Do interwencji doszło w miejscowości Ścięgny niedaleko Karpacza. Inspektorzy po przyjeździe na miejsce od razu zauważyli kompletnie zaniedbanego psa, którego stan pogarszał się od kilku tygodni. Zwierzę nie mogło ustać na łapach. Pies konał.

- Właściciele nic z tym nie zrobili, ponieważ „mieli ważniejsze sprawy na głowie”. Nie mieli kompletnie żadnej świadomości, że pies potrzebował leczenia. To społeczeństwo jest chore! Ludzie nie wiedzą, że jak bierze się psa, to trzeba mu zapewnić opiekę weterynaryjną, miskę z wodą i 12 godzin wolności dziennie - oburza się Krystyna Pietruszka. 

Inspektorzy od razu zabrali psa i przetransportowali go do kliniki weterynaryjnej, gdzie przeprowadzono szereg badań. Wykonano badania krwi, RTG czaszki i USG zmiany nowotworowej na pysku. Niestety psiaka nie udało się uratować. Podjęto decyzję o jego uśpieniu.

- Po wykonaniu badań diagnostycznych razem z lekarzami podjęliśmy decyzję o poddaniu odebranego psa eutanazji. Zmiana nowotworowa żuchwy była na tyle duża i rozległa, że pozostawienie psa przy życiu potęgowałoby u niego wyłącznie uczucie bólu i sprawiałoby mu zbędne cierpienie. Zwierzak nie mógł samodzielnie pić i jeść. Kość żuchwy była „zjedzona” przez nowotwór - wyjaśnia DIOZ.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej