z obozów koncentracyjnych, jaki Niemcy założyli na Dolnym Śląsku. Sula spotyka się z Danutą Nemling. To 80-letnia Polka, historyk sztuki, która bardzo aktywnie działa na rzecz tutejszej Polonii.

Kobieta przekazuje polskiej badaczce kilkadziesiąt kartek papieru i szmacianego pajacyka. Dla Muzeum, które reprezentuje Sula, to niezwykle cenne dary. Danuta Nemling jest synową Marii, tej, która w latach wojny pracowała w drogerii. To właśnie ona zostawiła jej po sobie notes i przekazy. – Mężczyzna, który pojawił się u Marii Nemling, poprosił ją o pomoc – mówi Sula. – Dawał jej nazwiska więźniów obozów koncentracyjnych, zdecydowana większość to dane więźniów filii KL Gross-Rosen, i pieniądze. Kupowała za to produkty żywnościowe i wysyłała je tym więźniom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej