W Miłoszowie od tygodni zwierzęta wyły z głodu, część z nich padała z wycieńczenia. Wokół posiadłości unosił się zapach padliny. Widok i hałas był tak przerażający, że o sprawie został zaalarmowany Dolnośląski inspektorat Ochrony Zwierząt.

- Zastaliśmy tam m.in. wychudzoną jałówkę stojącą koło padłej krowy. Żywe zwierzę było tak głodne, że zjadało mięso tego padłego. Po pomieszczeniu biegały kury wydziobujące tej padłej krowie oko i pozostałe ptactwo rozdziobujące padłe świnie - opowiada Konrad Kuźmiński, inspektor DIOZ.Oprócz tego inspektorzy znaleźli na posesji kozy, świnie wietnamskie, królika oraz gołębie. 

Część martwych zwierząt leżała na gnojowniku, a kilka było częściowo zakopanych na podwórku.

Inspektorów przeraziły nie tylko zaniedbane zwierzęta, ale też dziewięcioro dzieci (w większości z niepełnosprawnością umysłową), które bawiły się na podwórku między zwłokami. Gdy doszło do interwencji w domu oprócz nich przebywała matka i dwóch braci jej męża. Jak opisuje DIOZ: kompletnie pijanych i ubrudzonych własnymi fekaliami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej