Na dyskotekę sylwestrową 1996/97 w tancbudzie Alcatraz w Miłoszycach Małgorzata przyjechała z koleżankami z Jelcza-Laskowic. Rodzice nie chcieli jej puścić, ale prosiła tak długo, aż w końcu się zgodzili. Była atrakcyjna, wokół kręcili się chłopcy, ale do tamtej nocy była jeszcze dziewicą.

Zazwyczaj nie piła alkoholu, źle się czuła już po jednym piwie, a tym razem wypiła ich prawdopodobnie kilka. Krzysiek, którego poznała na imprezie sylwestrowej, wychodził z nią na zewnątrz, żeby poczuła się lepiej. Ostatni raz tuż po północy.

Kilka osób widziało, jak podszedł do nich jakiś chłopak. Miał włosy blond, albo ciemny blond, ścięte na tzw. pieczarkę, 170-180 cm wzrostu i około 16-18 lat. Ubrany był w ciemną ortalionową kurtkę, ciemne spodnie i czarną czapkę. Przedstawił się jako „Irek, brat Gośki”, i powiedział, że zabiera ją do domu. Małgosia nie protestowała, gdy Krzysiek i blondyn zaczęli ją prowadzić w ciemność. Chociaż nie miała brata.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej