Piekarnia na Kępie Mieszczańskiej została zbudowana w pierwszych latach XX wieku, kiedy ul. Witolda była największym skupiskiem budynków wojskowych we Wrocławiu. Zbudowano ją naprzeciwko koszar, działała jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku. Archicom kupił zrujnowany budynek w 2013 roku z założeniem, że przeznaczy większość budynku na działalność artystyczną.

Mąki na ten nowy chleb dostarczył wrocławski deweloper, zakwas to już sprawa Instytutu Grotowskiego, który jest operatorem nowej wrocławskiej przestrzeni artystycznej, a właściwie tej jej części, w której będzie się toczyło życie teatralne.

– O tym miejscu marzyliśmy od dawna – mówi Jarosław Fret, dla którego Piekarnia nabrała niemalże magicznego wymiaru – sam jest synem i wnukiem piekarzy. Jego dziadek i ojciec w Turku pod Koninem wypiekali chleb i ciastka.

– Jako chłopiec pomagałem tacie, a moją pierwszą zawodową pracą we Wrocławiu, kiedy jako student polonistyki i młody ojciec szukałem zatrudnienia, była posada we francuskiej piekarni we wrocławskiej Leśnicy, gdzie dorabiałem nocami. Dziadek był nie tylko piekarzem, ale i śpiewakiem pogrzebowym – chodziłem z nim na pogrzeby i słuchałem jego głosu, a o tym, jak mocno wszedł w moje życie, przekonałem się, kiedy sam zacząłem robić teatr. Marzenie o nowej przestrzeni, tym razem artystycznej, narodziło się 2009 roku, który UNESCO ogłosiło Rokiem Jerzego Grotowskiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej