Zdarzenie miało miejsce po stronie czeskiej. Był wieczór, wokół ciemno i wiał bardzo silny wiatr. Temperatura wynosiła około 0 stopni Celsjusza, widoczność sięgała zaledwie 50 m.

Jak podają czescy ratownicy z Horskiej Sluzby, mężczyzna spadając ze Śnieżki zatrzymał się na krzakach kosodrzewiny, a kobieta zjechała jeszcze kilkadziesiąt metrów niżej.

Turyści przez całą noc czekali na ratunek i wołali do siebie. Kobieta była bardzo wychłodzona. W uratowaniu ich pomógł st. post. Paweł Łabuda z Wałbrzycha, który od wielu lat chodzi po górach.

Funkcjonariusz w miniony czwartek miał wolne od służby. Z samego rana wybrał się na szlak w rejon Śnieżki. W pewnym momencie zauważył zakrwawionego mężczyznę nawołującego pomocy.

- Poszkodowany w języku czeskim przekazał policjantowi informację o wypadku, który miał miejsce dzień wcześniej, około godziny 21. Z jego relacji wynikało, iż będąc ze swoją partnerką, w wyniku silnego podmuchu wiatru, zsunęli się ze zbocza górskiego po czeskiej stronie. Mężczyzna na szczęście zatrzymał się na kosodrzewinie i dzięki temu udało mu się ostatecznie wspiąć z powrotem na górę. Kobieta niestety pozostawała w dole i nie było z nią kontaktu - relacjonuje sierż. szt. Marcin Świeży z wałbrzyskiej policji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej