W 2012 r. 78-letni pan Ireneusz miał usuwany guz nowotworowy na dwunastnicy w Akademickim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu (obecnie jest to szpital uniwersytecki).

- Po zabiegu ojciec nie czuł się najlepiej. Podejrzewano nawrót choroby nowotworowej. To jednak jego organizm walczył z ciałem obcym. Dopiero dziewięć miesięcy później zorientowano się, że to pomyłka - mówi Grzegorz Nowak, syn zmarłego. Niedługo później chory zmarł.

Za te zaniedbania rodzina pana Ireneusza pozwała lekarza R., który prowadził operację. Został on oskarżony o narażenie pacjenta na zagrożenie zdrowia i życia oraz o nieumyślne spowodowanie śmierci.

Proces ciągnął się blisko trzy lata. W jego czasie przesłuchano 25 świadków i sporządzono trzy opinie biegłych. 

Oskarżyciel wnioskował o 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 20 tys. zł zadośćuczynienia na Fundusz Pomocy Postpenitencjarnej. - To doktor R. był kapitanem tego statku i odpowiadał za to, co się stało - mówi Grzegorz Nowak.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej