O 85 mln zł dotacji na tabor z programu unijnego postarały się: poprzedni zarząd Kolei Dolnośląskich, na czele z Piotrem Rachwalskim, oraz poprzedni zarząd województwa z Jerzym Michalakiem, odpowiedzialnym wtedy za kolej.

Mieliśmy kupić 11 pociągów: sześć spalinowych i pięć elektrycznych. Firma Newag chciała, by za elektryczne składy zapłacić jej 116 mln zł (23,3 mln zł za sztukę), za pięć spalinowych pojazdów zaoferował 134,3 mln zł brutto (22,3 mln zł za sztukę). Droższą ofertę, ale tylko na elektryczne, złożyła bydgoska Pesa.

Pociągi miały kursować na dwóch trasach:

* z Trzebnicy przez Wrocław i Sobótkę do Świdnicy (odcinek Wrocław - Świdnica ma być niedługo remontowany)

* z Jelcza-Laskowic pętlą przez Siechnice, Wrocław Główny i Wrocław Wojnów z powrotem do Jelcza (w remoncie jest odcinek Jelcz - Sołtysowice).

Po pięciu latach mogłyby wyjechać już na wszystkie trasy w regionie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej