Rozmowa z mec. Ewą Szymecką

Ewa Wilczyńska: Zarówno Ireneusz M., jak i Norbert B., którzy są teraz oskarżeni o zabójstwo Małgosi w Miłoszycach, pojawiali się w śledztwie przed 20 laty. Pamięta ich pani?

Ewa Szymecka: – Na Ireneusza M. zwróciłam uwagę, kiedy po kilku miesiącach dołączyłam do sprawy jako pełnomocniczka rodziców zamordowanej Małgosi. Przeczytałam jego zeznania, w których opowiadał, że widział dziewczynę w białych skarpetkach z kolorowym wzorkiem. Małgosia wprawdzie miała takie skarpetki, ale w czasie imprezy były schowane pod czarnymi rajstopami, więc mógł je widzieć tylko morderca.

Byłam bardzo z siebie dumna, kiedy to odkryłam. Pobiegłam do prokuratora, że powinien się zainteresować M. Widział skarpetki, na tej posesji, gdzie znaleziono ciało Małgosi trzymał wódkę, uważałam, że to słuszny trop. Prokurator zbył mnie, że już go sprawdzili i to nie on.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej