Pierwszą reakcją, gdy pytam o doktora G., są słowa: „To świetny kardiolog". Pracował w szpitalach w Legnicy, był też ordynatorem w Jaworskim Centrum Medycznym, a od kilku lat prowadzi prywatny gabinet. Pacjenci na portalu Znanylekarz.pl komentują:

„Wcześniej inni lekarze nie potrafili mnie prawidłowo zdiagnozować. Doktor G. zrobił to bezbłędnie i prawidłowo dobrał leki. Teraz mogę funkcjonować i cieszyć się życiem”.

„Wspaniały lekarz, ma czas dla pacjenta. 11 lat temu uratował mi życie! Polecam z całego serca wszystkim pana doktora. Znowu po latach mi pomógł”.

„Pan doktor to skarb, nie myślałam, że spotkam na swojej drodze tak mądrego i dobrego człowieka. Ma czas dla pacjenta, wszystko dokładnie wytłumaczy i wspiera na duchu. Chciałabym polecić go każdemu, kto potrzebuje fachowej pomocy. To najlepszy lekarz w Legnicy”.

W 2009 r. doktor G. zaczął wykładać w legnickiej wyższej szkole zawodowej, dwa lata później wybrano go na dziekana wydziału nauk o zdrowiu i kulturze fizycznej. – Uczelnia to było jego dziecko. Wiedział wszystko o studentach. Kto ma problemy, komu trzeba pomóc zorganizować stypendium – mówi jeden z wykładowców. Kiedy dzwonię na jego prywatną komórkę, jest oburzony. Przekonuje, że media nie powinny pisać o G., dopóki nie będzie wyroku. Uspokaja się, gdy zapewniam mu anonimowość. – Prawdą jest, że był dziwny. Bardzo specyficzny człowiek. Ale szefa nie trzeba lubić, tylko szanować. Ja go szanowałem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej