– Gdy okienka się otworzyły, pytałem w wielu miejscach, czy ze względu na małe dziecko możemy liczyć na jakiekolwiek priorytetowe potraktowanie, niestety wszędzie odpowiedź była negatywna. Choć przecież urzędnicy widzieli niemowlaka w wózku, nikt nie wykazał się choćby minimum empatii – relacjonuje czytelnik.

Rodzina czekała w kolejce przez dwie godziny. – W tym czasie odkryliśmy, że budynek urzędu w ogóle nie jest przystosowany do potrzeb rodzin z małymi dziećmi. Co prawda przewijak dostępny jest w jednej z toalet, ale został umiejscowiony w bezmyślnym miejscu, zaraz przy wejściu do toalety koedukacyjnej, nie gwarantując przez to jakiejkolwiek dyskrecji podczas przebierania malucha – mówi. I dodaje, że nie znaleźli także pokoju dla karmiących matek.

– Nie rozumiem, dlaczego – gdy załatwianie spraw urzędowych może potrwać nawet kilka godzin – nie można zagwarantować jednego pomieszczenia tylko dla matek, stawiając je przed alternatywą: karmienie na sali, gdzie oczekuje kilkaset osób, bądź w ciasnej, śmierdzącej kabinie w toalecie – mówi ojciec dziewczynki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej