O porodzie pani Agnieszki pisaliśmy ostatnio 8 marca. Wtedy też na naszej stronie i w wydaniu papierowym ukazał się tekst „Koszmarny poród. »Lekarze zamiast zrobić cesarkę, próbowali dziecko ze mnie siłą wypchnąć. Przez to miało 1 pkt«”.

Pisaliśmy w nim o sprawie, która ciągnie się już siedem lat. Pani Agnieszka do szpitala przy Borowskiej trafiła kilka dni po terminie. 11 maja nad ranem odeszły jej wody płodowe. Podbarwione krwią. Była godz. 5. Syna urodziła dopiero po ponad 12 godzinach. W grudniu będąca wówczas na dyżurze lekarka stanęła przed sądem.

Prokuratura podkreśla, że to na niej ciążył obowiązek opieki nad ciężarną pacjentką i zarzuca jej m.in., że w sytuacji zaburzeń tętna płodu i słabego postępu porodu, przy słabym parciu pacjentki, błędnie zinterpretowała zapis KTG, który był nieprawidłowy, i zbyt późno zdecydowała o skróceniu porodu - bo nie podjęła decyzji o wykonaniu cięcia cesarskiego. "Skutkiem czego naraziła małoletniego Aleksandra na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej