Wybory do europarlamentu 2019. Sprawczyni gigantycznego chaosu w polskiej oświacie swoją kampanię rozpoczęła w ten weekend, czyli w przededniu ogólnopolskiego strajku nauczycieli. I na krótko przed czekającym licea szturmem uczniów z dwóch roczników – tych z podstawówek i wygaszanych gimnazjów.

Symptomatyczne, że ani w piątek, gdy we Wrocławiu prezentowane były listy PiS, ani podczas sobotniej konwencji tej partii minister Zalewska nie zabrała głosu. Ani słowa do zatroskanych o los swoich dzieci rodziców, ani krzty wyjaśnienia, czy przez cały kwiecień, gdy w szkołach trwać będzie strajk, szefowa oświaty zajmować się będzie jego wygaszaniem czy raczej swoją kampanią.

Gdy odpowiedź na to pytanie chcieli w sobotę uzyskać od niej dziennikarze, obiecała rozmowę, by zaraz potem obrócić się na pięcie i pokazać plecy.

Minister Zalewska celowo unika pytań. Bo a nuż ktoś chciałby ją zagadnąć o jedną z najbardziej haniebnych afer w historii III RP. Tę, w której jeden z najbliższych współpracowników Zalewskiej – Jerzy G. (do niedawna członek kierowanego przez nią zarządu wałbrzyskiego PiS) – miał kierować, zdaniem prokuratury, okradaniem kontenerów PCK z odzieżą dla potrzebujących?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej