Stado biega po polach w okolicach Gorzowa Wielkopolskiego już od dekady. Początkowo było ich kilkanaście, ale właściciel nie zajmował się nimi. W efekcie krowy zaczęły błąkać się samopas po okolicy. Zwierzęta nie są zarejestrowane i przebadane. Ministerstwo Rolnictwa postanowiło je wybić i przeznaczyło na ten cel 350 tys. zł.

- Z właścicielem jest utrudniony kontakt. Raz z nami rozmawia, raz nie, jednak przyznał się, że bydło należy do niego. Są pieniądze i stado zostanie zabite, a od właściciela będziemy dochodzili zwrotu pieniędzy. Obciążymy go za tzw. wykonanie zastępcze – powiedziała Zofia Batorczak, lubuski wojewódzki lekarz weterynarii, w rozmowie z zielonogórską „Wyborczą”.

Nieprawdopodobna historia, która chwyta za serce

- Chcemy zabrać wszystkie krowy i uratować je przed śmiercią, bo urzędy na całej linii jak zawsze zawiodły. Mamy dla nich miejsce i czekamy na zgodę od Ministerstwa Rolnictwa oraz głównego lekarza weterynarii. Pieniądze miały zostać przeznaczone na „utylizację mięsa nieznanego pochodzenia”, ale liczymy, że zostaną wykorzystane do badań. Czekamy na dobrą wolę urzędników - przyznaje Konrad Kuźmiński z DIOZ.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej