Sam zaliczam się do raczej młodego pokolenia, które parę lat temu zaczęło zauważać smog i pytać decydentów ze średniego i starszego pokolenia: Co zrobiliście, by nie truć? Co np. stało się z artykułem 74. konstytucji, który zapewnia, że ochrona środowiska jest obowiązkiem władz, albo z deklaracją ekologiczną prezydenta Rafała Dutkiewicza z 2002 r., w której obiecał walkę z niską emisją?

Teraz jeszcze młodsi obywatele, licealiści i studenci, zaangażowali się w walkę o czyste powietrze, a także o rzecz z tym powiązaną, choć o wiele większej randze: przeciwdziałanie zmianom klimatu na świecie. Protestowała cała Ziemia, a na wrocławski strajk klimatyczny, na który miało przyjść 200 osób, przybyło ok. 1500 uczniów!

W internecie odezwał się chór, który lamentował, że dzieci powinny być w szkole i że nie wolno zachęcać do wagarów. Czego jednak dowiedzieliby się w tym czasie, gdyby poszli do szkoły zamiast na strajk? Jak zbudowany jest pantofelek czy o tajemnicach chwalebnych na lekcji religii? Czy to naprawdę ważniejsze od zmian klimatu?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej