Pierwsze symulatory pojawiły się w Katedrze Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich około roku temu, ale dopiero teraz pracowania działa na pełnych obrotach w pomieszczeniu do tego przystosowanym.

Profesor Wojciech Niżański, kierownik tej katedry, nie ma wątpliwości, że nauka na fantomach i symulacje procedur medycznych to przyszłość: – To normalna metoda kształcenia w medycynie ludzi, ale w weterynarii to wciąż nowość. Tymczasem ze względów bioetycznych, ale także organizacyjnych, tworzenie pracowni symulacyjnego kształcenia przyszłych lekarzy, to konieczność.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej