Zabieg nefrektomii został wykonany na początku maja 2015 r. Oskarżony lekarz Aleksander B. tłumaczył, że do fatalnej w skutkach pomyłki doszło już w toku przygotowania chorego do operacji.

Inny lekarz źle wpisał operowaną stronę do planu operacyjnego, a później ten błąd był powielany. Przed samym zabiegiem nikt z personelu medycznego nie zajrzał do historii choroby. Lekarz próbował, ale punkt DILO, w którym znajdowała się dokumentacja pacjenta, był już zamknięty. – Wszyscy [pielęgniarki, anestezjolog, lekarz – red.] przygotowali się do zabiegu na podstawie planu operacyjnego – mówił w sądzie oskarżony.

O tym, że wyciął pacjentowi zdrową nerkę, zamiast tej, w której był 9-centymetrowy guz, zorientował się po operacji. Narządu nie można było wszczepić ponownie – inaczej bowiem usuwa się nerkę, a inaczej pobiera narząd do przeszczepu. Kilka dni później zdrowie pacjenta ratował inny zespół medyczny. Była to operacja oszczędzająca. Z chorej nerki wycięto tylko nowotwór.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej