Nareszcie mamy lalki w Lalkach. Jakkolwiek absurdalnie brzmi ta konstatacja, to w odniesieniu do współczesnej sceny dla najmłodszych, która coraz częściej porzuca teatr formy na rzecz teatru dramatycznego, jest całkowicie uprawniona. Więc mamy lalki w Lalkach – i to jakie! Drewniane, detalicznie, z precyzją wykonane przez czeskich rzemieślników według projektów Jaroslava Doležala budzą zachwyt i podziw.

Razem ze scenografią Jana Polivki, czeskiego scenografa pracującego od lat w Polsce – o szkatułkowej konstrukcji, wieloplanowej – tworzą spójną całość, pozwalającą historię szalonych przygód bohatera powieści Cervantesa zmieścić w przestrzeni kameralnej sceny Wrocławskiego Teatru Lalek.

W obrazie „Kichot” jest więc zachwycający – z pewnością w warstwie wizualnej tworzy jedną z najpiękniejszych ilustracji do tej opowieści. A pod względem scenicznym to rzecz bardzo wymagająca dla animatorów – piątka aktorów (Kamila Chruściel, Marta Kwiek, Konrad Kujawski, Tomasz Maśląkowski, Sławomir Przepiórka) dwoi się i troi, żeby obsłużyć skomplikowaną machinę inscenizacyjną i ożywić ok. czterdzieści lalek pojawiających się na scenie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej