Zamordowanego 14 stycznia prezydenta Gdańska chcieli uhonorować mieszkańcy Wrocławia. Dwa tygodnie po jego śmierci jeden z nich napisał w tej sprawie petycję do ratusza, uzasadniając, że „to wzorowy samorządowiec”. Wrocławianin zauważył, że zasługi Adamowicza zostały docenione przez Czechów, którzy „uczcili jego wielkość, ustanawiając jego imieniem nazwę ulicy w Pradze. Wrocław powinien pójść śladem Pragi i zrobić to samo”.

To nie był jedyny taki postulat. Wrocławscy urzędnicy dostali jeszcze dwa podobne wnioski od mieszkańców.

Radni zajęli się w czwartek petycją, która wywołała burzliwą dyskusję.

Po katastrofie smoleńskiej nie było za wcześnie

We Wrocławiu obowiązuje uchwała mówiąca, że patronem ulicy można zostać pięć lat po śmierci. Ten proces można przyspieszyć w wyjątkowych sytuacjach. Tak było rok po śmierci Jana Pawła II i Vaclava Havla.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej