Rozmowa z Irkiem Grinem, dyrektorem Wrocławskiego Domu Literatury

Dorota Oczak-Stach: Ma pan zdolności profetyczne? Przewidział pan palenie „Harry’ego Pottera” w Gdańsku?

Irek Grin: – Palenie książek przez księży nie jest szczególną przypadłością gdańską ostatnich miesięcy. Zdarzało się to wcześniej i to dość często. Takie pojmowanie wiary i gesty religijne są dla mnie czystą egzotyką. Przyglądam się im z ciekawością entomologa. Co nie znaczy, że obraz palonej książki nie powoduje we mnie bólu. Powoduje. Fizyczny.

Ideą „Słów z popiołu” zainspirował Wrocławski Dom Literatury prof. Paweł Próchniak z Zakładu Antropologii Słowa Teatru NN w Lublinie. I było to na długo przed gdańską hucpą. Powód, dla którego organizujemy wydarzenie we Wrocławiu, jest naturalny i oczywisty – w końcu jesteśmy jedynym dziś polskim miastem, w którym doszło do największego i najstraszniejszego palenia książek w historii zorganizowanego przez niemieckich studentów 10 maja 1933 r.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej