Gdy w styczniu zarząd województwa się zebrał, żeby podjąć decyzję, co zrobić z Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim, sprawa wydawała się prosta. Argumentów za usunięciem dyrektora dostarczyła kontrola NIK-u, dwie kontrole marszałkowskie i CBA.

Lista zarzutów była długa (piszemy o tym – na s. 1), więc zarząd zademonstrował jedność ponad podziałami politycznymi: i Bezpartyjni Samorządowcy, i wicemarszałkowie z PiS orzekli, że dyrektor ma się pakować. Ale dyrektor pakować się nie zamierzał, za to zaczął jeździć do ministerstwa i organizować obronę Częstochowy.

Bardzo skutecznie, bo pod koniec lutego marszałek Cezary Przybylski dostał kuriozalny list od Piotra Glińskiego: minister się z wynikami kontroli zapoznał, ale ich nie podziela. Owszem, „niektóre praktyki opisane w protokole kontroli” nie były prawidłowe, ale dyrektor zobowiązał się je skorygować.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej